Ostateczny upadek Barad-dur

Diabeł, który od wieków rządzi Rosją znowu pcha ją do samozniszczenia.

Rosja rządzona jest przez bóstwo, które ginie i odradza się w każdym pokoleniu Rosjan. Żywi się krwią i rośnie poprzez śmierć i cierpienie. To bóstwo zarządza teraz życiem Władymira Władymirowicza i milionów swoich niewolników.

Ukraina toczy z Rosją kondycyjną wojnę o przetrwanie. Rosja jak do tej pory nie ośmieliła się użyć broni atomowej, a straszak, którego niekiedy używa wobec świata okazuje się być bronią obosieczną. Bronią obosieczną jest także toczenie „wojny bez wojny”, bo w którymś momencie wessie ona państwo moskiewskie do tego stopnia, że nie będzie się ono mogło z niej wycofać. Rosja wikła się bowiem w konflikt, który dla Ukrainy jest tragiczny, ale jeśli Opatrzność okaże łaskę, to dla Rosji może się okazać katastrofalnym i – daj Boże – ostatecznym w historii kolapsem.

Rosja przeżyła dwa takie kolapsy w historii. Pierwszy taki kolaps w historii Rosja (wówczas Moskowia) przeżyła w czasach Iwana Groźnego. Stefan Batory stawił opór i odzyskał utracone terytoria. Moskowia była do cna wyczerpanym wojną państwem, miała cara-paranoika, hordy opryczników terroryzowały moskowską elitę i ludność. Potem nastały rządy stukniętego cara Fiodora, a po nim – nieudolnego Godunowa. Kraj nękały klęski żywiołowe, a zwłaszcza klęska głodu. Jak by tego było mało, ambitna rodzina Romanowów, kierując się nieokiełznaną żądzą władzy, doprowadziła państwo na krawędź upadku, tworząc mit Dymitra-Samozwańca. Transformacja ustrojowa od dynastii Rurykowiczów do dynastii Romanowów się powiodła, ale tylko dlatego, że główny przeciwnik – Rzeczpospolita – uwikłał się w kilka wojen na kilku frontach. Władysław IV nie miał już tyle energii, co jego Świętej Pamięci Ojciec i nie dokończył Jego dzieła.

Mam nadzieję, że obecna wojna na Ukrainie prowadzi jednak do klęski Rosji. Putin będzie oczywiście pchał do walki kolejne jednostki wojskowe przebrane za zielone ludziki lub za konwoje humanitarne. Służby specjalne będą szykowały kolejne zamachy i wydawać się będzie, że Rosja ma rezerwy bez końca. Przeczuwam jednak, że będzie wręcz przeciwnie. Ukraina, choć poraniona i wyniszczona, będzie się jednak wzmacniała. Przynajmniej dopóty, dopóki wojna toczy się na pograniczu i nie dosięga kijowskiej stolicy. Każdy kolejny miesiąc „wojny kresowej czasów pokoju” będzie utwierdzał Ukraińców w przekonaniu, że dokonali właściwego wyboru. Natomiast w Rosji będzie na odwrót. Władza będzie musiała coraz więcej wysiłku wkładać w utrzymanie porządku. Ostatni news o tym, że w nocy z 19 do 20 sierpnia nieznani sprawcy pomalowali rosyjską gwiazdę na iglicy jednego z moskiewskich wieżowców, pokrywając ją narodowymi barwami Ukrainy, a na szczycie zatykając ukraińską flagę pokazuje wyraźnie na to, co może się dziać dalej. A to dopiero mały początek „małego sabotażu” małych hobbitów w samym sercu Barad-dur.

Być może teraz któryś z nazguli zechce urządzić pokaz fajerwerków. Może ktoś wysadzi blok mieszkalny w samym sercu moskiewskiej stolicy, albo apartamentowiec zamieszkany przez jakichś wrogów Putina, żeby przy okazji pozbyć się rywali, postawić rząd ukraiński w trudnej sytuacji i wypracować sobie zgodę państw Zachodu na interwencję. Odnoszę jednak przemożne wrażenie, że wypadki zmierzają w zupełnie inną stronę. To będzie wyczerpująca wojna kondycyjna, której ani Putin, ani Rosja wygrać nie może. Będą się miotać jak pająk, który wpadł we własną sieć.

 

Jakub Brodacki

Otagowany .Dodaj do zakładek permalink.

Komentarze są wyłączone.