Województwo Smoleńskie

Ta ziemia do Polski należy” (bp. Józef Zawitkowski, 10.04.2013 r.).

„Już Pan Bóg Wszechmogący 13 juny w ręce jego królewskiej miłości Smoleńsk podał” – relacjonował nieznany świadek dramatycznego szturmu z 13 czerwca 1611 roku. – „Kiedy już jako to tu na małej bardzo nocy, z półtory godziny do dnia było, naprzód jego miłość pan [kasztelan] kamieniecki [Jakub Potocki] sam sprawca na ten czas wojska JKM… na mury po tej drabinie, którą sam na mury dźwigał, między pierwszymi wszedł na mury”. Takich to senatorów miała Rzeczpospolita! Takich patriotów! Po niemal trzyletnim oblężeniu Smoleńsk powrócił do dziedzica tronu Jagiellonów.

Rekuperowano też ogromne terytoria rozciągające się od Białej na północy aż do Czernichowa i Nowogrodu Siewierskiego na południu, przy czym do ostatecznego zajęcia tych obszarów trzeba było jeszcze kilku lat ciężkiej i trudnej wojny (do 1619 roku). Niemal od razu stanęło przed królem i Rzecząpospolitą pytanie, jak zagospodarować zdobyte ziemie, stanowiące strategiczne pogranicze, wrzynające się głęboko w terytorium wroga i umożliwiające szybki przemarsz w stronę jego moskiewskiej stolicy.

Elita smoleńska

Zgodnie z ustawą „Ordynacja prowincji od Moskwy rekuperowanych” z 1620 roku, administratorem tych ziem był królewicz Władysław, co podkreślało tymczasowy i zależny przede wszystkim od króla charakter terytorium. Administrator miał władzę sądowniczą aż do czasu powołania ziemstw i grodów. Ustawa przewidywała jednak ustanowienie typowej administracji szlacheckiej, która narodziła w ciągu następnych lat, z równie typowymi lokalnymi jej odmianami. Wśród urzędników mamy więc takie typowe urzędy, jak chorążego, cześnika, łowczego, miecznika, pisarza, podczaszego, podkomorzego, podsędka, podstolego, sędziego, strukczaszego, wojskiego, starostę, ale i nietypowe jak choćby kapitanów, będących reliktem stopniowo usuwanej administracji królewiczowskiej. Jednakże faktyczna władza na tym terytorium skupiała się w ręku kilku ludzi, którzy je z wielką energią zagospodarowali i urządzili. Należał do nich przede wszystkim Aleksander Gosiewski, wiceadministrator, a od 1625 roku – wojewoda smoleński, Adam Zaręba vel Zaremba – mierniczy województwa smoleńskiego oraz wójt smoleński Hieronim Ciechanowicz, będący także przez długi czas sędzią ziemskim smoleńskim.

O Ciechanowiczu i Gosiewskim można powiedzieć, że byli fanatycznymi patriotami Rzeczypospolitej i zaciekłymi wrogami państwa moskiewskiego. Gosiewski był przykładem kariery od pucybuta Sapiehów, poprzez osobę z najściślejszego kregu zaufanych królewskich, aż do rekina „finansjery”. Miał ogromną odwagę wojskową i cywilną, wielką energię oraz talent żołnierski i dyplomatyczny zarazem. Jako komendant litewskiej załogi w Moskwie wszedł w posiadanie znacznej części moskiewskiej dokumentacji dyplomatycznej. Opuszczając Moskwę wywiózł ją do Rzeczypospolitej i wnikliwie studiował, dzieląc się tą lekturą z Ciechanowiczem, o czym świadczy jeden z listów tegoż ostatniego do Gosiewskiego. Posłuchajmy uważnie jakże „sowietologicznych” słów z otchłani wieków:

Naczytałem się ja tego w metryce ich własnej, od wielce mnie miłego miłościwego pana pożyczonej, że to ich wieczny obyczaj, co raz więcej ojczyźnie naszej urywać. Żadnych i najkrótszych pakt nie widzę, żeby w których takiegoż zdradliwego sposobu nie zażyli i naszych kilku włości »swymi« w paktach nie nazwali! Nasi też przedtem szczodrze im postępowali rzekomo to dla pokoju. A byłże pokój za tem? I owszem gęstsze wojny. To samo, że im własności Rzeczypospolitej, nieopatrznie postępowano, podawało tym zdrajcom, ojczyznę naszą in ludibrium [na szyderstwo]. Co raz z więtszym urąganiem i jawnym szyderstwem posły nasze, którzy pokój stanowili, odprawowano, a Moskwa się tem bardziej w łakomstwo… zaprawowała, coraz głębiej w ojczyznę naszą postępowała, zamki, miasta, włości zabierała, wojnę kiedy chciała podnosiła, a pokój i przysięgi swoje, jako pajęczynę targała. I tak trzyma”.

I tak trzyma… Chociaż Gosiewski i Ciechanowicz wywodzili się z innych obozów politycznych, jednak w sprawie dobra wspólnego rozumieli się znakomicie. Oprócz nich do ścisłej elity województwa zaliczał się podkomorzy starodebski Piotr Trubecki, pół-dziedzic rozległego księstwa trubeckiego, położonego na południowo-wschodniej flance województwa oraz spowinowacona z nim można książęca rodzina Druckich-Sokolińskich na czele z Samuelem, podwojewodzim smoleńskim oraz Janem, starostą starodebskim. Wśród innych, ważnych person województwa w początkowym okresie ujrzymy między innymi sędziego grodzkiego Jana Abrahamowicza Paska (tak, z tych Pasków!) oraz sędziego ziemskiego Waleriana Wyleżyńskiego vel Wieleżyńskiego.

Obrona smoleńska

W razie nagłego napadu wroga, przez pewien czas ziemia ta musiała obronić się sama i powstrzymać pierwszy napór wroga. Posiadanie majątku musiało się więc jakoś wiązać z powinnością obronną. W tym celu reaktywowano nadawanie ziem na prawie lennym, a w rzeczywistości zmodernizowano organizację społeczną tej ziemi z czasów moskiewskich, bowiem prawa własności w pełnym tego słowa znaczeniu bojarzy moskiewscy nie mieli. Sukcesywnie w ciągu kolejnych lat król nadawał więc dobra zasłużonym żołnierzom, a także zatwierdzał dzierżenie tym Moskalom, którzy zdecydowali się przyjąć jego poddaństwo. Dobra te nie mogły być darowane, sprzedawane ani zastawiane bez zgody króla. Ich sukcesja odbywała się tylko w linii męskiej, a po jej wygaśnięciu dobra wracały do dyspozycji królewskiej, chociaż w zasadzie dopuszczano dziedziczenie przez wdowę lennika. Dobra podlegały jurysdykcji sądu referendarskiego, a nie trybunałom szlacheckim; później przyznano szlachcie prawo do procesowania się przed trybunałami, ale z wyjątkiem spraw dotyczących interpretacji samych przywilejów lennych, co wolność szlachecka bardzo ograniczało.

Podstawowym obowiązkiem każdego lennika był udział w pospolitym ruszeniu na każde wezwanie wojewody smoleńskiego. Zobowiązani byli szlachta-posesjonaci (według imiennych nadań), ich męscy potomkowie, mężowie wdów po posesjonatach, zastawnicy, dzierżawcy lenników, Tatarzy królewscy oraz osadzeni tu i ówdzie kozacy dońscy, plebeje posesjonaci, szlachta trudniąca się lichwą oraz mieszczanie gorodów „ujezdnych” (to znaczy stolic specyficznej jednostki administracyjnej niższej od starostwa, zwanej ujezdem). Jeśli szlachcic służył w armii zaciężnej, powinien był na swoje miejsce wyznaczyć zastępcę.

Szlachcic posesjonat miał obowiązek trzymać w miejscowym zamku (w Smoleńsku lub Starodubie) dom z czeladnikiem lub gospodarzem, z muszkietem i innym orężem pieszym, jako swego rodzaju posiłek dla załogi. Podczas wojny miał obowiązek stawić się w zamku osobiście lub przez zastępcę. Dom szlachecki w zamku miał mieć zapas żywności na pół roku, a okazowanie pospolitego ruszenia miało się odbywać corocznie po Bożym Ciele, a więc tuż przed żniwami. Od służby zwolnieni byli pozostający w swoich zamkach duchowni, wdowy, sieroty, dzieci do lat 18, żołnierze zaciężni, dworzanie królewscy, starcy oraz obłożnie chorzy, przy czym te dwie ostatnie kategorie ustalał na własną odpowiedzialność chorąży smoleński lub starodebski. Jak podaje Mirosław Nagielski, w corocznych popisach dokładnie sprawdzano wielkość wystawianych pocztów, rodzaj zaciągu oraz ich uzbrojenie.

Kościół smoleński

Istotnym piętnem, jakie Rzeczpospolita wyryła na tym terytorium było ustanowienie hierarchii kościelnej. Tradycje kościółka rzymskiego w Smoleńsku sięgają roku 1229, ale Zygmunt III Waza taktownie czekał z radykalnymi krokami aż do śmierci prawosławnego arcybiskupa smoleńskiego Sergiusza. Początkowo administratorem biskupstwa był archidiakom Mikołaj Siwicki kanonik wileński. Po śmierci arcybiskupa Sergiusza akt fundacyjny w 1625 roku został wstrzymany przez kontrakcję unickiego arcybiskupa Kreuzy. Unici chcieli ustanowienia nowego biskupstwa swojego obrządku, a Rzym ich popierał w tym żądaniu. Według zeznań świadków miasto Smoleńsk było zniszczone, kościół przeznaczony na katedrę w ruinie (podczas szturmu zgromadzona w nim ludność została przygnieciona stropem, który zawalił się na skutek wybuchu składu prochów i amunicji), istniejący kościół zbudowano z drewna, uposażenie biskupstwa nominalnie wielkie w rzeczywistości składało się z pustkowi, a odległości do sąsiednich stolic biskupich (Kijowa i Wilna) – olbrzymie. Za ustanowieniem biskupstwa przemawiała jednak potrzeba opieki duszpasterskiej nad osadnikami obrządku łacińskiego i nad nawróconymi z miejscowej ludności prawosławnej oraz – ewentualnie – jako przyczółek do pracy misyjnej na terenie moskiewskim.

Mimo oporów biskupa wileńskiego Eustachego Wołłowicza, który podobno chciał aby smoleńszczyzna została włączona do biskupstwa wileńskiego, w 1636 roku doszło do erekcji biskupstwa smoleńskiego, a pierwszym biskupem (z polecenia papieża Urbana VIII) został Piotr Parczewski, były prawosławny i administrator biskupstwa po Mikołaju Siwickim. Na skutek nacisku kanclerza litewskiego Albrychta Stanisława Radziwiłła, biskup smoleński został również członkiem senatu, co podniosło znacznie jego prestiż. Kapituła biskupstwa otrzymała od króla stosowne uposażenie.

Obowiązkiem kościoła były publiczne modły z procesją w dzień świętego Antoniego padewskiego (dzień zdobycia Smoleńska). Potem ustanowiono jeszcze dwa podobne święta: w dzień św. Michała i św. Macieja (zwycięstwo Władysława IV w wojnie smoleńskiej 1633-34). Od 1619 roku pojawili się w Smoleńsku jezuici, rok później patriotyczni bernardyni, a pięć lat później – dominikanie. Utworzone w 1623 roku jezuickie kolegium smoleńskie miało w roku 1646 blisko siedmiuset uczniów. W latach trzydziestych dominkanie i jezuici mieli już kościoły i klasztory w Nowogrodzie Siewierskim. W latach 1645-1652 wzrastała też liczba parafii rzymskich. Istniały one w Smoleńsku (dwie), Starodubie, Poczepie, Rosławiu, Dorohobużu, Białej, Krasnem, Newlu, Siebieżu i Trubecku oraz w oddanych Moskwie Sierpejsku i Obelsku. W 1636 roku pojawiły się w Smoleńsku benedyktynki, a w 1645 roku istniało tu sześć kosciołów: katedra Zwiastowania NMP, drewniany kościół Zbawiciela (jezuicki), drewniany kościół świętego Michała ze szpitalem dla żołnierzy, drewniany kościół dominikanów, oraz dwa drewniane kościoły bernardynów.

Drugim, bardzo istotnym piętnem, wyrytym na województwie smoleńskim przez administrację Rzeczypospolitej był wymiar i ograniczenie majątków. Zachowała się spora dokumentacja, sporządzona głównie przez mierniczego Adama Zarembę, w której możemy się dowiedzieć wielu szczegółów geograficznych, nazw miejscowych w ich polskim, litewskim, ruskim, a nie moskiewskim brzmieniu, oraz struktury owej „Rzeczpospolitej sąsiedztw” na terenie województwa. Ale najważniejsze jest to, że wymiar i ograniczenie majątków był podstawą do stworzenia pełnoprawnej i nieograniczonej własności, która z pewnością przywiązałaby miejscowych do Rzeczypospolitej silniej, niż obowiązek obronny. O przejęcie dóbr na własność szlachta kresowa dobijała się zresztą całymi latami, lecz bezskutecznie. Jeżeli status lennika przypomina komuś status dzierżawcy wieczystego na obecnych ziemiach zachodnich Polski, to nie mam nic przeciwko temu. Wprowadzenie dzierżawy wieczystej było bowiem przeniesieniem na grunt polski prawa moskiewskiego. Tych implantów prawa moskiewskiego w dzisiejszym prawie polskim jest zresztą o wiele więcej (jeśli się nie mylę prawo łowieckie na przykład).

Upadek województwa smoleńskiego

O ile za czasów Aleksandra Gosiewskiego obrona województwa była zorganizowana w sposób co najmniej dostateczny i zdała egzamin podczas oblężenia moskiewskiego w roku 1633, o tyle po jego śmierci w 1639 roku nastąpił stopniowy upadek organizacyjny i spadek prestiżu województwa w kręgach dworskich. Polska elita duchowieństwa lekceważyła biskupstwo smoleńskie, a Władysław IV marzył o wciągnięciu państwa moskiewskiego w sojusz antyturecki i gotów był zawrzeć ten sojusz kosztem interesów litewskich. Dążąc do tego nieomal za wszelką cenę, dopuścił się bardzo niebezpiecznego posunięcia, jakim było bezprawne przekazanie księstwa trubeckiego carowi Michałowi. Wywołało to na Litwie falę oburzenia, która rozerwała sejm w roku 1645. Następny sejm, również zagrożony rozerwaniem, doszedł jednak do skutku, bowiem koroniarze wyznaczyli dla prowincji litewskiej i dla rodziny Trubeckich stosowną rekompensatę. Ale podważone zostało zaufanie Litwinów i obywateli smoleńskich do króla. Bez pełnoprawnej własności nie mogli być pewni, czy ich majątki nie zostaną któregoś dnia oddane Moskalom na zasadzie królewskiego kaprysu. Zaciążyło to bardzo istotnie na morale pospolitego ruszenia smoleńskiego podczas najazdu moskiewskiego w 1654 roku oraz na morale znacznej części elity litewskiej z Januszem Radziwiłłem na czele. Finałem była zdrada kiejdańska. Zanim potępimy Radziwiłła i jego kolegów, musimy pamiętać o sekwencji wydarzeń, które tę zdradę poprzedzały i o świadomości Litwinów, że wobec potęgi wroga mogą liczyć tylko na siebie. Oczywiście Korona udzieliła Litwie wydatnej pomocy wojskowej, ale prawdziwa wojna z Moskwą zaczęła się znacznie wcześniej, poprzez działania dyplomatyczne, i musimy mieć tego świadomość.

Po potopie województwo smoleńskie przeszło we władanie moskiewskie, ale funkcjonowała w najlepsze wirtualna, egzulancka administracja smoleńska z wojewodami, kasztelanami i innymi urzędnikami – aż do 1794 roku. Zbierały się sejmiki i wybierano posłów. Województwo smoleńskie figurowało też na mapach i w świadomości zbiorowej. Przez pewien czas funkcjonowała też na terenie województwa smoleńskiego pewna autonomia, a szlachta smoleńska cieszyła się niejakim poważaniem na dworze moskiewskim. Pierwsza żona cara Fiodora III, Agafia Gruszecka, była córką szlachcica ze smoleńszczyzny. Opowiadała się za zamianą ciężkich szat rosyjskich na polskie kontusze i koniecznie z szablą u boku. Potem car Piotr zwany „wielkim” wynalazł lepszą drogę do „modernizacji”. Ale to już jest zupełnie inna historia.

Ziemio katyńska, ziemio smoleńska… czy ty zawsze będziesz przeklętą otchłanią Lewiatana?… Milcz, zamilknij. Ta ziemia do Polski należy”. (kazanie bp Zawitkowskiego). Tak, ta ziemia należy do Rzeczypospolitej i wierzę w to, że prędzej czy później do niej wróci. Nie pytajcie mnie, jak to się stanie, bo nic nigdy nie dzieje się tak samo. Kuranty na Kremlu jeszcze zagrają Mazurka Dąbrowskiego.

Jakub Brodacki

Wybrane lektury:

Bernard Ostrowski, Pospolite ruszenie szlachty smoleńskiej w XVII wieku, w: „Acta Baltico-Slavica” t. XIII (1980) s. 143

Ks. Teofil Długosz, Dzieje diecezji smoleńskiej, „Rozprawy Wydziału Teologicznego U. J. K.” tom III, Lwów 1937

Urzędnicy Wielkiego księstwa Litewskiego. Spisy. Tom IV: ziemia smoleńska i województwo smoleńskie XIV-XVIII wiek, Warszawa 2003

Diariusz kampanii smoleńskiej Władysława IV 1633-1634, Warszawa 2006

Województwo Smoleńskie

Otagowany .Dodaj do zakładek permalink.

Komentarze są wyłączone.