Operacja specjalna: Dymitr Samozwaniec. Odsłona Pierwsza: Uhlickie widmo

operacja samozwaniec 004Rodzina Romanowów miała motyw, aby doprowadzić do zamordowania Dymitra, syna Iwana Groźnego.

Dla zapracowanych: prezentacja multimedialna :-)))

Tezy tekstu:

W Państwie Moskiewskim car był postacią kluczową, gdyż ustrój swojego państwa Moskwicze wzorowali na Cesarstwie Bizantyjskim. W teologii politycznej Bizancjum, cesarz był zarazem kopią cnót boskich, pozostającą w stałej łączności z Bogiem, jak i głową chrześcijańskiej wspólnoty na ziemi. Oprócz tego styl sprawowania władzy w Moskwie pozostawał pod stałym wpływem stylu sprawowania władzy chanów mongolskich. Spodziewano się zatem, że car będzie nie tylko pobożny i zabobonny, lecz także okrutny, wojowniczy, chytry, zdradliwy, bezgranicznie surowy i budzący postrach.

Starszy brat Dymitra, panujący car Fiodor był słaby na umyśle i bezdzietny. Gra o władzę toczyła się pomiędzy różnymi rodami, lecz na czoło wysuwał się Borys Godunow i rodzina Romanowów. Po śmierci Fiodora Godunow został carem i spełniał wiele atrybutów „prawdziwego cara”. Ale wygaśnięcie dynastii Rurykowiczów było dla Państwa Moskiewskiego prawdziwym szokiem ustrojowym. „Prawdziwy car”, jeśli nie był Rurykowiczem, musiał udowodnić swoje prawa do tronu czynami. Musiał nie tylko nasladować cesarza bizantyjskiego i chana mongolskiego, lecz także przynosić widoczne sukcesy państwu, a po rządach Iwana Groźnego to wcale nie było łatwe. Państwo było słabe jak nigdy dotąd.

Brak sukcesów sprawił, że legitymację Godunowa do sprawowania władzy stale poddawano w wątpliwość. Po zamordowaniu Dymitra, w kręgu Romanowów stworzony został mit, jakoby zamordowany przez siepaczy Godunowa młody carewicz w rzeczywistości przeżył, ukrywa się i czeka na stosowną chwilę, aby ujawnić swą tożsamość. Mit ten co jakiś czas powracał, aż wreszcie w Rzeczypospolitej pojawił osobnik, podający się za cudem ocalałego carewicza Dymitra.

===========================================================

Całość tekstu:

Noc była spokojna, niebo wygwieżdżone. Strzelcy pełniący wartę przed carskim pałacem rozmyślali po cichu o wielkości księstwa moskiewskiego – jedynego na świecie prawosławnego państwa chrześcijańskiego – Bizancjum, odbudowanego na kresach cywilizacji. Jego przeszłość była trudna, upokarzająca i zawikłana, teraźniejszość wypełniona trudem udowadniania, że to naprawdę jest Bizancjum, ale przyszłość… przyszłość była świetlana. Wyobrażali sobie, że zbudują piękny, różnobarwnymi lukrami zdobiony domek baby Jagi, do którego zwabią synów Adama i córki Ewy – Jasia i Małgosię – owych pożytecznych idiotów z całego świata. I wtedy wreszcie synowie Adama i córki Ewy uwierzą, że car jest synem bożym i jego zastępcą, królem much, panem tego świata. Ponurym, sprawiedliwym władcą o wielkich poważnych oczach, z którego nie wolno się śmiać i który nie ma poczucia humoru.

Gdy tak w zadumie wyobrażali sobie mającą nastąpić chwałę i sławę, nagle coś na niebie rozbłysło. Struchleli ze strachu. Od strony księżycowego blasku z przerażającym trzaskiem niebo rozdarło się i w świetle błyskawicy przeleciała kolasa zaprzężona w szóstkę koni. Siedział w niej człowiek wąsaty, w żupanie, kontuszu i z karabelą przy boku, a mijając Kreml trzaskał biczem i krzyczał tak przeraźliwie, że wartownicy w popłochu uciekli na pokoje. Potem światło zgasło. Chmury przesłoniły niebo.

Zaczynała się operacja specjalna: Dymitr Samozwaniec.

Rzecz jasna nie przypisywałbym władzy nad zjawiskami nadprzyrodzonymi głównym inicjatorom operacji. Rodzina Romanowów to nie adepci mistrza Twardowskiego, lecz wybitni uczniowie cara Iwana Groźnego. Zdolniejsi, niż car Borys Godunow. Ale nieraz się składa, że nieszczęśliwe wydarzenia w sferze polityki poprzedzane są nadzwyczajnymi zjawiskami i klęskami żywiołowymi. Trzy lata przed ukazaniem się wizji Polaka jadącego kolasą i trzaskającego biczem, w roku 1601 nawiedziła państwo moskiewskie („Moskwę” – jak upraszczając mówiono w Polsce i na Litwie) klęska głodu. Ulewne deszcze nie pozwoliły dojrzeć zbożu, przeto w porze żniw stało jeszcze na polach „zielone jak trawa”. Na domiar złego 15 sierpnia, w święto Wniebowzięcia Bogarodzicy, zwarzył je „wielki mróz”. W niektórych okolicach zboża znalazły się pod śniegiem. Zniszczeniu uległy nie tylko zboża, ale wszelkie płody ziemi w sadach i dąbrowach. Póki było można żywiono się resztkami starych zapasów. Jesienią 1601 i na wiosnę 1602 roku obsiano rolę owym ziarnem przemarźniętym i niedojrzałym. Zboże nie wzeszło. Zaczął się wielki głód, zwłaszcza na północy i północnym zachodzie, gdzie tylko jeden człowiek na trzech miał szansę przeżycia. Jak czytamy w zwięzłej notatce sporządzonej w maju 1603 roku przez mieszkańca Poczepu „był głód w całej ziemi i w całym carstwie moskiewskim za prawowiernego Borysa Fiodorowicza wszechrusi i świątobliwego patriarchy Jowa i wymarła z głodu trzecia część carstwa moskiewskiego”. Jak „świątobliwy” był to patriarcha pokazuje zreszta jego postawa wobec głodujących. Nie chciał im bowiem odsprzedać zboża, w oczekiwaniu na jeszcze większy wzrost cen. Jak stwierdzali mu współcześni, tak postępował duchowny, który nie miał ani rodziny ani krewnych, a więc nikogo, komu mógłby zostawić swój majątek, do tego stary „stojący jedną nogą w grobie”. Jeżeli taka była postawa lidera państwowego kościoła, to nie trudno sobie wyobrazić jak postępowali wierni. Spekulacja cenami była chlebem powszednim, wielu ukrywało zboże z chciwości, gdy na drogach leżeli umarli, a ciała ich pożerały wilki, lisy, psy i inne zwierzęta. Miary klęski dopełniły dyletanckie zarządzenia cara Borysa, który zamiast dawać jeść, rozdawał ludziom djengi; w efekcie wartość pieniądza spadała codziennie, a ceny na żywność wzrastały w szalonym tempie. W karykaturalnej formie pojawił się efekt „hiszpańskiego złota”, gdyż spodziewając się zapomogi finansowej ludzie opuszczali swoje gospodarstwa i podążali do Moskwy, skutkiem czego nie było komu pracować na roli i gdy zawiedzeni zbyt małą pomocą wracali do domów zazwyczaj nie mieli co jeść. Zresztą pomoc finansową przechwytywali urzędnicy. Do urzędów, gdzie wysyłano jałmużnę, wysyłali swoich krewnych i przyjaciół przebranych w łachmany i im rozdawali jałmużnę. Prawdziwych nędzarzy tratowano w tłumie lub odpędzano pałkami i kijami. Biedni, kalecy i ociemniali, nie otrzymawszy wsparcia, umierali z głodu. A jeśli któremuś z nich udało się dostać pieniądze, to i tak cieszył się nimi niedługo, gdyż „pilnujący porządku” strażnicy kradli je im przy wyjściu.

Zaprawdę, było to jedyne na świecie państwo prawdziwie chrześcijańskie.

Wobec przedłużającej się klęski car Borys nakazał poszukiwania zboża na obszarze całego kraju. Okazało się, że w wielu miejscowościach spichrze pełne były stert, stogów i kóp. W niektórych wsiach odnajdowano sterty zboża niewymłócone od lat pięćdziesięciu… Jednak ich transport z odległych rejonów natrafiał na wielkie trudności, ponieważ brakowało podwód – głodujący woźnice rozbiegli się, a konie padły. Wreszcie otwarto i carskie spichelrze, z których sprzedawano tysiące kadzi ziarna po niskich cenach. Było już jednak za późno. W kolejnych latach, mimo normalnych zbiorów, ceny zboża utrzymywały się na wysokim poziomie. Wiele pól nadal leżało odłogiem, brakowało też paszy dla bydła.

Klęski żywiołowe zdarzały się wówczas i zdarzają się dzisiaj w każdym kraju. Jednak każdą klęskę można zwielokrotnić na skutek złego zarządzania. Oliwy do ognia stale dolewał car Borys. W listopadzie 1601 roku wydał ukaz, nadający chłopom prawo opuszczenia swoich panów z powodu „podatków i przemocy”. Lecz równocześnie ukazało się rozporządzenie o zebraniu podatków państwowych – „pośpiesznie”, bez odroczenia i w wymiarze obowiązującym przed klęską nieurodzaju. Tymczasem chłopi interperetując dosłownie słowa ukazu listopadowego, odmawiali płacenia podatków i opuszczali wieś bez rozliczenia się z dotychczasowymi panami. Wśród właścicieli ziemskich zapanowało więc wielkie niezadowolenie, gdyż nie tylko tracili ręce do pracy, lecz także musieli za chłopów zapłacić podatki. Częste były też przypadki porywania chłopów mniejszym właścicielom i wywożenia ich do dóbr większych. Chroniąc się przed ruiną wbrew prawu właściciele ziemscy często nie wypuszczali chłopów ze swoich dóbr bądź zagarniali dobytek tych, których nie udało się im zatrzymać. Tak więc polityka carska skutecznie skłóciła różne grupy ludności. Podobną politykę wybaczano Groźnemu, lecz nie Godunowowi. Nie można było długo rządzić w ten sposób krajem, któremu zagrażał wybuch wojny chłopskiej. Gmach kłamstwa musiał się zawalić, gdy pojawił się pretendent do tronu, podejmujący próbę nawiązania dialogu ze wszystkimi oszukanymi.

Ciężki los nie ominął też tzw. chołopów – odrębnej od chłopów grupy niewolników. Podczas klęski głodu ich właściciele masowo usuwali ich ze swych dworów, aby jednak zachować do nich swoje prawa, na wszelki wypadek nie wydawali im dokumentów zwolnienia. Wskutek braku takowych referencji, wypędzeni niewolnicy byli właściwie wyjęci z pod prawa, gdyż nie mogli wstąpić na służbę u innych panów. Skazani na śmierć głodową wstępowali do powstańczych oddziałów pod przywództwem niejakiego Chłopki. Bunt Chłopki udało się stłumić; referencji chołopom udzielił sam car, lecz te ustępstwa rychło cofnięto. Wielu niewolników uszło na kresy południowe, zasilając szeregi kozaków. Tam też, na siewierszczyźnie i tzw. „polskiej” (bo graniczącej z Rzecząpospolitą) ukrainie oraz na Dzikich polach, gromadziły się ciemne chmury.

Przed rozpoczęciem działań wojennych przez Samozwańca nocami na niebie podobno widać było groźne błyski, sprawiające wrażenie, że walczą ze sobą dwa wojska. Od błysków tych stawało się tak widno i jasno, jak od światła księżyca. Widywano również dwa księżyce lub trzy słońca świecące jednoczesnie. Częste były gwałtowne burze, podczas których spadały krzyże z kopuł cerkiewnych i przewracały się wieże na bramach miejskich. U ludzi i zwierząt domowych rodziły się potwory. Ginęły ryby w wodzie, ptactwo w powietrzu, dzika zwierzyna. W Moskwie pojawiły się lisy o różnym ubarwieniu, które w biały dzień biegały po miescie. Wyły wilki. Potrawy traciły swój smak, choć były dobrze przyprawione. Sypał się lukrowany tort udający starożytne Bizancjum, spływał różowy makijaż z twarzy wiedźmy Rassiji, car-trup obnażał w całym bezwstydzie bezsilność kłamstwa wobec nadciągającego huraganu prawdy.

Aby pojąć praźródło odgrywającego się w Rosji krwawego horroru, cofnijmy się ponad 20 lat wstecz, do wydarzeń w Aleksandrowskiej Słobodzie pod Moskwą dnia 31 października (9 listopada kalendarza juliańskiego) 1581 roku. Tego bowiem dnia car Iwan Groźny pokłócił się ze starszym synem Iwanem, a rozwścieczony uderzył go w skroń trzymanym w ręce posochem. Zalany krwią carewicz stracił przytomność i po kilku dniach umarł. Rozpacz po stracie syna i wyrzuty sumienia podkopały carskie zdrowie. 8 marca 1584 roku był dniem, w którym zgodnie z przepowiedniami wróżbitów car miał zakończyć żywot. Wbrew temu Iwan poczuł się lepiej. Wróciwszy do sypialni kazał swemu ulubionemu dworzaninowi Rodionowi Birkinowi przynieść szachy i rozpoczął przygotowania do gry. Nie mógł jednak w żaden sposób postawić na miejsce króla. W tym momencie straciwszy przytomność upadł w łoże. Próby ratunku okazały się bezskuteczne.

Oskarżano później Borysa Godunowa i Bogdana Bielskiego o podanie Groźnemu trucizny. Nie można tego wykluczyć. Ale choć Godunow odniósł ze śmierci Iwana bezpośrednie korzyści, to był jeszcze inny ośrodek władzy, którego korzyści okazały się znacznie bardziej długofalowe. Była nim rodzina Romanowów, która wytrwale, krok za krokiem, oplatając dwór zaufanymi sobie agentami wpływu, dążyła do przejęcia władzy, czekając na chwilę dogodną.

Po Groźnym zostało przy życiu dwóch synów: słaby na umyśle Fiodor i półroczny Dymitr, syn siódmej z kolei żony Groźnego, Marii Nagoj. Zgodnie z kanonami prawosławia, w związki małżeńskie można wstępować tylko raz, za zawarcie drugiego i trzeciego trzeba odbyć pokutę, natomiast czwarte małżeństwo jest zabronione i nieważne, a dzieci z niego zrodzone – nieprawe. Dlatego Dymitr z matką zamieszkali w Uhliczu (Ugliczu) z dala od moskiewskiej stolicy. Car Fiodor robił na przybyłych cudzoziemcach marne wrażenie. Lew Sapieha pisał na przykład Radziwiłłowi, że podczas audiencji Fiodor śmiał się ciągle, podziwiając berło i jabłko królewskie, które trzymał w rękach. Być może on jeden niczym błazen rozumiał bezsens bizantyjskiej maskarady odgrywanej w krainie mrozów. Inni przekazali, że Fiodor kochał muzykę dzwonów i nierzadko sam bił w dzwony na dzwonnicy oraz że był niezwykle pobożny. Jeśli dodamy do tego jego łagodność, słabość fizyczną i prostoduszność, to zrozumiemy, że nie był to godny naśladowca władcy much, lecz zwyczajny Forrest Gump. Państwem rządziła więc z konieczności rada regencyjna na czele z Borysem Godunowem (teściem Groźnego), Nikitą Romanowiczem-Jurjewem (teściem Godunowa i szwagrem Groźnego), Iwanem Szujskim (krewnym i powinowatym rodziny carskiej) oraz Bogdanem Bielskim (powinowatym Godunowa).

Nie miejsce tu, aby opisać intrygi i konflikty w łonie rady, dość powiedzieć, że po koronacji cara Fiodora 21 maja 1584 roku, na czoło państwa wysunęli się Borys Godunow – mianowany na najwyższy urząd koniuszego – oraz Nikita Romanowicz-Jurjew, dobry dowódca, człowiek przedsiębiorczy, bajecznie bogaty, posiadający aż sześciu synów i siedem córek, stojący na czele znacznej partii tzw. nowego bojarstwa, to jest ludzi, których wywyższenie oparte było na pokrewieństwie i powinowactwie z domem panującym, karierze w służbie cara i jego łasce. Gdy Nikita zmarł w 1586 roku, bojarzy rozdzielili się na grupę Godunowa i grupę Iwana Mścisławskiego wraz z Szujskimi, Worotyńskimi, Gołowinami i Kołyczewami. Wytrwałe knowania Szujskich przeciw Godunowowi obróciły się w końcu przeciw nim i ich poplecznikom. Godunow usunął metropolitę Dionizego i jako zwykłego mnicha zesłał do klasztoru w Nowogrodzie Wielkim. Miejsce Dionizego zajął najwierniejszy odtąd jego poplecznik, dotychczasowy arcybiskup rostowski Jow. Inni stronnicy Szujskiego zostali uwięzieni lub zesłani. Ścięto siedmiu tzw. „gości”, czyli uprzywilejowanych kupców, zamieszanych w spiski. Sami Sujscy zostali uwięzieni lub zesłani. Gdy na nowo rozpoczęli knowania (tym razem w porozumieniu z Nagojami), Iwana Szujskiego przymusowo postrzyżono na mnicha w klasztorze cyrylo-biełozierskim (gdzie wkrótce zmarł w sposób bynajmniej nienaturalny), Andrzeja uwięziono w Bujgorodzie i zgładzono w 1589 roku. Wasyl i Aleksander zostali wtrąceni do więzienia, a Dymitr i Iwan Szujscy zostali zesłani do swego rodowego majątku.

Z chwilą pozbycia się Szujskich, Borys Godunow bez większych przeszkód umocnił swe pierwsze miejsce u boku cara Fiodora i rychło został de facto współpanującym carem. Podczas audiencji stał bowiem bezpośrednio przy carskim tronie, nosił przed carem berło i jabłko, posiadał też własny dwór niczym nie ustępujący carskiemu. Wyobrażając sobie, że jest carem, Godunow kontynuował politykę budowania w państwie moskiewskim atrapy państwa bizantyjskiego.

Tu kilka słów o tym co właściwie naśladowano. Teologia polityczna Bizancjum opierała się na następujących przekonaniach:

– osoba monarchy stanowi kopię cnót boskich, a władza świecka pozostaje w unii z uniwersalną władzą boską (myśl hellenistyczna);

– Bizancjum jest nieprzerwaną kontynuacją Imperium Romanum;

– społeczeństwo chrześcijańskie (oikumene) jest administrowane przez cesarza i kierowane religijnie przez kościół.

Zdaniem Bizantyjczyków człowiek ze swej natury jest we wszystkich aspektach swej działalności istotą teocentryczną. Dualizm natury Chrystusa prowadzi do wniosku, że osoba Zbawiciela jest jedynym źródłem hierarchii zarówno świeckiej, jak i duchownej. Cesarstwo jest więc ziemską kopią królestwa niebieskiego, a jego władca obrazem Boga. Będąc namiestnikiem Stwórcy cesarz ma władzę o charakterze boskim, jest naturalnym opiekunem kościoła, strażnikiem ortodoksji i źródłem cnót.

Tę na wskroś pogańską „teologię” na wiele sposobów próbowali Bizantyjczycy rozpowszechniać wśród dalszych i bliższych sąsiadów. Kampania promocyjna dokonywała się poprzez skomplikowany ceremoniał dworski, formę odzieży i insygniów cesarskich, odpowiedni specyficzny styl graficzny listów produkowanych przez kancelarię, a wreszcie poprzez oficjalną sztukę i pieniądz, który przecież wędrował daleko poza granice cesarstwa. W czasach cesarza Herakliusza (610-641) nie rezygnując z kultywowania tradycji rzymskiej, cesarstwo szeroko otworzyło się na kulturę grecką. Ułatwiło to zarządzanie państwem. Język urzędowy zmieniono na grekę. Zmodyfikowano też tytulaturę monarchy z cesarza i augusta na basileusa. W dalszym jednak ciągu nazywano się Rzymianami, choć w języku greckim – Romaioi. Rozumie się, że podstawowym celem tej maskarady było podtrzymywanie bizantyjskich roszczeń do dominium mundi, czyli do władzy uniwersalnej.

Rzeczywistość jednak skrzeczała. Wokoło roiło się od pogańskich lub świeżo ochrzczonych ludów, państw i państewek – często ruchliwych i agresywnych. Dla własnego zatem bezpieczeństwa Bizantyjczycy starali się nakłonić dalszych i bliższych monarchów do zaakceptowania skomplikowanego systemu rang władców. Pojawili się więc „przyjaciele”, „synowie”, „bracia” bazileusa – te tytuły zarezerwowano dla władców w istocie suwerennych. Pomniejszym książętom nadawano honorowo różne tytuły dworskie – patrycjuszy, magistrów, protospatarów i kuropałatów. Było to w istocie rzeczy granie na snobiźmie nuworyszy. Aliantów nagradzano insygniami władzy monarszej, ale tytuł cesarski początkowo przyznawano wyłącznie własnemu władcy. Gdy słabość państwa nie pozwalała kwestionować lokalnych tytułów cesarskich (Karol Wielki) i carskich (car Bułgarów Symeon), przynajmniej strzeżono monopolu basileusa do „rzymskości”.

Rządzący Rusią kijowską Rurykowicze w żaden sposób nie rościli sobie praw do „rzymskości” lub „cesarskości”, a jedyną realną formą więzi z Bizancjum była zależność ich kościoła od hierarchii prawosławnej bizantyjskiej. Jednakże uniwersalne cesarstwo nie było wieczne. Po IV wyprawie krzyżowej i zniszczeniu „państwa rzymian” przez łacińskie rycerstwo kilka państw, a zwłaszcza państewko nikejskie, pretendowało do prawnej sukcesji po cesarstwie wschodnim. Była to ważna lekcja. Jeśli wschodnie państwo „rzymskie” upadnie, inne państwa „prawdziwie chrześcijańskie” będą mogły podjąć próbę jego odbudowy. Co więcej, gdy odnowieni, lecz znów osłabieni Bizantyjczycy zawarli z kościołem rzymskim unię florencką w 1439 roku, Moskwa ją odrzuciła, uznając za odstępstwo od prawdziwej wiary. Wśród Moskali zaczęło kiełkować przekonanie, że dziejową jej misją jest stanie na straży ortodoksji. Wiele wskazywało na to, że ugoda ze znienawidzonymi „łacinnikami” sprowadziła na Bizancjum gniew boży i ostateczny upadek państwa. Gdy upadło Bizancjum, Iwan III poślubił w 1472 r. Zoe Paleolog (rodzina ta rządziła Bizancjum przed jego upadkiem). Prowincjonalna Moskwa zaczęła sobie wyobrażać, że jest „Trzecim” i ostatnim „Rzymem” w historii. Państwa prawosławne jedno po drugim padały pod ciosami Osmanów, lecz Moskwa trwała.

Była też, co prawda, prawosławna w większości Litwa. Ale sukcesy odnoszone w wojnach z Litwinami rozzuchwaliły Moskali ponad miarę. Wreszcie Iwan Groźny ośmielił się mianować carem, a patriarchowie prawosławni uznali jego tytuł.

Jednakże Bizancjum nie było jedynym źródłem inspiracji dla Moskwy. Styl sprawowania władzy w Moskwie pozostawał pod stałym wpływem stylu sprawowania władzy przez chanów mongolskich. Długi okres niewoli mongolskiej wywarł na mentalności Moskwiczy niezatarte wrażenie; chanowie budzili nienawiść i postrach, ale też fascynację, zazdrość i chęć naśladowania. Spodziewano się zatem, że car będzie nie tylko pobożny i zabobonny, lecz także okrutny, wojowniczy, chytry, zdradliwy, w razie potrzeby bezgranicznie surowy i budzący postrach. Oprócz tego jednak taki styl rządów musiał przynosić państwu wyraźne sukcesy. Jeśli ich nie przynosił, poddawano w wątpliwość jego legitymację do sprawowania władzy. Iwanowi Groźnemu udało się podbić Chanat Kazański. Wiele wskazywało na to, że władza mongolska nad Moskwą już nigdy się nie odrodzi. Wiara w to, że atrapa nowego „Bizancjum” już za chwilę stanie się rzeczywistością doprowadziła jednak władcę moskiewskiego do obłędu, typowego dla osobowości prymitywnych o rozbudzonych ambicjach. Niepotrzebnie wplątał się w wojnę z Litwą o Inflanty. Niepotrzebnie styranizował własnych poddanych. A nade wszystko bardzo głupio zadarł z nowym polskim królem, Stefanem Batorym. Przez tę głupotę państwo moskiewskie uległo skrajnemu wycieńczeniu, a rojenia o cesarstwie miały się odsunąć w czasie o co najmniej 100 lat…

Tym bardziej więc podziwiać trzeba Borysa Godunowa, że pomimo widocznej gołym okiem słabości jego państwa po wojnach z Batorym, z dużą chytrością nakłonił przybyłego z wizytą patriarchę konstantynopolitańskiego Jeremiasza do ustanowienia w Moskwie odrębnego, piątego patriarchatu kościoła prawosławnego. Pierwszym patriarchą został 16 stycznia 1589 roku metropolita Jow. Wprawdzie nowemu patriarsze przysługiwało ledwie piąte (ostatnie) miejsce w hierarchii patriarchów prawosławnych (a nie trzecie – jak chciałaby Moskwa), lecz korzyści okazały się nie tylko prestiżowe i polityczne. W sferze wpływów nowego patriarchatu znaleźli się wszyscy wyznawcy prawosławia, także na ruskich ziemiach Rzeczypospolitej, co ułatwiło Moskwie penetrację na tych ziemiach a w przyszłości także ingerencję w wewnętrzne sprawy państwa polsko-litewskiego. Nie dziwi więc, że w odpowiedzi w 1596 roku Zygmunt III Waza podjął wkrótce zrazu nieudaną, lecz później przynoszacą coraz lepsze owoce próbę podporządkowania cerkwi prawosławnej Rzymowi.

Budowa atrapy Bizancjum wiązała się z określonymi kosztami. Władza absolutna i marzenie o władzy absolutnej są kuszące. W łonie obozu rządzącego ukształtowało się nowe, konkurencyjne centrum decyzyjne na czele którego stanęło pięciu synów Nikity Romanowicza-Jurjewa. Wśród nich wyróżniał się Fiodor, którego syn Michał będzie później carem. Romanowowie zaprzyjaźnieni z Borysem marzyli jednak o carskim tronie i byli przekonani, że po Fiodorze powinien on przypaść najstarszemu z nich, a nie Godunowowi; ród ich bowiem jest świetniejszy od rodu Godunowów. Aby tego dokonać musieli się pozbyć wszelkich konkurentów do tronu, na czele z wspomnianym Dymitrem, nieprawym synem Groźnego i Marii Nagoj. Zwłaszcza, że młodociany Dymitr nieopatrznie ujawniał swe krwawe zamiary względem niektórych liderów rządzącej elity. Powiadano, że przyjemność sprawia mu widok rzezi bydła i owiec, widok bicia pałką gęsi i kur. Obawiano się, że zaczyna przejawiać cechy swego ojca. Choć nie ma dowodów na udział Romanowów w spisku na życie carewicza, to niewątpliwie oni odnieśli z mordu korzyści długofalowe, podczas gdy korzyści Godunowa miały charakter tymczasowy. Romanowowie mieli motyw, aby dopuścić się ohydnego mordu – być może do spółki z Godunowem.

Według oficjalnej wersji feralnego dnia 5 maja 1591 roku carewicz Dymitr podczas zabawy z rówieśnikami uległ atakowi dręczącej go już od kilku dni padaczki i zranił się nożem. Natychmiast w Uhliczu rozeszła się wieść o morderstwie. Podczas samosądu, jakiego dokonali wzburzeni mieszkańcy Uhlicza, zamordowano domniemanych zabójców – diaka Michała Bitiagowskiego, jego syna Daniłę, ich krewnego Nikitę Kaczałowa, syna niańki carewicza Osipa Wołochowa i Daniłę Tretjakowa. W rezultacie zlikwidowano jedynych podejrzanych i zarazem świadków… Na miejsce przybyła wprawdzie carska komisja śledcza, ale jej szefem był Wasyl Szujski, który niedawno wrócił do łask carskich i nie miał najmniejszego interesu aby dochodzić prawdy (o sumieniu nie wspominam). Inny członek komisji Andrzej Klesznin był co prawda spowinowacony z Grzegorzem Nagojem, ale to nie Grzegorz miał wpływ na Klesznina, lecz Klesznin na Grzegorza; w rezultacie Grzegorz Nagoj jako jedyny z rodziny twierdził, iż carewicz zabił się sam. Gdy zaś przesłuchiwani uczestnicy samosądu zgodnie twierdzili, że carewicz został zamordowany, Klesznin „zaczął ryczeć na nich jako lew” i zarzucił im, że mówią nieprawdę a carewicz zabił sie sam wskutek niedbalstwa opiekunów.

Kłamstwo zatriumfowało. Matka Dymitra carowa Maria Nagoj została postrzyżona na mniszkę pod imieniem Marfy w klasztorze nikolskim nad Wyksą. Nagojów rozesłano do różnych miast i osadzono w ciemnicach. Uhlicz od tamtego czasu wyludnił się i podupadł, gdyż ponad 200 tamtejszych obywateli za udział w rozruchach stracono lub uwięziono. Niektórym obcięto języki – o, jakże proste środki stosowała w tamtych czasach cenzura! 60 rodzin zesłano na Sybir do Pełymu. Dolę mieszkańców podzielił nawet dzwon cerkiewny, którego dźwiek zwołał ich na pałacowy dziedziniec po śmierci carewicza. Utrącono mu ucho, a następnie „zesłano” do Tobolska. Zwłoki Michała Bitiagowskiego i pozostałych ofiar samosądu wydobyto z fosy i po odprawieniu modłów żałobnych pogrzebano z należytymi (choć nienależnymi) honorami. W późniejszym jednak czasie, gdy Borys był już carem, Nagojowie powrócili do łask, a nawet jednemu z nich, Michałowi, wojewodzie z Ufy, zlecono nadzór nad niektórymi członkami rodziny Romanowów, która w 1600 roku popadnie w niełaskę. Tak to wczorajsi uczestnicy niewoli mogli się symbolicznie odegrać na niedawnych prześladowcach.

Jak już wiemy, na śmierci Dymitra najbardziej skorzystali Romanowowie. Nasuwa się pytanie, dlaczego z takim uporem historycy rosyjscy oskarżali o mord Borysa Godunowa. Otóż wiekszość z nich pisała swe prace wówczas, gdy w Rosji panowali Romanowowie (pseudo-Romanowowie). Jeden z historyków, udowadniając, że Dymitr zginął w wyniku nieszczęśliwego wypadku, najwidoczniej dotknął jakiejś czułej struny, skoro – jak podaje Danuta Czerska – na skutek zabiegów jednego z przedstawicieli rosyjskiego pół-światka akademickiego „odpowiednia kartka z wydrukowanej już heretyckiej historii została wyrwana ze wszystkich egzemplarzy i spalona”.

Gdy w Uhliczu trwało jeszcze dochodzenie, 24 maja w godzinach południowych w stolicy wybuchł pożar na skutek podpalenia. W ciągu kilku godzin spłonęła ogromna część miasta i zginęło mnóstwo ludzi. Choć car Borys dołożył wszelkich starań, aby dopomóc pogorzelcom i odbudować miasto, natychmiast zaczęto mówić, że to właśnie on kazał podpalić miasto, aby uwagę Moskwiczy odwrócić od sprawy Dymitra. Klęska pożarów dotknęła i inne miasta. O podpalenia oskarżono Nagojów. Trudno jednak podejrzewać, aby w tak krótkim czasie mogli uknuć taką intrygę. Podobne wydarzenia w 1547 roku obaliły rządy koniuszego Michała Glińskiego. Obecnie urząd koniuszego pełnił Borys Godunow. Jego obalenie było na rękę znowu nie komu innemu, jak Romanowom, którzy za jednym zamachem mogliby w ten sposób pozbyć się obu konkurentów do tronu.

Rządy Godunowa trwały jednak nadal, a w lipcu 1591 r. wielkorządca odznaczył się (a przynajmniej tak głosiła oficjalna propaganda) w odparciu najazdu wojsk chana krymskiego Gazi-Gereja. Ale jakiś życzliwy chłop z Aleksina na ukrainie rozpuścił pogłoski, jakoby najazd chana na Moskwę sprowadził Godunow, aby znów odwrócić uwagę od sprawy Dymitra. Oszczercę przywieziono do Moskwy i poddano torturom. Na mękach oskarżył on wiele osób, podobno „fałszywie”, jak stwierdza autor Nowego latopisu, pisanego pod nadzorem patriarchy Filareta (Fiodora Romanowa). Na ukrainie dokonano wielu aresztowań. Wielu pojmanych zmarło w czasie przesłuchań, innych stracono bądź ucięto im języki. Innych wreszcie wtrącono do więzień, gdzie niebawem zmarli. Kłamstwo triumfowało w dalszym ciągu.

Mijały lata. 7 stycznia 1598 roku car Fiodor umarł, a wraz z nim wygasła dynastia Rurykowiczów przez wieki rządząca państwem moskiewskim. Umierając Fiodor zlecił Fiodorowi Romanowowi, patriarsze Jowowi i Borysowi Godunowowi wypełnienie ostatniej woli. Natychmiast po zgonie władcy duma bojarska złożyła przysięgę wierności jego żonie Irinie, która cieszyła się opinią carowej łaskawej, mądrej i miłosiernej. Gdy odmówiła i udała się do klasztoru, by pod imieniem Aleksandry zostać mniszką, patriarcha, wyższe duchowieństwo, duma bojarska i Moskwicze poprosili o objęcie rządów Borysa Godunowa. Ten jednak odmówił, nie tylko dla odegrania komedii. Bojarzy bowiem uzależniali wybór od wypełnienia zobowiązań, od zaprzysiężenia dokumentu ograniczającego jego władzę. Sprzeciwiali się wyborowi Romanowowe, gdyż kandydatem do tronu był również Fiodor Romanow. Co więcej, litewski wywiad ustalił, że gdy Godunow w obecności tegoż Fiodora Romanowa prosił umierającego cara aby go naznaczył następcą, car odparł: „ty nie możesz być kniaziem wielkim, chybaby się na cię zgodnie zezwolili i obrali o czem wątpię, żeby cię obrali z tej przyczyny, żeś jest z podłego narodu” (nisko urodzony). Car wyraził przypuszczenie, że carem zostanie Fiodor Romanow i zalecał mu jednocześnie zgodną współpracę z Borysem.

Ta informacja z pewnością została poddana na dworze polskim krytycznej analizie, gdyż pochodziła po prostu z szeptanej propagandy rozsiewanej po moskiewskiej stolicy. Najwyraźniej stronnicy Romanowów usilnie zabiegali o stworzenie legendy, jakoby car wyznaczył następcą Romanowa. Co więcej jednak, już wówczas ze wzruszającą, naiwną, wręcz dziecięcą szczerością zdradzili się ze swymi dalszymi zamiarami. Z rozsiewanych przez nich plotek wynikało, że po śmierci cara Fiodora u boku Godunowa pojawił się ponoć jego przyjaciel bardzo podobny do nieżyjącego carewicza Dymitra. Powtórzono znów legendę jakoby mordercą był Borys. Teraz zaś Godunow rzekomo planował osadzić na tronie swego przyjaciela. Według tej plotki, Fiodor Romanow miał oskarżyć Godunowa o zdradę, zabójstwo Dymitra i otrucie cara Fiodora, a następnie rzucić się na Borysa z nożem, lecz w dokonaniu mordu mieli mu przeszkodzić inni.

Tym razem jeszcze wielkorządca zwyciężył. Sobór ziemski w lutym 1598 roku wybrał go carem, a Borys wybór przyjął. Lecz nie koronował się długo. Wygaśnięcie dynastii Rurykowiczów było dla Państwa Moskiewskiego prawdziwym szokiem ustrojowym. „Prawdziwy car”, jeśli nie był Rurykowiczem, musiał udowodnić swoje prawa do tronu czynami. Musiał nie tylko nasladować cesarza bizantyjskiego i chana mongolskiego, lecz także przynosić widoczne sukcesy państwu, a po rządach Iwana Groźnego to wcale nie było łatwe. Państwo było słabe jak nigdy dotąd.

Wczorajsi sojusznicy Romanowowie nieustannie kopali dołki pod Godunowem. W kwietniu tegoż roku wysunęli na tron kandydaturę Symeona (Sain-Bułata), syna Bekbułata, w prostej linii potomka chanów Złotej Ordy. Był to kandydat zupełnienie niepoważny, którego wystawienie wręcz ośmieszało Godunowa. W 1575 roku Iwan Groźny obdarzył Symeona tytułem „wielkiego księcia Wszechrusi”, sam nazwawszy się skromnie „Iwanem moskiewskim” i formalnie przekazał mu włądzę w pańswie. Po upływie niespełna roku usunął go z tronu, obdarzając pewnymi majętnościami. Około 1586 roku – a więc już za panowania cara Fiodora – „wielki książę Wszechrusi” znalazł się w niełasce cara i został zesłany do sioła Kuszalino koło Tweru, gdzie żył z uszczuploną czeladzią. I znów ktoś życzliwy rozgłaszał, że Symeon oślepł wkrótce po wypiciu wina, które mu przysłał Godunow w dniu swych urodzin. Takiego to tatarskiego, ociemniałego „wielkiego księcia” chcieli mieć na carskim tronie Romanowowie.

Długo odkładana koronacja odbyła się wreszcie z początkiem 1598 roku. Jednakże panowanie Borysa było pasmem niepowodzeń. Nie udało mu się wydać za mąż swej córki Kseni – ponoć krągłej dzieweczki o cerze mlecznej białości z rumieńcami na policzkach. Odmawiały mu kolejno domy panujące w najbliższym sąsiedztwie z owdowiałym Zygmuntem III na czele, umarł też (w niejasnych okolicznościach) książę duński Jan, typowany na zięcia (w efekcie Ksenia zostanie później kochanką Dymitra Samozwańca). Nie udało się znaleźć narzeczonej dla ukochanego syna Fiodora Borysowicza. Próby zawarcia mariaży z władcami europejskimi świadczyły wyraźnie o tym, że Borys próbuje polepszyć swój status wobec własnych poddanych. Nie odnosił także Godunów sukcesów na arenie międzynarodowej. Nie udało mu się zawrzeć sojuszu z królem-uzurpatorem Szwecji Karolem Sudermańskim, a plany utworzenia z Inflant lennego państewka pozostawały w sferze marzeń. Niepokojący był również wyrażony przez Lwa Sapiehę projekt dworu polskiego unii Rzeczypospolitej z Moskwą. Co prawda podobne projekty wysuwała również i Moskwa, ale wedle jej wyobrażeń unia miałaby polegać przede wszystkim na koronacji cara na króla Polski. Natomiast unia równoprawna z Rzecząpospolitą byłaby ciosem dla marzeń o nowym Bizancjum. Poza tym projekt świadczył o „niezdrowym” zainteresowaniu Rzeczypospolitej sprawami Moskwy; innymi słowy Rzeczpospolita dawała Moskwie do zrozumienia, że doskonale zdaje sobie sprawę z jej słabości. „Jeśli nie zgodzicie się być dla nas przyjaciółmi, zostaniecie wrogami” – zdawał się mówić przekaz dworu polskiego. Projekt został oczywiście odrzucony, ale było jasne, że państwo polsko-litewskie wyczekuje koniunktury, aby dokonać „wrogiego przejęcia”. Nie udały się carowi plany zawarcia sojuszu z Habsburgami, gdyż Zygmunt III wytrwale dążył do pojednania z rakuskim sąsiadem. Moskwa znalazła się więc w izolacji, a jej bizantyjskie marzenia zostały śmiertelnie zagrożone z zachodu. Na domiar złego w 1600 roku pojawiła się plotka, że carewicz Dymitr żyje.

Godunow za wszelką cenę chciał dotrzeć do źródła owych pogłosek. Nie mógł uderzyć w Romanowów bez oczywistych dowodów winy, zresztą nie da się wykluczyć, że w morderstwo Dymitra był sam również zamieszany i w ten oto sposób Romanowowie trzymali go w szachu. Uciekł się więc do wypróbowanej metody. Promował donosicielstwo, choćby fałszywe i wynosił donosicieli do góry w hierarchii społecznej. Niewolni chołopi zaczęli donosić na swych panów, zazwyczaj oskarżając ich o praktyki czarnoksięskie przeciw panującemu. Zdarzało się, że panowie – chcąc dowieść swej niewinności – powoływali na świadków chołopów sobie wiernych. Tych jednak brano wówczas na męki i jeśli plątali się w zeznaniach, ucinano im języki, wtrącano do więzień lub wieszano. Taka praktyka była dla społeczeństwa wyraźnym sygnałem, że władza kogoś szuka i że pomaganie władzy w tym polowaniu będzie premiowane. W warunkach terroru Romanowowie prędzej czy później musieli popełnić jakieś potknięcie, a któryś kolejny donos musiał być wreszcie prawdziwy. Przeprowadzając bowiem tak szeroko zakrojone śledztwa Borys kierował się statystycznie uzasadniona nadzieją, że w wielkiej sieci pełnej małych rybek trafi się wreszcie jakaś gruba ryba, która ujawni mu pochodzenie plotki o Dymitrze (później podobną „strategię” śledczą będzie stosować sowieckie NKWD). Strategia okazała się słuszna. W listopadzie 1600 roku w domu Aleksandra Romanowa znaleziono (podobno podrzucone przez carskiego agenta) woreczki z trującym zielem, co było uważane za równoznaczne z zamysłem działania przeciw zdrowiu monarchy. Był to zapewne tylko jeden z wielu licznych dowodów spisku, ale innych nie znamy, bo akta sprawy śledczej Romanowów do czasów dzisiejszych nie zachowały się, zaś jedynym zachowanym do niej źródłem jest wspomniany Nowy latopis – jak już wiemy pisany pod nadzorem Fiodora Romanowa. Faktem jest, że Fiodora Romanowa postrzyżono na mnicha pod imieniem Filareta i osadzono w klasztorze antonijewo-sijskim. Jego żonę Marfę również postrzyżono na mniszkę. Ich dzieci – pięcioletni Michał i córka Tatiana znalazły się wraz z wujem Borysem Czerkaskim na zesłaniu. Bracia Aleksander, Wasyl i Michał zmarli na zesłaniu. Dalszych członków rodziny rozesłano do różnych odległych od Moskwy miejscowości.

Jednakże z jakichś powodów car nie zdecydował się upublicznić powodów, dla których skazano Romanowów. Może bał się ujawnienia swego współudziału w zamachu na życie Dymitra? A może nie chciał ujawniać nikłego stanu swojej wiedzy na temat spisku? Co więcej, już we wrześniu 1602 roku zezwolił Iwanowi Romanowowi na powrót; podobną decyzję zastosowano wobec innych. Tylko Fiodora ciągle trzymano w klasztorze, ale strzeżony był niezbyt pilnie i utrzymywał ze światem zewnętrznym tajne kontakty. Zapewne poddawany był wielostronnej inwigilacji w celu ustalenia z kim utrzymuje kontakty i kto ze spiskowców jeszcze pozostaje na wolności. Bo spisek działał nadal i zataczał coraz szersze kręgi. W dodatku wmieszała się doń Rzeczpospolita, udzielając poparcia Dymitrowi Samozwańcowi. Proklamacje pisemne Dymitra przemycane były do państwa moskiewskiego w workach ze zbożem, sprowadzanym wówczas z Litwy w dużych ilościach ze względu na klęskę nieurodzaju. Jacyś „życzliwi” ludzie przepisywali je, a następnie rozrzucali na drogach, w miastach i na terenie posadów.

A drużyna Dymitra Samozwańca gromadziła się w Glinianach pod Lwowem. Operacja „Samozwaniec” wchodziła w fazę realizacji.

Ciąg Dalszy Nastąpi

Jakub Brodacki

Niniejszy artykuł w znacznej mierze oparłem na opracowaniu Danuty Czerskiej pt. Borys Godunow, Wrocław 1988, artykule Hieronima Grali pt. Uniwersalizm wschodni (idea Cesarstwa Powszechnego w kręgu cywilizacji bizantyńskiej), w: Pamiętnik XV Powszechnego Zjazdu Historyków Polskich, Toruń 1995, t. 1 cz. 1, s. 139-165 oraz na własnych przemyśleniach i interpretacjach.

Odcinek drugi – TUTAJ

Tekst pierwotnie opublikowałem – TUTAJ



Otagowany , , , , , , , , , , , , , , .Dodaj do zakładek permalink.

Komentarze są wyłączone.