Piwo a sprawa krucjaty

Ilekroć sięgam po opowieść Piotra z Dusburga ogarnia mnie uczucie przygnębienia. Krzyżowcy zwani Krzyżakami stworzyli bowiem cały aparat władzy koncentrujący się na zniszczeniu kultury i cywilizacji obcych.

(blog-n-roll.pl, 9.09.2015)

Krzyżacy metodycznie i w sposób przemyślny podbili Prusy i przetrącili kręgosłup moralny narodu pruskiego. Jednak w relacji Piotra z Dusburga rzecz przedstawia się zupełnie inaczej. Wojna zakonu krzyżackiego z pogańskimi Prusami to walka mocy niebieskich z szatańską. „Nie należy powątpiewać” – pisze kronikarz – „ że bracia domu niemieckiego są pełni łaski i mocy, ponieważ jako nieliczni podporządkowali sobie plemię bardzo silne, nieokiełznane i niezliczone… A oto jak wielki znak objawił się na niebie kościoła wojującego”. Autor szczerze wierzy, że możliwe jest zbawienie zbrodniarza, jeśli chrześcijanin dokona na nim swego rodzaju „kulturowej egzekucji”, czyli pozbawi go tożsamości. Powiada bowiem wyraźnie: „wszystkie ludy, który zamieszkiwały ziemię pruską… zostały wytępione… w ten sposób Bóg wybawił ich z drogi nieprawości, bo dla niesprawiedliwości swoich byli poniżeni”.

Jak z lumpa zrobić szlachcica

Naturalnie, nie chodzi tu o ludobójstwo, lecz kulturobójstwo. Tworzenie nowej rasy panów wymaga pewnej elastyczności i mądrości etapu. Piotr z Dusburga pisze o niezwykłej łasce, którą wyświadcza się niewiernym za to, że nawrócili się na wiarę w Chrystusa. W pierwszym etapie akceptuje się istniejące podziały społeczne, by nie wywoływać niepokojów. „Ktokolwiek porzucił bałwochwalstwo” – stwierdza – „z tym bracia obchodzą się miłosiernie w następujący sposób: jeśli jest możnym pochodzącym ze znakomitego rodu, dają mu wolne dobra i takiej wielkości, ażeby mógł żyć stosowanie do rangi swojego stanu, jeśli natomiast jest niskiego stanu, wówczas zgodnie ze zwyczajem, którego przestrzega się w ziemi pruskiej do dzisiaj, służy on braciom”.

Inna jest jednak mądrość drugiego etapu. Mianowicie ci, „którzy nie pochodzą ze szlachetnego rodu, a wiernie służyli braciom w czasie odstępstwa od wiary albo w czasie innych zagrożeń, to czyż ich znakomite zasługi nie przyczyniają się zawsze do tego, że ich niski stan zmienia się w stan szlachecki, a ich niewola przechodzi w należną im wolność?… Stąd to właśnie w ziemi pruskiej jest wielu nowo nawróconych, których przodkowie wywodzą się ze szlachetnego rodu, ale z powodu zła, jakie wyrządzili oni wierze oraz chrześcijanom, zostali uznani za ludzi stanu niskiego; inni natomiast których rodzice byli niskiego stanu, za wierna służbę pełniona dla dobra wiary i braci, zostali obdarowani wolnością”. Inaczej mówiąc, ostatecznym celem tej przewrotnej strategii jest całkowite odwrócenie porządku społecznego „dla dobra wiary i braci”. A głównie braci. To dzieło udało się Krzyżakom tak znakomicie, że później luterańskie Prusy dały się nam mocno we znaki.

Jak to mówią, ten się śmieje, kto się śmieje ostatni! Piotr z Dusburga podaje, że gdy Prusowie najechawszy ziemie pograniczne, po raz pierwszy zetknęli się z krzyżakami, dziwili się kim są i po co przybyli. Zapytali więc o to pewnego Polaka, który był ich jeńcem. Ów odparł, że „to pobożni ludzie i rycerze doświadczeni we władaniu bronią, przysłani z Niemiec przez Ojca Świętego dla prowadzenia walki z nimi tak długo, nałożą na ich twardy i nieugięty kark jarzmo Najświętszego Kościoła Rzymskiego. Kiedy to usłyszeli, śmiejąc się szyderczo zawrócili”. Pięćdziesiąt lat później tkwili już w jarzmie niewoli.

Kulturę Prusów musieli krzyżowcy znać dobrze. Piotr z Dusburga opisuje Prusów jako malowniczych prostaczków-animistów, którzy czczą słońce, księżyc, gwiazdy, pioruny oraz rozmaite zwierzęta i swoje święte miejsca mają w gajach, polach i wodach. Nie dbają oni o odzienie, dla gości są nadzwyczaj gościnni i wspólnie z nimi doprowadzają się do stanu nietrzeźwości. Tę słabość – skłonność do libacji – wykorzystali krzyżacy, mordując pijanych mieszkańców Rogowa, o czym Piotr z Dusburga nie omieszkał się pochwalić. Nie odmawiał Prusom swoistej godności, gdyż przypisywał im rzymskie pochodzenie. W centrum kraju znajdować się miał szatański odpowiednik Rzymu, plemię zwane Romowe, w którym egzystował pogański „papież” imieniem Kriwe.

Krzywe drzewo, czyli książę Świętopełk

Problem polegał na tym, że nie wszyscy chrześcijanie podzielali poglądy „wojujących chrześcijan”. Książę pomorski Świętopełk był „niepomny swojego zbawienia, zatwardziały w nieugiętym postanowieniu jak skręcone drzewo, którego nie da się wyprostować”. Muszę przyznać, że jest on dla mnie najsympatyczniejszą postacią całej tej opowieści, choć oczywiście skrajnie wyidealizowaną, przerysowaną. Tak się składa, że krzywe drzewo to jeden z najbardziej nośnych, taoistycznych symboli. Drzewa proste i zdrowe były dawniej chętnie wycinane przez drwali, gdyż był z nich pożytek. Pozostawiali oni jednak drzewa krzywe, gdyż nie było z nich żadnego pożytku. Tak właśnie armia pruska – eksploatując polskie lasy podczas I wojny Światowej – pozostawiła przy życiu pod Mińskiem na Mazowszu jedno jedyne drzewo – krzywą sosnę, która jest dzisiaj pomnikiem przyrody. To, że właśnie Prusacy pozostawili tę sosnę przy życiu to tak zwany „przypadek”, który oczywiście nie jest żadnym przypadkiem.

Początkowo Świętopełk popierał obecność Krzyżaków na ziemi pruskiej i skutecznie zalazł za skórę Polakom. Choć poglądy historyków są podzielone, zdaje się jednak, że to on właśnie wysłał do Gąsowa oddział dywersyjny, który zamordował polskiego seniora Leszka Białego. Jak powiada Długosz, „Świętopełk pominąwszy wszystkich, urządza pościg za nim jednym jako za dawno upragnionym łupem i zachęca wszystkich swoich ludzi, by go zabili, twierdząc, że całe jego zwycięstwo zawisło od tego jednego trupa”. Dzięki temu przybrał tytulaturę książęcą, uzyskał protekcję papieską i uniezależnił się od Królestwa Polskiego. Nie spodobało się to jednak w pierwszym rzędzie Krzyżakom oraz książętom meklemburskim – zniemczonym Obodrytom. Następnie do koalicji przeciw Świętopełkowi przystąpił biskup kujawski Michał (któremu podlegało Pomorze Gdańskie), Konrad Mazowiecki oraz synowie Władysława Odonica Przemysł I i Bolesław Pobożny. Zdesperowany Świętopełk został zmuszony do sojuszu z poganami.

W kronice Świętopełk przedstawiony jest jednak jako syn szatana, wcielenie zła. Krzyżacy znajdują się w przykrym położeniu, ponieważ ich wrogiem jest – jak by nie było – pomazaniec boży. On jeden, oprócz pogańskiego „papieża” Kriwe, jest bohaterem Prusów, bo imiona innych wodzów powstania (za życia Świętopełka) nie pojawiają się wcale. Najwyraźniej zwiedzeni przez „syna szatana” prostaczkowie-animiści nie mieli prawa zapisać się na kartach historii.

Pomimo licznych sukcesów, Świętopełk jednak wojnę tę przegrał i został zmuszony do dość upokarzającego pokoju, w ramach którego oddał jako zakładników swojego syna Mściwoja, kasztelana gdańskiego Gniewomira oraz podstolego gdańskiego Wojaka. W zamian bracia oddali mu jeńców. Jak się okazuje, wśród jeńców były także „szlachetne i zacne żony”, a oprócz tego inne kobiety, a nawet dzieci, co Piotr z Dusburga ujawnia bez cienia wstydu. Zresztą praktyka brania do niewoli kobiet ujawnia się też w innym miejscu, a mianowicie przy okazji zdobycia w charakterze łupu wojennego relikwii Świętej Barbary w Sartowicach, gdzie pojmali i związali 150 kobiet z dziećmi.

Ciekawostki antropologiczne
Wkrótce wojna się odnowiła i cechowała wyjątkowym okrucieństwem obu stron. Nie podoba się autorowi tylko okrutne zachowanie względem braci zakonnych, nie tylko ze strony Prusów, lecz także ze strony wielkiego mistrza Hartmana z Grumbach, który miał jakoby publicznie spalić dwóch zakonników-zdrajców, którzy z jakichś powodów weszli w konszachty z Prusami. Tej straszliwej egzekucji dokonano w Elblągu na oczach zgromadzonych tłumów. Pisze więc, że „to wydarzenie tak bardzo poruszyło Ojca Świętego, że polecił zdjąć z urzędu mistrza oraz tegoż samego i wszystkich, za radą których tego dokonano, skazać na karę pokuty duchowej”. Z innych ciekawostek antropologicznych można wymienić tortury, jakie Prusowie z Sambii zastosowali wobec pewnego misjonarza. Nie do końca rozumiejąc, o co w tym upiornym rytuale chodzi, Piotr z Dusburga podaje, że „ściskali jego szyję dwiema belkami tak długo, aż w mękach wyzionął ducha; twierdzili przy tym, że taki rodzaj męczeństwa jest odpowiedni dla mężów świętych, których krwi rozlać nie ośmielają się”. Myślę, że Prusowie potraktowali owego misjonarza jako niebezpiecznego szamana, którego krew będzie szukała pomsty zza grobu, dlatego postarali się, aby nie wyciekła ni jedna jej kropelka. Krzyżacy nie bawili się jednak w takie subtelności. Zmuszeni do opuszczenia zamku w Lidzbarku, wyłupili oczy wszystkim dwunastu zakładnikom pruskim, których ze sobą porwali, a następnie odesłali ich do ich krewnych. Ten wiekopomny i rycerski postępek pozostawia autor bez żadnego, umoralniającego komentarza. Zresztą znęcanie się nad zakładnikami należało do utartego zwyczaju tej wojny. Pamiętajmy jednak, kto był w tej walce napastnikiem, a kto się bronił i walczył o wolność, a być może wyjdziemy poza utarty stereotyp „obu stron”, które czynią zło.

Syn Świętopełka, Mściwoj, kontynuował desperacką walkę swego ojca. Miał sojuszników w osobie Glappona, wodza Warmów oraz Herkusa Monte, wodza Natangów, którzy dalej walczyli o wolność swojego narodu podczas tak zwanego Drugiego Powstania Pruskiego, odnosząc wiele sukcesów, które okazały się jednak przejściowe. Powstanie pruskie upadło, a ryby w pewnym grodzie Prusów w pobliżu Ragnety zamieniły się w żaby, gdy tylko ziemię te opanowali tak zwani „chrześcijanie”. Najwyraźniej przyroda nie chciała już żywić tych łotrów, ale Piotr z Dusburga odsyła nas w tej sprawie do niezbadanych wyroków boskich…

Piwo a sprawa polska

Wspomniany wcześniej Leszek Biały jest postacią równie sympatyczną i polską z ducha, co książę Świętopełk. Gdy papież Honoriusz III zaapelował do Leszka Białego o przyłączenie się do krucjaty w Ziemi Świętej, senior Królestwa Polskiego odparł, że „Złożony chorobą, popłynąć do Ziemi Świętej nie mogę, zwłaszcza iż z powodu przypadłości w naturę ciała wymierzonej, ani wina, ani prostej wody pić nie mogę, przyzwyczajonym tylko piwo względnie miód pić.” Jakaż to była przypadłość, to już pewnie nasi blogowi medycy podpowiedzieć mogą, faktem jest jednak, że piwo jest narodowym napojem Polaków już w księdze Anonima Galla. Piast bowiem chętnie przyjął gości, których odpędził niegościnny Popiel, i oczywiście poczęstował ich beczułką dobrze sfermentowanego piwa. Ten napój, którego osobiście nie cierpię, podobnie jak wszelakich innych alkoholi, może nas jednak w pewnym sensie uchronić przed tym, czego wielu tutejszych blogerów najbardziej się boi – to znaczy przed islamizacją.

Kluczem do naszego bezpieczeństwa nie jest bowiem krucjata przeciw islamistom, lecz zakorzenienie w kulturze własnej, w swojskości i „naszości”. Czytałem wiele relacji pamiętnikarskich z wieku XVII i w żadnej nie znalazłem tego poziomu zbydlęcenia intelektu, które odnajduję na kartach Kroniki ziemi pruskiej Piotra z Dusburga. Często okrutni i chciwi wojownicy sarmaccy pokładają nadzieję w Opatrzności, gdy idą na śmierć, ale nigdy nie ośmielają się nikogo podbijać w jej imieniu. Osadzają królów i obalają tyranów, lecz nie wycierają sobie zakrwawionej twarzy imieniem Bożym, że tak powiem. Krzyżowcy, walczący z Prusami, czynią to permanentnie. Wszystko, co robią, jest tak niegodziwe, a ich ofiary w istocie rzeczy tak bezbronne, że bez sankcji boskiej ta podłość nie mogłaby się utrzymać.

Aparat państwa rosyjskiego jest o wiele potężniejszy, niż aparat państwowy Szpitalników. Musimy więc zadbać o to, aby nie doszło u nas do nowej Gąsawy i rozkładu wewnętrznego państwa. Duchy Świętopełka i Leszka Białego muszą sobie podać ręce i niekoniecznie zaraz upić się na umór, lecz zgodnie bronić kraju.
A o krucjacie myśleć nie ma sensu, gdyż nie jesteśmy narodem, który urządza krucjaty. Jesteśmy raczej jak krzywe drzewo, które trwa na styku cywilizacji i na przekór teorii cywilizacji.

Jakub Brodacki

Otagowany .Dodaj do zakładek permalink.

Komentarze są wyłączone.