Król Stanisław

Mentalność króla Stanisława nie różniła sie wiele od mentalności urzednika na stanowisku dyrektora departamentu w III RP.

Było to za panowania Augusta III. W znanej gawędzie Henryka Rzewuskiego (http://literat.ug.edu.pl/soplica/024.htm), oglądamy taki oto obrazek. W puszczy ponarskiej lud tajemnie się zbiera dla odbywania jakichś zadawniałych obrządków pogańskich. Po środku puszczy stoi „dąb poświęcony, ogromnej grubości, przed którym lud klęka, pokłony bije i ofiary pali”. Przesąd ten wszyscy po kolei biskupi próbują wykorzenić, ale jak wieść niesie „iż jak kto toporem po dębie uderzy, sam siebie zetnie”. Przesąd ten był tak silny, że dąb stoi ciągle, a lud dalej odprawia swoje zabobony.
Książę Pociej wysyła więc do puszczy oświeconą komisję, złożoną z urzędników, księży, zakonników; zjeżdża też tłumie szlachta i panowie. Ksiądz Juraha wygłasza coś na kształt kazania, tłumaczy licznie zebranemu ludowi, że „to bałwochwalstwo porzucić trzeba, a przestać naszego Zbawiciela krzyżować gardząc nauką Jego Kościoła, aby chodzić za baśniami i czartowskimi wymysłami”. Po skończonym nabożeństwie daje hasło do ścięcia dębu, ale nikt ani nie drgnie.
„A co to – prawi jeden po drugim – mam sobie samemu być wrogiem? Niech księża sami popróbują go ścinać”. Nie trzeba zaś zapomnieć o tym, że wielu było świeckich mężów. Ksiądz Juraha mówi JW. Chlebowiczowi, kasztelanowi wileńskiemu: „Jako wysoki senator, daj, panie, z siebie przykład, którym lud oświecisz!” A pan kasztelan odpowiedział pokazując na JO. księcia Radziwiłła, hetmana wielkiego litewskiego, który był razem wojewodą wileńskim: „0to jest pierwszy senator naszej prowincji. Strzeż mię Boże, abym przywłaszczał sobie pierwszeństwo.” Ale książę hetman: „Rybeńko, przyzwoiciej, aby stan duchowny zaczynał, a my potem.” Tu ksiądz Juraha: „To by było przeciwko powagi stanu duchownego toporem machać”. Tak wszyscy stanęliśmy jak wryci, tylko się na siebie oglądamy, bo choć wiara była wielka, każdy myśli sobie: „A nuż czort omami.”
Wreszcie z ciżby wysuwa się „jeden pan młodziuchny, po zagranicznemu odziany, ale dziwnej urody, podobniejszy do anioła niż do człowieka, widząc te korowody, porywa topór i śmiało nim po dębie raz, drugi i trzeci zacina. Dopiero jak zobaczył lud, że jemu nic, za nim z toporami tak żwawo, że dębisko, duchem zwalone, runęło z hukiem o ziemię.”
Okazuje się, że owym młodzieńcem, podobniejszym do anioła, niż człowieka, jest późniejszy król Stanisław. Narrator komentuje: „Tak, ledwo z dzieciństwa wyszedłszy, nasz wielki monarcha uzupełnił dzieło Władysława Jagiełły: tamten w pogańskich narodach prawdziwą wiarę zaszczepił, a ten ostatnie szczątki bałwochwalstwa zniszczył”…
Gawęda Rzewuskiego jest oczywiście perfidnie przewrotna. Pozornie kreuje Rzewuski mit „dobrego króla”, który już za młodu reformuje kraj i wnosi kaganek oświaty. W rzeczywistości jednak pokazuje coś zupełnie przeciwnego. Dąb, o który toczy się batalia, to w istocie rodowód, drzewo przodków, narodowa geneologia. Przecież „kto toporem po dębie uderzy, sam siebie zetnie” – powiada Rzewuski wyraźnie. Nikt nie kwapi się, aby niszczyć własną tożsamość, wszyscy czekają na przykład. I oto odsiecz przybywa: czart pod postacią Stanisława Poniatowskiego pojawia się i wskazuje narodowi drogę jak podciąć własne korzenie… I choć naród od dawna zmierza do samobójstwa, dopiero za przykładem czarta wszyscy rzucają się, aby niszczyć to wszystko, co przez stulecia tworzyli przodkowie…

Tyle mit literacki. Przeczytałem ostatnio wywiad, udzielony Arcanom przez Panią Profesor Zielińską w marcu tego roku, a poświęcony postaci ostatniego króla Rzeczypospolitej. (Część 1 i Część 2). Nie ma wątpliwości, że nikt w obecnej Polsce nie zna lepiej dziejów ostatnich lat Pierwszej Rzeczypospolitej. Zachęcam do lektury. Wywód jest morderczo logiczny i poprowadzony wg tradycji real-politik, z którą naprawdę trudno jest dyskutować.

A jednak kilka wątpliwości – w duchu Henryka Rzewuskiego – nie daje mi spokoju.

W części pierwszej Pani Profesor słusznie podnosi fakt, że ostatni król w znacznej mierze odbierany był przez współczesnych jako stronnik rosyjski. Nastroje przed sejmem czteroletnim były wybitnie antyrosyjskie. Nasuwa się podstawowe pytanie: skoro nastroje były antyrosyjskie (a K2 przecież musiała o tym wiedzieć), to na jakiej podstawie król liczył na sojusz Rzeczypospolitej z Rosją przeciwko Turcji? Przecież i w Petersburgu i w Warszawie wiedziano doskonale, że taki sojusz można zawrzeć tylko i wyłącznie za zgodą Sejmu; w przeciwnym wypadku skończyłoby się tylko na prywatnej umowie króla z carycą. Profesor Zielińska zarzuca Ignacemu Potockiemu naiwność w ocenie intencji króla pruskiego i pewnie słusznie; czy aby jednak nie dostrzega naiwności w postępowaniu króla?

W drugiej części prof Zielińska opisuje grę Czartoryskich o wzmocnienie instytucji Sejmu, prowadzoną przeciw Rosji i przy nieświadomości narodu co do rzeczywistych intencji reform. Prowadzący wywiad zwraca uwagę, że „Trudno reformować naród kwestionując jego tradycje”, na co prof. Zielińska odpowiada, że stosunek króla do własnego narodu przypominał raczej „stosunek ojca do niedojrzałych dzieci: świadomość ich wad, ale ciepłe dla nich uczucia i chęć pracy dla pokonania tych wad, dla osiągnięcia przez dzieci niezbędnej dojrzałości.” I znów moja podstawowa wątpliwość: z jakiej racji mam przyznać królowi – osadzonemu przez obce wojska – status „ojca narodu”? Dlaczego mam się roztkliwiać nad jego ciepłymi dla narodu intencjami? Niech król da mi szanse, aby je poznać!

Jako historyk XVII wieku twierdzę, że w Rzeczypospolitej żadna reforma nie była możliwa bez publicznej i jawnej debaty. Takie były cechy tego ustroju. To prawda, że w XVIII wieku znajdował sie on w stanie upadku, ale to jedno pozostawało ciągle aktualne. Jako obywatel Rzeczypospolitej, Stanisław jeszcze zanim został królem powinien był sobie z tego zdawać sprawę. Wprowadzanie głównej reformy sejmowania w 1766 roku podstępem i oczekiwanie, że „jakoś się uda”, że nikt nie dostrzeże, a Katarzyna na sprawę przymknie oko, to dopiero była naiwność! A już szczytem naiwności było zakładać, że reformę sejmowania społeczeństwo potraktuje jako dowód królewskiego patriotyzmu i oddania sprawom Ojczyzny.

W sprawie ostatniego króla Polski mogę powiedzieć tylko to, co mi się od dawna „wydaje”, a jak do tej pory zarówno argumenty przeciwne, jak i nowe odkrycia historyczne utwierdzają mnie w moim „słusznym poglądzie na króla Stasia”. Otóż wydaje mi się, że podstawową wadą Poniatowskiego było ostentacyjne eliciarstwo, przekonanie, że jako człowiek obyty „wie lepiej” i nie musi zabiegać o rzeczywiste poparcie społeczne. Nie jest to postawa polityka, męża stanu Rzeczypospolitej, lecz urzędnika na szczeblu dyrektora departamentu – jak powiedzielibyśmy dzisiaj. Człowieka, który potrafi zarządzać, ale nie potrafi rządzić. Urzędnik zawsze myśli, że wszystko wie lepiej. Petenci to ciemny lud, który nie używa dezodorantów. Posłowie na Sejm na niczym się nie znają, więc trzeba nimi manipulować jak dziećmi i wciskać im różne dziwne ustawy do uchwalenia, bo i tak się nie zorientują o co chodzi. A no i warto zadbać o dziedziczność pełnionego urzędu. Jak się już jest królem, to koniecznie dziedziczność tronu.

Dziwna sprawa z tą dziedzicznością tronu. Zabiegał o nią chyba każdy król Rzeczypospolitej, ale szczerze mówiąc tylko jednemu królowi elekcyjnemu udało się osadzić na tronie własnych synów przy aplauzie poddanych. Pomnik tego króla mijamy na Placu Zamkowym w Warszawie. Pomyślmy o nim ciepło, a roztrzęsanie rozterek urzędniczej duszyny króla Stasia pozostawmy zawodowym historykom.

Jakub Brodacki

Scylla trubecka

„Niech co chcą mówią o Moskwie, w tych grecka wiara”-czytamy w anonimowym piśmie politycznym z połowy XVII wieku. „Grecką wiarą” określano niesłowność, niedotrzymywanie zobowiązań i traktatów międzynarodowych. Moskale już wtedy byli znani z nieustannych renegocjacji i wprowadzania jednostronnych zmian do kompromisowych postanowień. Natomiast po stronie polskiej dawało się zauważyć różne postawy: od uległości w stosunku do nawet daleko idących żądań aż po genetyczną nieufność. Nie da się ukryć, że ta druga postawa przynosiła lepsze efekty. Czytaj dalej

Przyrodnik-romantyk. O zrozumieniu alchemii Sędziwoja

Przechadzając się pod koniec kwietnia Aleją Wilanowską w Warszawie spostrzegłem, że rozwiązała mi się sznurówka od buta. Przykucnąwszy zawiązałem ją i odruchem przodków spojrzałem w górę. Wtedy oczom moim ukazał się Dziw. Czytaj dalej

Drzewo czyli drewno

W odróżnieniu od św. Bernarda z Clairvaix Sugeriusz był z urodzenia i charakteru prostakiem. Miał jednak to szczęście, że w młodości poznał kogo trzeba i wylądował jako opat Saint-Denis. Św. Bernard ciągle o coś się go czepiał, a w skrócie o to, że Sugeriusz ma mentalność sroki zbierającej świecidełka. Czytaj dalej

Helena Smoleńska

święty jerzy 002Damy wam pół księżniczki, a wy nam oddacie całe królestwo!

Znaczenie smoleńskiego kierunku operacyjnego ujawniło się z całą siłą podczas wojny moskiewsko-litewskiej z lat 1498-1503. Zwróćmy uwagę na kilka interesujących szczegółów geograficznych. Gdy przyjrzymy się mapie widzimy na tym obszarze źródła trzech wielkich rzek Europy Wschodniej i Środkowej, a mianowicie Dźwiny, Dniepru i Wołgi. Oznacza to ni mniej ni więcej, że obszar ten znajduje się na niewysokiej wyżynie, a kto panuje nad wyżynami, ma też zazwyczaj otwartą drogę na niziny. Druga interesująca okoliczność jest taka, że jeśli liczna armia chce przedostać się z Nowogrodu lub Tweru czy Moskwy na Białoruś i Litwę (lub na odwrót), najwygodniejsza droga, z uniknięciem kłopotliwej przeprawy, wiedzie przez tak zwaną Bramę Smoleńską, czyli korytarz między Dźwiną a Dnieprem. Nic dziwnego zatem, że wielkie wydarzenia Europy Wschodniej nieodmiennie wiązały się i wiążą z tym właśnie obszarem.

Dla naszych dziejów ważne jest jeszcze i to, że matecznikiem naszej mocarstwowości w dosłownym tego słowa znaczeniu było Księstwo Twerskie – odwieczny rywal Księstwa Moskiewskiego. To księżniczka Julianna Twerska była matką naszego Jagiełły, nie trzeba więc tłumaczyć, że Twer miał dla nas ogromne znaczenie i jego upadek w 1485 roku był stratą nieodżałowaną, początkiem wielkiego nieszczęścia, którego skutki odczuwamy do dzisiaj.

Z chwilą gdy Kazimierz Jagiellończyk wybrał w 1447 roku tron polski jako atrakcyjniejszy i otwierający przed nim szerokie możliwości, sytuacja Wielkiego Księstwa Litewskiego już w dwa lata później zaczęła się komplikować. Litwini szybko stracili wpływy w Republice Nowogrodzkiej, Pskowskiej i w Rjazaniu. Również w Twerze książę moskiewski Wasyl Ciemny zmusił kniazia Borysa do zerwania związków z Litwą, która nie zgłosiła najmniejszego protestu. Kolejny krok to najazd moskiewski na Możajsk, skutkiem czego kniaź Iwan Andrzejewicz zmuszony był do ucieczki na Litwę. W 1456 roku pada dzielnica kniazia Borowskiego, a w 1460 Moskwa narzuca w Pskowie swojego namiestnika. Po śmierci Wasyla Ciemnego ekspansję moskiewską kontynuuje Iwan III. Wszystko to dzieje się w tym samym czasie, gdy Korona Polska toczy wojnę trzynastoletnią, przez co dwór polski nie jest zdolny do kontrakcji.

Punktem zwrotnym był rok 1470, gdy zaniepokojeni obrotem wydarzeń Nowogrodzianie powołali na swój tron księcia Michała Olelkowicza, będącego poddanym króla polskiego. Nie jest pewne, czy Kazimierz Jagiellończyk istotnie zamierzał objąć Nowogród swoją protekcją, gdyż dyplomacja polska skoncentrowana była raczej na przejęciu tronu czeskiego i węgierskiego; faktem jest, że Iwan III uznał Nowogrodzian za zdrajców i republikę najechał, biorąc okup i zmuszając ją do podległości. Rok później, to jest w roku 1472, książę moskiewski pojął za żonę Zofię z rodu bizantyjskich cesarzy Paleologów. Od tej pory narasta w Moskwie przekonanie o przeznaczeniu do wielkich czynów. Jest bowiem Moskwa ostatnim wówczas na świecie niepodległym państwem prawosławnym – Konstantynopol wpadł w ręce tureckie w roku 1453. W tej chorobliwej magalomanii utwierdza Moskali chan Mengli-Girej, który nazywa Iwana „bratem”, a nie „chołopem” (niewolnikiem) jak dotąd czynili chanowie tatarscy. Coraz bardziej wbity w irracjonalną pychę Iwan tytułuje się „hosudarem wseja Rusi” (panem całej Rusi).

Aby skutecznie zaszachować Litwę od wschodu, Iwan III zawiera więc w 1473 roku sojusz z chanem krymskim Mengli-Girejem, który rozpoczął rokroczne najazdy na Litwę, i to właśnie wtedy, gdy szlachta polska po świetnym zwycięstwie w bitwie z wojskami Macieja Korwina w 1474 roku stała pod Wrocławiem. Kolejne kłopoty sprawiały znów Prusy, zmuszone do hołdu lennego w roku 1479, tego samego nieszczęsnego roku, w którym Nowogród wpadł ostatecznie w ręce Moskwy, a żołnierze Iwana „przy okazji” najechali północne pogranicze litewskie, zabijając urzędników litewskich i biorąc okup. Następnie apetyty moskiewskie jeszcze wzrosły; Iwan III zażądał od króla ziemi połockiej, witebskiej, smoleńskiej i wszystkich ziem ruskich, które należą do Litwy. Ością w gardle stał jeszcze ciągle osamotniony książę Michał Twerski, formalnie ubezpieczony sojuszem z Kazimierzem, ale faktycznie Twer został wydany na pastwę Moskowii w roku 1485, właśnie wtedy, gdy trwała między Polską a Turcją wojna o Mołdawię.

Król polski całą swą uwagę koncentrował na sprawach południowych, a na rządzenie Litwą najwyraźniej nie miał dobrego pomysłu, zapominając, że to Litwie zawdzięcza tron polski. Nie powiodły się kombinacje sojusznicze z Zakonem Inflanckim, Szwecją i z Ordą Nadwołżańską, bo zabrakło w nich istotnego działania samej Litwy. Zdaje się także, iż nie miał dobrego rozeznania do czego Moskwa dąży, skoro właśnie w tym fatalnym roku 1485, gdy Moskwa zagarnęła ziemie twerskie, wzywał Iwana do sojuszu przeciwko Turcji. Odpowiedź księcia moskiewskiego była nader dowcipna: „ino sztoby nam nie stol dalecze… i my by serdeczno chotieli to dieło diełati i stojati za chrestjanstwo, skolko by nam Boh pomoh”. „Żeby tylko Turczyn nie był tak od nas daleko” – najwyraźniej Iwan III robił królowi lekcję z geografii i geopolityki…!

Dopiero gdy w 1486 roku Iwan rozpoczął bezpośrednią wojnę z Litwą, król zrozumiał, że Litwie potrzebny jest odrębny i dbały gospodarz, i że sam jeden nie zdoła obronić wszystkich granic rozległego imperium. Jako namiestnik królewski na Rusi odznaczył się jego syn Jan Olbracht; cóż z tego, skoro władał księstwem zbyt krótko i bez wsparcia króla. Co prawda kniaziowie Worotyńscy, Masalscy i Mezeccy gromili Moskali pod Mezeckiem (1487), Medynią (1488) i Worotyńskiem (1489), ale ich sytuacja stawała się coraz bardziej rozpaczliwa. Z braku obiecanej odsieczy na stronę moskiewską przeszedł kniaź Dymitr Worotyński; inni zdradzają wcześniej i później po kolei. Poselstwa królewskie ograniczają się do słabych protestów, na które Iwan odpowiada bezczelnie: Najeżdżam włości litewskie? Nie! „to jeś naszi zemli”. Przyjmuję zdrajców? To moi słudzy, bo ich przodkowie moim przodkom służyli. A ty, bracie, w ich ziemie „nie wstupajsja”. Sytuację pogorszył jeszcze gorszący zbrojny zatarg o Węgry między Janem Olbrachtem a jego bratem Władysławem oraz śmierć króla Kazimierza, który na Litwie wyznaczył księciem Aleksandra, Olbrachta zaś zalecając na wybór w Polsce.

Z chwilą nastania na tronie litewskim księcia Aleksandra ciężkie czasy nastały dla Litwy. Najazd z 1492 roku odznaczył się spaleniem Mceńska i Lubucka oraz porwaniem jego namistnika kniazia Trubeckiego wraz ludnością w niewolę. W ręce moskiewskie wpadł Mosalsk i rodzina kniaziów Masalskich wraz z ich poddanymi. Przerażeni tą sytuacją kniaziowie Worotyńscy, Bielewscy, Mezeccy i Wiaziemscy dopuszczają się gremialnej zdrady. Chwilowo upada też Sierpejsk i Mezeck, choć odsiecz wysłana ze Smoleńska odzyskuje te grody. Pada jednak Wiaźma, a kniaź Michał Wiaziemski samotnie broniący Wiaźmy umiera w niewoli. Gdy zaś wielki mistrz Zakonu Inflanckiego Plettenberg przytomnie proponuje Aleksandrowi sojusz antymoskiewski, Aleksander woli wysłać do Moskwy poselstwo z poufnym zapytaniem o rękę córki Iwana…

Mimo wszystko ruch ten zrazu przynosi pewne rezultaty. Wprawdzie rokowania roku 1494 toczą się w Moskwie, wyraźnie pokazując kto jest zwycięzcą, ale Litwa zyskuje trochę na czasie. Wydaje się, że wynegocjowano granicę jednak korzystną. Aleksander traci co prawda Wiaźmę i księstwa wierchowskie oraz zrzeka się pretensji do Tweru, Pskowa i Nowogrodu, ale utrzymuje Masalsk, Sierpejsk, Mceńsk, Lubuck oraz dostaje w prezencie piękną Helenę, która w 1495 roku zostanie wielką księżną litewską.

A jednak Aleksander – podobnie jak jego ojciec – nie rozumie do czego Moskwa zmierza. Pokój jest co prawda zawarty, ale granice niewytyczone, co daje okazję do kolejnych zatargów zbrojnych i żałosnych ich usprawiedliwień ze strony Iwana, który albo udaje że nic nie wie, albo łże w żywe oczy, że to jego ziemie. Sprzymierzony z Iwanem hospodar mołdawski również daje się Litwinom we znaki w Bracławszczyźnie, a Iwan zmyśla, że Bracław spalili Tatarzy, że jego mieszkańcy już przedtem sami pragnęli przenieść się na Wołoszczyznę… Sama zaś Helena… słusznie może być nazwana moskiewskim koniem trojańskim na Litwie. Co prawda jej orszak (kierowany głównie przez rezydentów moskiewskiego wywiadu) zostaje wydalony, a sama księżna wydaje się być Aleksandrowi dosyć uległa; cóż kiedy ani wyznania zmienić nie chce, ani potomstwem go obdarzyć nie może.

Z jedną i z drugą sprawą łączą się naturalnie dalekosiężne zamierzenia Iwana, który w zamian za pozorny pokój daje w istocie „pół księżniczki”, a pożąda całego królestwa… Prawosławna księżna litewska to jakby pierwszy krok w uchylone drzwi, bo zdaniem Moskwy tylko prawosławie moskiewskie jest prawdziwie prawosławne. Jeśli więc księżną litewską jest moskiewska prawosławna, a prawosławie podlega wielkiemu księciu moskiewskiemu, to… cała Litwa podlega Moskwie, prawda? Z drugiej strony Litwa pozbawiona następcy tronu to okazja do wysunięcia ewentualnych pretensji do litewskiego tronu, a po śmierci Aleksandra – możliwość ożenienia Helenki z kimś dla niej godniejszym. Że jakieś plany w tym zakresie prawosławna księżna litewska powzięła to rzecz prawdopodobna, ponieważ przez jedenaście lat bezdzietnego małżeństwa gromadzi u wileńskich bernardynów ogromne skarby… (Jednakże sytuację Litwy jak zwykle uratują czujni Radziwiłłowie. Jak wieść niesie otrują oni Helenę, a majątek zaginie w tajemniczych okolicznościach!).

Tak czy inaczej Iwanowi powiodła się pierwsza część jego planu, to znaczy zainstalowanie swojego casus belli w samym sercu litewskiego książęcia. Iwan stwierdza mianowicie w 1495 roku, że Helena jest prześladowana w swym wyznaniu, że nie może go kultywować. Z roku na rok problem narasta, a wreszcie Iwan – „w obronie” wiary córki i prawosławnych litewskich urządza w 1499 roku najazd na pogranicze toropieckie, poprzedzając go żądaniem, aby Litwa płaciła Mengli-Girejowi daninę z całych kresów południowo-wschodnich. W roku 1500 na stronę moskiewską przechodzi kniaź Semion Bielski, kniaziowie Masalscy i Chotetowscy, bojarzy mceńscy i sierpejscy. Najwidoczniej koń trojański spełnia swoje zadanie, skoro w nadziei pokoju Aleksander nazywa teraz Iwana „hosudarem wseja Rusi”, na co Iwan grzecznie odpowiada, że musi bronić wiary prawosławnej, następnie zdobywa Dorohobuż i Toropiec. Kolejną klęskę ponoszą Litwini dowodzeni przez Konstantego Ostrogskiego nad Wiedroszą w okolicach Dorohobuża, a sam Ostrogski dostaje się do niewoli. W ręce moskiewskie wpada też Putywl, Radohoszcz, Homel i Lubecz. W 1501 roku Aleksander zawiera wprawdzie sojusz z chanem Tatarów nogajskich Szachem Achmetem, ale chan zostaje rozbity, a sprzymierzeni z Litwą Inflantczycy ledwo powstrzymują napór Moskwy. Rozpoczyna się oblężenie Smoleńska, książę Zasławski ponosi klęskę pod Mścisławiem, pada Orsza i płonie Witebsk. Na domiar wszystkiego w Polsce umiera Jan Olbracht i mijają cenne miesiące, podczas których Aleksander musi objąć tron polski w nadziei na zorganizowanie odsieczy.

W 1503 roku upokorzona Litwa prosi o pokój. Do Moskwy przybywa także poseł z Polski, Inflant i Węgier, będących pod panowaniem Władysława Jagiellończyka. A – żebym nie zapomniał – jest też i osobny poseł od ukochanej córuchny, Heleny, która wobec swego ojca tytułuje się „służebnicą i dziewką”… Przytomnie panowie polscy nie zgodzili się koronować jej na królową polską!

Zawarty zostaje rozejm, lecz najazdy na ziemie pograniczne nie ustają. Wreszcie umiera Iwan i rok po nim nareszcie opuszcza ten padół Aleksander, a tron w Polsce i na Litwie obejmuje sławnej pamięci król Zygmunt Stary.

Wykorzystując zmianę tronu w Moskwie król rozpoczyna aktywnie akcję dyplomatyczną. Po pierwsze żąda od Moskali powrotu do granicy z 1494 roku. Po drugie pozyskuje sobie chana Mengli Gireja, który oficjalnie zrzeka się wszelkich pretensji do Rusi i żąda od Wasyla zwrotu ziem zrabowanych Litwinom. Przewaga ciągle jest po stronie Moskwy, bowiem w 1514 roku zdobywa ona Smoleńsk i wydaje się, że w przeciągu najbliższego stulecia nic już nie powstrzyma jej przed zwycięskim pochodem na zachód. Jednakże tego samego roku 1514 kniaź Konstanty Ostrogski (ten sam, który wcześniej przegrał bitwę nad Wiedroszą) gromi wojska moskiewskie w wielkiej bitwie pod Orszą. Moskiewski napór zatrzymuje się; Imperium Jagiellońskie ciągle jest jeszcze bardzo silne. Zegar zagłady tyka coraz wolniej, by wreszcie przystanąć w niemym oczekiwaniu w czasach Batorego i Zygmunta III Wazy.

Powiadają, że za zabicie smoka żąda się zwykle ręki księżniczki i pół królestwa. Moskiewski smok ma jednak dla nas inną ofertę: damy wam pół księżniczki, a wy nam oddacie całe królestwo!

Jakub Brodacki