Wyprawa na Moskwę (1)

kniaź Olgierd 002Duch sarmacki krąży nad dorzeczem Dniepru.

(pierwotna publikacja: blog-n-roll.pl, 17.10.2014)

Znany geograf polski Eugeniusz Romer sądził, że naturalnym terytorium Polski jest obszar położony między dwoma morzami. Można by mu przyznać rację, jeśliby Polska miała w sobie dzisiaj owego sarmackiego ducha, którego obecność wyczuwamy obecnie na Ukrainie. Niechaj marsz tysiąca ukraińskich nacjonalistów w Kijowie nie przesłania nam tego co się naprawdę na ruskich dzierżawach dzieje: oto tworzy się w Kijowie konkurencyjny wobec Moskwy ośrodek władzy na Rusi. Ośrodek, który gromadzi wokół siebie nie tylko zwykłych przeciwników Kremla, lecz także wszystkich tych, którzy nie pragną centralizacji władzy, nienawidzą tyranii Putina (choć niekiedy sami pragnęliby zostać tyranami – vide Chodorkowski), nienawidzą urawniłowki, niemoralnego przekraczania granic, ekspansywności, nieludzkiej pychy i nadludzkiego przekraczania wszelkiej miary. Tworzy się ośrodek policentryczny, wielokulturowy (choć nie koniecznie multi-kulti), organiczny i budowany lokalnie, a jeśli zjednoczony, to tylko w drodze dobrowolnej unii, a nie przez podbój kolonialny (patrz Wieczny Kłuszyn o duszę Rusi). Polska została siłą wyrzucona ze Scytii, a po części sama uciekła z niej do „Jewropy”. Ale w Scytyce – jak słusznie zauważa Wojciech Jóźwiak – „pozostał ośrodek stylu Rzeczypospolitej i jest nim Ukraina… To co w Rosji z takim trudem zostało stłumione, okopawszy się i skupiwszy w Ukrainie, rozleje się na Rosję…”.

To jest właśnie to, czego nie dostrzegają nasi etno-nacjonaliści (i eurocentryści), wyobrażający sobie, że:

1. Ukraińcy wszystko co robią, robią przeciw Polsce i na złość Polsce.

2. Ukraińcy robią wszystko, aby się zeuropeizować i przyłączyć do Unii Europejskiej.

Jakiś czas temu krążyła nawet plotka, że Janukowycz był… Polakiem. Wyrażano więc współczucie biednemu prezydentowi obalonemu przez tych złych, okropnych banderowców i stojących za ich plecami „Żydów z Nowego jorku”. Z drugiej strony popełnia się błąd, sądząc, że Ukraińcy istotnie chcą być pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej. Zwykli ludzie po prostu chcą, by „żyło się lepiej” i by rząd nie robił takich wolt politycznych, jakie zwykł robić Janukowycz. „U was car, u nas demokracija” – tak słowami ukraińskiej poetki Anastazji Dmitruk można podsumować ukraiński program narodowy.

Zakopani w naszym, stalinowskim grajdołku przez pomyłkę nazywanym „Polską” nie rozumiemy już często geopolitycznych wyzwań, jakie stoją przed Europą Sarmacką w dorzeczu Dniepru. „Kresy” – to wspomnienie przeszłości, na poły świetlane, na poły mroczne. Spróbujmy jednak wrócić do korzeni. Ktoś przed nami te ziemie i ucywilizował, i wstępnie zagospodarował po najazdach tatarskich. Tym kimś był wielki książę litewski Olgierd, który chyba jako pierwszy w historii dostrzegł niebezpieczeństwo ze strony Moskwy i był uosobieniem tego sarmackiego ducha, którego dzisiaj obserwujemy na Ukrainie.

Listopad to dla Sarmatów niebezpieczna pora. Właśnie w listopadzie 1368 roku podszedł wielki książę Olgierd pod mury Moskwy i, jak pisze litewski kronikarz: „weliki kniaź litowski i ruski i żomojtski Olgierd, kopije swoje pod Moskwoju prysłonił, i wszedłszy sam na koń, i kopiję wzemszy w ruku, i prijechawszy ko horodu, i kopiję swoję k’steni prysłonił, i jeduczy nazad rekł tak wielikim hołosom: kniaże weliki moskowski, pamiętaj to, szto kopije litowskoje stojało pod Moskowoju”.

Kniaziu wielki moskiewski! Pamiętaj, że kopia litewska stała pod Moskwą! Choć po rusku brzmi to jednak ładniej, więc powtórzmy to jeszcze raz, z niejaką lubością: kniaże weliki moskowski, pamiętaj to, szto kopije litowskoje stojało pod Moskowoju!

Kopia litewska, kopia sarmacka istotnie tam stała, lecz do grodu samego nie weszła. Na to trzeba było poczekać jeszcze wiele długich, strasznych lat. To jednak była ta sama kopia, choć nazwy czasem się zmieniają. Kopię tę trzymali w rękach i Litwini, i Rusini, i Polacy. Była też w rękach Zaporożców i Dońców. Przechodziła z rąk do rąk, zmieniała nazwy. Dzisiaj sarmacka kopia jest w rękach Ukraińców.

Dodajmy jeszcze, że sytuacja Olgierda nie była wcale taka różowa, jakby z jego dumnych słów – zanotowanych przez kronikarza – wynikało. Tej samej jesieni 1368 roku atakowali Litwę nad Niemnem Krzyżacy i cały rok 1369 zeszedł Olgierdowi na walkach z Krzyżakami. Następnie pod koniec 1370 roku, po śmierci króla polskiego Kazimierza Wielkiego, wybuchł zatarg litewsko-polski na Wołyniu (ach ten Wołyń!). Korzystając z tego Moskale szybko wzięli odwet. Napadli na sprzymierzony z Litwą Smoleńsk, wygnali z Tweru litewskiego sprzymierzeńca kniazia Michała. Zięć Olgierda książę Borys musiał opuścić księstwo niżhorodskie, drugi zięć – Iwan Nowosilski stracił i księstwo, i rodzinę. Zbuntowano przeciw Olgierdowi także kniazia Iwana Kozielskiego i kniazia Iwana Wiaziemskiego. Najazdom moskiewskim towarzyszyła – a jakże – klątwa kościelna za związki tychże kniaziów z tym bezbożnym i złowiernym poganinem Olgierdem. Metropolita Aleksy na lewo i prawo (głównie na lewo) udzielał rozgrzeszenia za złamane przysięgi, byleby tylko „chrześcijańska” rzekomo Moskwa mogła się tuczyć jak pająk cudzym życiem.

A więc nawet w takim trudnym okresie, otoczony ze wszech stron wrogami, znalazł Duch Sarmacki dość sił, by zagrozić poważnie jednemu z nich. Bierzmy z tego lekcję, jak ów młody Polak, Tomasz Maciejczuk, który zapewne wbrew sobie, ale zgodnie z Duchem Sarmackim, pomaga ukraińskim żołnierzom na Ukrainie. I przemawia po rosyjsku tym językiem, który każdy Sarmata natychmiast zrozumie: Wasz pierwszy krok na polskich ziemiach, będzie waszym ostatnim krokiemGiwi! Zakopiemy twoje ciało na skraju lasu w bezimiennej mogile, żebyś mógł się w ciszy i spokoju nażreć polskiej ziemi, póki ciebie nie zeżrą robaki… Donbas to Ukraina!. To jest język dobrze zrozumiały dla moskiewskiej elity. Języka przyjaźni ta elita nie rozumie i boi się go, zawsze wietrząc w nim podstęp. Zrozumie więc język wrogości i choć nigdy nas nie pokocha, to chociaż z czasem nabierze szacunku do „pszeków” i „chachłów”. Dla sarmackiej kopii.

Z czystym sumieniem mogę wznieść okrzyk, nie będąc posądzonym o nacjonalizm: „sława sarmackiej Ukrainie! Sarmackim herojom sława!”.

Jakub Brodacki

Otagowany .Dodaj do zakładek permalink.

Komentarze są wyłączone.