Walczymy z wrogiem społecznym

Co trzeci nasz Rodak, niezależnie od swoich przekonań, jest naszym przyjacielem.

(14.10.2013)

Pracowałem jako członek komisji referendalnej numer 115 na warszawskim Służewiu i chciałbym się podzielić kilkoma refleksjami.

Zebraliśmy się w sobotę o 9:45 w celu policzenia kart do głosowania i rozstrzygnięcia wątpliwości odnośnie obsługi informatycznej. Wątpliwości te wzięły się z szumu informacyjnego, jakiemu poddani zostali na szkoleniu pani przewodnicząca i pan wiceprzewodniczący. Przez dłuższy czas usiłowaliśmy dociec na czym polega system wprowadzania głosów i po rozlicznych telefonach do urzędu gminy (gdzie mieściło się biuro okręgowe) i konsultacjach z zaprzyjaźnionymi członkami innych komisji referendalnych wreszcie zrozumieliśmy, że działa to tak:

1. jeżeli do komisji przyjeżdża informatyk, projekt protokołu (czyli protokół spisany ręcznie) jest wprowadzany na miejscu do komputera, za pomocą hasła udostępnionego przewodniczącemu komisji zatwierdzany, drukowany, na następnie stemplowany i podpisywany przez wszystkich członków komisji. Tak było w 2011 roku, co obserwowałem jako mąż zaufania;

2. jeżeli do komisji nie przyjeżdża informatyk (a tak było wczoraj), to komisja w komplecie musi się udać do biura okręgowego i tam całą procedurę przeprowadzić na miejscu.

Dziwi fakt, że szkolenia przewodniczących nie obejmują w istotnym stopniu rzetelnej i szczegółowej informacji o działaniu systemu informatycznego. Chciałbym na przykład wiedzieć co się dzieje z głosami wprowadzonymi do systemu i jak są one przetwarzane. Tajemnica ta powinna być publicznie dostępna, a w każdym razie znana członkom komisji, ponieważ koncentrując się głównie na „głosowaniu papierowym” mamy poczucie niepewności : co dzieje się dalej z naszą ciężko wykonaną pracą i czy w świecie zer i jedynek na pewno wszystko przebiega uczciwie.

Pracę komisji skończyliśmy w urzędzie gminy około północy, a więc wszystko poszło w  miarę sprawnie.

Kilka refleksji o politycznych celach i efektach samego referendum.

Walczymy z wrogiem społecznym od co najmniej 30 lat. Tym wrogiem jest bierność i absolutna obojętność dla spraw państwa połączona z wiarą w wyobrażoną i życzeniową rzeczywistość idealną.

Samo życie podpowiada, że taka postawa nie sprzyja demokracji, ponieważ skrajny idealizm z zasady nie lubi demokracji  jako ustroju pełnego zgniłych kompromisów i obnażającego wszystkie ludzkie słabości. Wielu z nas oczekuje na ustanowienie monarchii, gdzie dobry król jak surowy ojciec będzie karał złe i nagradzał dobre. Przeżyliśmy okres swoistej „teokracji”, gdy papieżem był Polak i wyborcom w zasadzie zwisało kto rządzi w kraju, bo i tak papież nas przed wszystkim obroni.
Środowiska lewicowe najchętniej widziałyby społeczeństwo jako wielką spółdzielnię spożywców i funkcjonowanie państwa nie jest dla nich ważne. Technokraci marzą o tym, aby życie społeczne zamienić w sprawnie działającą maszynę. Aferałkowie chcieliby widzieć społeczeństwo jako zbiorowisko zatomizowanych mniejszości, których jedynym interesem jest ich własny interes. Wielu ma państwo w głębokim poważaniu. Ogół społeczeństwa oczekuje rządów silnych i zdjęcia ze swoich barek odpowiedzialności za dobro wspólne.

Bardzo lubię zbierać grzyby, ale nie chcę żyć w świecie, w którym zamiast głosowania jest grzybobranie.

W tej atmosferze demokracja jest tylko parawanem i pozorem. Mnie natomiast na demokracji, a nawet jej cieniu bardzo zależy. To prawda, że w demokracji nie wszystko się udaje, ale lepiej żyć w świecie realnym, niż w świecie ułudy. Nie osławione JOWy, ale właśnie referendum odwołujące urzędników należy do kurczącego się zasobu prawnych instrumentów demokracji. Zrozumiała to doskonale HGW, wzywając do zbierania grzybów. W istocie rzeczy bowiem chodzi o utrzymanie stanu anomii społecznej, bierności, zniechęcenia i obojętności na sprawy publiczne. Fakt, że HGW przestraszyła się referendum, świadczy dowodnie o tym jak potężnym jest ono instrumentem demokracji. Głosowaliśmy nie za lub przeciw HGW, ale za lub przeciw bierności obywatelskiej, za lub przeciw złudzeniom i idealistycznym wyobrażeniom o tym „jak być powinno”.

I coś BARDZO WAŻNEGO. Do tej pory PKW ogłaszała w massmediach raporty frekwencyjne w ciągu dnia wyborów, aby zmobilizować wyborców do głosowania. Tym razem raportów frekwencyjnych nie było. Nie wiem czy to prawda, ale słyszałem, że zostały one objęte… ciszą wyborczą!!! O czym by to świadczyło? Jeśli przyjąć, że Warszawa to reprezentacyjna próbka całego społeczeństwa, wnioski nasuwają się same. 27% społeczeństwa zainteresowane jest w istnieniu demokracji w Polsce i będzie jej bronić niezależnie o d tego czy jakikolwiek lider PKW oraz TVN z Polsatem i Super Stacją będą zagrzewać do głosowania, czy nie. System III RP policzył nasze siły i policzyliśmy się też sami. Miejmy to w pamięci: co trzeci nasz Rodak, niezależnie od swoich światopoglądowych przekonań, jest naszym przyjacielem. Myślę, że wkrótce pozyskamy nowych przyjaciół i że nie będzie to tylko najlepszy przyjaciel człowieka, który wczorajszym rankiem przyszedł ze swym panem na głosowanie w naszej komisji.
Jakub Brodacki

Otagowany .Dodaj do zakładek permalink.

Komentarze są wyłączone.