Polska w Doniecku

namiot modlitwy w DonieckuNie od dziś odnoszę wrażenie, że moje poglądy różnią się od wszystkich. Na prawicy uważają mnie za lewaka, a co wiedzieć czy nie anarchistę. Na lewicy za konserwatystę. Wszystko to przez to, że ludzie, którzy mają w głowie coś więcej poza telewizyjną sieczką, wypełniają wolną przestrzeń łatwo dostępnymi ideologiami. Świat ludzkiego umysłu jest piękny, ale naprawdę dziwny.

Najważniejsze jest to, że jak ktoś sobie wbije do głowy którąkolwiek z ideologii, przestaje dostrzegać świat takim jakim jest. Nie uczestniczy w tworzeniu ideologii, ale jest jej konsumentem, a w najlepszym razie reproduktorem. To bolesne zjawisko. Sam wiele razy padłem jego ofiarą, więc wiem, co mówię. Ot, choćby kwestia globalnego ocieplenia. Jak można być takim idiotą i kretynem, żeby w nie wierzyć. A jednak wierzyłem.

Wielbicielom prawicowych ideologii oszczędzę przytyków. Przejdę jednak do sprawy konkretnej, mianowicie do sprawy Ukrainy. Jest sobie za naszą wschodnią granicą ponad 40-milionowe państwo, o którym wiemy zazwyczaj tylko tyle, że kiedyś należało do Polski, że się okropnie zbuntowało i właściwie nie wiadomo dlaczego, bo przecież naród ukraiński nie istnieje i nigdy nie istniał. Żeby włożyć kij w mrowisko dodam, że podobnie o narodzie polskim myślą Niemcy. Wystarczy zresztą przejrzeć słownik staropolski, aby zrozumieć, że średniowieczna polszczyzna to zepsuty niemiecki żargon techniczny. Czyli nas po prostu nie ma. Podobnie jak Ukraińców. Oni przecież mówią jakąś dziwną mieszanką słów zaczerpniętych od Polaków i słów z języka ruskiego. Jak taki zlepek kulturowy może być narodem? Oczywiście nie może. Państwo sezonowe, inaczej mówiąc. Albo naród-efemeryda jak ktoś woli.

A jednak z jakichś powodów takie twory państwowe powstawały i będą powstawać. Nie tylko dlatego, że wielkie mocarstwa lubią tworzyć kłopoty, które potem będą w pocie czoła rozwiązywać. Nie, rzecz w tym, że tworzenie się nowych narodów jest zjawiskiem naturalnym i nie powinno nas zaskakiwać. Niekiedy proces ten dokonywany jest sztucznie i wtedy nie ma zbyt wielkich szans powodzenia. Naród hitlerowski przetrwał niezbyt długo. Naród sowiecki był tylko inną nazwą narodu rosyjskiego, więc nie był nowy. Ale naród ukraiński, jaki na naszych oczach właśnie wytworzył się na kijowskim Majdanie – jest już zjawiskiem naturalnym i dlatego przetrwa dłużej, niż nam się niekiedy wydaje.

W poprzednim wpisie wskazywałem na które regiony Ukrainy może liczyć rząd w Kijowie. Analiza poparcia dla trzech głównych partii – Batkwiszczyny, Udaru i Swobody – pokazuje wyraźnie, że wszędzie, za wyjątkiem Krymu, Doniecczyzny i Łuhańszczyzny. Potem znalazłem mapki obrazujące zasięg języka ukraińskiego i rosyjskiego. Zasięg języka ukraińskiego pokrywa się niemal dokładnie z zasięgiem poparcia dla trzech głównych partii; zasięg rosyjskiego to poparcie ogranicza, szczególnie zaś na Krymie, w Doniecczyźnie i Łuhańszczyźnie. Z kilkumiesięcznej obserwacji ukraińskich mediów (głównie hromadskego, ale nie tylko) wynika, że znakomita większość Ukraińców na całym terytorium Ukrainy jest dwujęzyczna. To oznacza, że znajomość języka ukraińskiego jest wyznacznikiem patriotyzmu. Nie do wiary? A jednak.

Co więcej, znacząca część ukraińskich patriotów to Rosjanie, którzy w ciągu ostatnich 20 lat po prostu postanowili zostać Ukraińcami. Ostatnio też Ukraińcy myślą o tym, by zbudować wokół Kijowa „lepszą Rosję”. „Rosję” bez Putina, ale „Rosję” gwarną, wieloetniczną, wielokulturową i wielowyznaniową. Co to oznacza? Taki sam projekt, ale z Putinem – to Rosja Sowiecka. Bez Putina – to po prostu dobrze nam znana Речь Посполи́тая, Rzeczpospolita. Zamiast człowieka sowieckiego, Rosjanina, ma się pojawić człowiek sarmacki, Ukrainiec. Hasła „Sława Ukrainie” tracą swój nacjonalistyczny sens. Ukraińcy pytają retorycznie „której” Ukrainie krzyczą „sława” – czy tej, która jest, czy tej, która dopiero ma nadejść?

Prawdę mówiąc od dawna miałem płonną nadzieję, że projekt sarmacki zrealizuje Polska, jako najbardziej naturalny kontynuator tego dziedzictwa. Przekonuję się jednak, że my, Polacy, mamy naładowane mózgi ideologiami, sentymentami i przesądami, które całkowicie uniemożliwiają nam działanie w takim właśnie kierunku. Zanim się na mnie śmiertelnie obrazicie, Drodzy Czytelnicy, przemyślcie dobrze, czy jednak nie mam racji. Nie jesteśmy do tego gotowi i to z wielu powodów. Mamy poważne kłopoty z własną tożsamością, śmiertelnie boimy się rozpłynąć w morzu innych narodów, a cała ta Unia Europejska przyszła do nas zdecydowanie za wcześnie i nie w takiej formie, jak byśmy chcieli. Ukraińcy natomiast wyraźnie sygnalizują gotowość i mają energię do działania.
Z naszej strony wystarczyłoby może tylko tyle, abyśmy im nie przeszkadzali i moralnie wspierali, bo niestety nie mamy żadnego know how, który mógłby im się przydać. Przykładowo, wspaniała tradycja sarmackiej mieszanej formy ustrojowej jest polskiej inteligencji zupełnie nieznana. Wielu z nas potrafi na wyrywki cytować dzieła zachodnich konserwatystów i liberałów, ale podobną znajomością sarmackich myślicieli mało kto może się pochwalić. Sedno sarmackiego ustroju – Sejm Rzeczypospolitej – jawi się nam w całkowicie wykrzywionym zwierciadle. A przecież jest to jedyny nasz wynalazek, który moglibyśmy Ukraińcom nieodpłatnie przekazać. Niestety najwyraźniej za lat kilka czy kilkanaście to nie my będziemy uczyć Ukraińców naszego Sejmu, ale Ukraińcy będą nam wykładać o Majdanie. Obyśmy chociaż wtedy byli pojętnymi uczniami.

Na zakończenie jeszcze mała ciekawostka, bardzo charakterystyczna dla najlepszych tradycji Rzeczypospolitej. Ponad dwa miesiące temu w Doniecku na Placu Konstytucji postawiono namiot nieustającej modlitwy. W namiocie tym (wielokrotnie napadanym przez gatunek agresywnego homo sovieticus) zbierają się chrześcijanie różnych wyznań, w tym unici, katolicy obrzadku łacińskiego, protestanci oraz prawosławni patriarchatu kijowskiego. Przybywają też duchowni. Modlą się o pokój w swoim regionie i jedność Ukrainy. Podpisali też wspólną deklarację jedności.

Niestety duchowni patriarchatu moskiewskiego deklaracji nie podpisali. „Powinni wiedzieć, że źródłem podziałów jest szatan, a Bóg jednoczy” – skomentował inicjator namiotu Serhiej Kasjak. W namiocie tym duchowni prawosławni patriarchatu moskiewskiego nie pojawiają się, a jedynie fotografują modlących się ludzi. Zdarzyła się też napaść na namiot, którą dokonali prawosławni wierni, deklarujący się jako prawosławni patriarchatu moskiewskiego.

Serhiej Kasjak wezwał do porzucenia nienawiści, która zawsze prowadzi do przemocy. Wierzy, że modlitwa pomaga przemóc paniczne nastroje. Obecny kryzys w donieckiem jest efektem bezbożności i życia pozbawionego duchowości. Wezwał do wzajemnej miłości.
Przyjrzyjcie się twarzy tego prostego człowieka. Wie on o Polsce więcej, niz niejeden Polak. Choć do chrześcijaństwa nie jest mi zbyt blisko, to jednak w tym namiocie modlitwy, w postsowieckim Doniecku, właśnie tam jest Polska.

Jakub Brodacki

Otagowany .Dodaj do zakładek permalink.

Komentarze są wyłączone.