Operacja „Ambasador”

Wczoraj Polacy zaatakowali światową demokrację i dążą do wywołania III wojny światowej.

Nie wiem czy to dobry moment, ale chyba można już podsumować cele operacji dezinformacyjnej rosyjskich służb specjalnych. W ciągu ostatnich dni prawicowa blogosfera żyła właściwie tylko przemarszem rosyjskich kibiców, portale niezalezna.pl, wpolityce.pl nieustająco łowiły wszelkie plotki świadczące o spisku, a reżimowe mediodajnie umiejętnie podkręcały napięcie. Na prawicy opinie były podzielone: jedni wzywali do tego, by nie dać się zastraszyć barbarzyńcom we własnej stolicy, inni, że należy pozamykać okiennice i przywitać Rosjan tak jak to czyni się w okupowanym mieście, czyli absolutnymi pustkami na ulicach. Nie chcę tu już tworzyć zestawień, kto co powiedział pierwszy i przed kim – chodzi o ogólne wnioski z tej gorączkowej debaty pod tytułem „co robić gdy nas glanują i gwałcą?”. W każdym razie opinia, że należy trzymać się z dala od Rosjan zaczynała już przeważać i zanosiło się na to, że z operacji dezinformacyjnej nic nie wyjdzie. Wówczas Donald Tusk na swój sposób zaproponował rozwiązanie: „Właściwie chętnie bym namówił polskich kibiców, żeby w tym marszu uczestniczyli, bo 12 czerwca to rocznica ostatecznego pogrzebania Związku Radzieckiego, więc nie widzę powodu, żeby na tę datę się gniewać”(*).

Grupa jakichś ludzików, zwanych „polskimi kibicami” (z doniesień medialnych trudno wywnioskować kim byli – w końcu to grupa) odpowiedziała na apel premiera i doszło do przepychanek z Rosjanami. Kto zaczął, tego pewnie się już nie dowiemy. Natomiast z relacji niezaleznej.pl wiemy już, że kibice rosyjscy nieśli jedną czerwoną flagę z sierpem i młotem a dwóch z nich miało czapki z czerwoną gwiazdą; reszta niosła flagi i umalowana była w barwy rewolucji francuskiej. A przecież straszono nas, że będą nieomal same sierpy, młoty i czerwone gwiazdy, prawda? Pamiętacie?

Był to więc pochód, który na tzw. Zachodzie śmiało można zaprezentowac jako lewicowy i demokratyczny, z domieszkami marksistów, którzy również uznawani są tam za lewicę, tylko nieco „odlotową”. Tę interpretację potwierdził zresztą rosyjski łącznik Władimir Kirianow, stwierdzając, że „komunizm czy Związek Radziecki nie był uznany za państwo totalitarne nigdy na świecie”(**). Zestawiając to choćby z opiniami niejakiej Lukrecji Sugar (***), wychodzi niezbicie, że grupa polskich „anabolicznych nieudaczników” zaatakowała spokojny przemarsz rosyjskich lewicowych demokratów, względnie „demokratów ludowych”.

Zgodnie z przewidywaniami noc nie była spokojna, a w każdym razie mediodajnie nie próżnowały. Także prawicowe massmedia bezkrytycznie powtarzają policyjną wersję, że jakoby doszło do zamieszek, podczas których zatrzymano 184 osoby, w tym 156 obywateli polskich i około 24 obywateli rosyjskich(****). Tak więc wśród aresztowanych, tak zwani „Polacy” stanowią 84, 78%, a tak zwani Rosjanie 13,04%. Wśród zatrzymanych jest też podobno jakiś Węgier. Na pewno Państwo pamiętają, że ilekroć w minionych latach mówiono o afgańskich terrorystach, zawsze pojawiał się „czeczeński slad”. Potem czeczeński ślad znikał, ale smród pozostawał; teraz to samo spotyka Węgrów.

W każdym razie zgodnie z demokratyczną arytmetyką winę ponoszą ci chuligani, których zatrzymano więcej (dziwnie blisko 85%). W tym wypadku przewaga jest tak wyraźna, że werdykt powinien być jednoznaczny: „polscy naziści” (którzy w czasie II wojny światowej namówili poczciwych i Bogu ducha winnych Niemców do mordowania Żydów, a potem sami ukryli się pod kryptonimem szmalcowników) zaatakowali lewicowych demokratów z Rosji. A że lewica i demokracja to wartości ogólnoświatowe, zatem „Polacy” zaatakowali świat i dążą do wywołania III wojny światowej.

Nie koniec jednak na tym. Na codzień może to skutkować różnymi dolegliwościami. Po tej aferze, wędrujący po Polsce koczownicy będą praktycznie nietykalni, niczym dyplomaci. Każdy z nich będzie rosyjskim ambasadorem. Jeśli kiedykolwiek dojdzie do jakichś bójek z Polakami (na przykład na bazarach), policja będzie najpierw przykładnie lać i aresztować Polaków, natomiast Rosjan będzie odgradzać kordonem i odprowadzać w bezpieczne miejsce, żeby im nikt nie zrobił krzywdy. Bo wszak nie wolno bić lewicowych demokratów i krzywdzić światowej demokracji.

Trzeba przyznac, że przed „zwykłymi ruskimi” otwierają się zgoła niezwykłe perspektywy i awans do korpusu dyplomatycznego. U siebie w kraju nie wolno im nawet pisnąć, ale u nas wreszcie zaznają prawdziwej wolności. Polska to przecież wolny kraj. Będą mogli robić co dusza zapragnie: rabować, gwałcić, mordować pod ochroną immunitetu przynajmniej dopóty, dopóki i tu nie zawita oficjalna rosyjska administracja. Wtedy czar swobody pryśnie i przeniosą się gdzieś dalej, na kolejne Słobody.

To w największym skrócie czarny scenariusz i spodziewany przez Moskwę wynik operacji „Ambasador”. Czy rzeczywiście taki ma ona kryptonim tego nie wiem, ale jeśli operacja się powiedzie, korzyści odniesie na pewno rosyjska dyplomacja, która prowadzi zawsze „wojnę o pokój”. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że Putin z Moskwy nie wyjedzie na żaden mecz rosyjskiej reprezentacji – jak na razie w domu dosyć ma kłopotów. I oby tak dalej.

A tak na marginesie: Pani Kazia słusznie zauważyła, że dzień 12 czerwca to nasze zapomniane święto. Bo to jest święto wszystkich Polaków, Litwinów, Białorusinów, Ukraińców, Łotyszy, Estończyków i wszelkich innych nacji I Rzeczypospolitej. W nocy z 12 na 13 czerwca 1611 roku król Zygmunt III Waza odzyskał dla Rzeczypospolitej Smoleńsk. Tak, więc, Panie Premierze, w pełni popieram pański apel – nie gniewajmy się na ten dzień, ani na żaden inny. Nigdy nie wiadomo komu, kiedy i gdzie przyjdzie świętować zwycięstwo.

Jakub Brodacki

Otagowany .Dodaj do zakładek permalink.

Komentarze są wyłączone.