W tym szaleństwie jest metoda

O naturze ustroju totalitarnego.

(12.07.2013)

Spotykam się często z twierdzeniem, że PiS jest partią Republiki Okrągłego Stołu. Jednym z koronnych argumentów na rzecz tej tezy jest: „popatrz, gdy oni organizują manifestacje, to władza te manifestacje chroni. A jak demonstracje organizuje Ruch Narodowy, to władza traktuje je jako zagrożenie i wysyła policję”.

Zgadzam się, że prowokowanie manifestantów i strzelanie w tłum, który pomimo prowokacji nadal nie chce być groźny – to zbrodnia. Nikt nie chce być ofiarą agresji funkcjonariuszy. Niestety władza czasem tego chce. Chce, żeby były ofiary i cierpienie. I żeby zawsze był ktoś, kto cierpi, w przeciwieństwie do kogoś, kto nie cierpi wcale, więc można mówić, że jest rycerzem Republiki Okrągłego Stołu.

Przejrzałem wypowiedź Adama Słomki o kulisach odwołania rządu Jana Olszewskiego. Tło muzyczne troszkę utrudnia zrozumienie, ale jednak coś niecoś zrozumiałem. Wynika z niej, że głównym problemem był fakt wewnętrznego rozłamu między Olszewskim, a Kaczyńskim. Olszewski chciał stworzyć koalicję z KPN, a Kaczyński ciążył ku Unii Demokratycznej. Słomka uważa, że wtedy, 4.06.1992 roku, KPN powinien był wstrzymać się od głosu. Albo nawet zagłosować po stronie rządu. Ale to głosowanie to był tylko błąd wizerunkowy, bo rząd i tak musiał upaść. Głównym błędem Olszewskiego było natomiast to, że nie zdecydował się postawić Leszka Moczulskiego na czele ministerstwa obrony i nie poparł ustawy o restytucji niepodległości.

Przypomniałem sobie tamten dzień, 4.06. Siedziałem wówczas z nosem w telewizorze, przekonany, że KPN – partia niepodległości – poprze rząd Olszewskiego. Gdy na mównicę wszedł Adam Słomka wszystko stało się jasne. Dziwne, że po tylu latach Słomka nie zdobędzie się na refleksję, która świadczyłaby tylko o jego mądrości i może nawet skłoniła by mnie do udzielenia mu poparcia. Pikanterii dodaje fakt, że właśnie wystąpienie 4.06.1992 roku było jednym z wszystkich sześciu sejmowych wystąpień, jakie miał Adam Słomka podczas I kadencji. Najwyraźniej przez te dwa lata nie było zbyt wielu okazji do ćwiczenia swady dla młodego posła. Co za wstyd.

Cierpi Ruch Narodowy, cierpi Adam Słomka, nawet Gowin z Rokitą na swój sposób cierpią, choć na razie bez pobicia. Natomiast Jarosław Kaczyński „nie cierpi”. To, że stracił brata i połowę swej partii to drobnostka. W końcu, jak to czytelnie wyraził pewien przedstawiciel ustroju totalitarnego, przecież sam „wysłał brata na śmierć”. Albo, jak to wyraził pewien bloger, cała katastrofa to maskirowka. Więc pewnie tych 96 osób gdzieś tam sobie wypoczywa w willach pod Moskwą, a „my tutaj” ciągle mamy swoje problemy.

No, ostatecznie można powiedzieć, że wszyscy jakoś tak cierpimy razem we wspólnym, narodowym cierpieniu.

 

Jakub Brodacki

Otagowany .Dodaj do zakładek permalink.

Komentarze są wyłączone.