Mitteleuropa. Zła macocha Intermarium.

Ostatnio ślęczę nad mapami dawnego powiatu starodebskiego, postanowiłem więc urozmaicić sobie doznania intelektualne i sięgnąłem po dzieło Janusza Pajewskiego pt. „Mitteleuropa”. Studia z dziejów imperializmu niemieckiego w dobie pierwszej wojny światowej (Instytut Zachodni, Poznań 1959).

Przestroga! Dzieła naukawe PRL-u mają to do siebie, że wstęp i podsumowanie stoją zazwyczaj w rażącej sprzeczności z wywodami samego autora. Środowiskowa autocenzura nakazywała bowiem zaprzeczać zdrowemu rozsądkowi i logice, okraszając dzieło „walką klas”, „imperializmem” i cytatami z klasyków lumpenproletariatu. Dzieł naukawych PRL-u nie wolno zatem czytać pobieżnie, ograniczając się tylko do wstępu i zakończenia, gdyż prowadzi to do wniosków błędnych a wręcz bliskich obłędowi.

W skrócie mówiąc: w zakończeniu dzieła Pajewski dowodzi, że Mitteleuropa była projektem zaplanowanym i z żelazną konsekwencją realizowanym przez niemiecki imperializm w celu osłabienia niemieckiego ruchu robotniczego. Tymczasem z wszystkich przytoczonych przez autora faktów wynika niezbicie, że koncepcja Mitteleuropy rodziła się pod wpływem chwili, nigdy nie miała ustalonej postaci, a Niemcy nie mieli żadnej z góry przyjętej koncepcji zagospodarowania Europy Środkowej i Wschodniej. Koncepcja ta zmieniała się z roku na rok, pomysły pojawiały się jak króliki z kapelusza zależnie od okoliczności, chodziło zaś o doraźne zaspokojenie i zaopatrzenie głodujących Niemiec w żywność, czyli zwyczajny rabunek surowców pod hasłami niepodległości Polski, Litwy, Kurlandii czy Ukrainy. Przy czym od samego początku Niemcy wcale nie chcieli podbijać tych terytoriów, stało się tak na skutek konieczności operacyjnej, nie zaś z góry przyjętej strategii. Oczywiście apetyt rósł w miarę jedzenia i balon niemieckiego ego nadymał się coraz bardziej, by pęknąć – jak wiemy – w starciu z rewolucją oraz nacjonalizmami narodów Intermarium.

Mitteleuropa przed I wojną światową

W latach 70. XIX wieku Niemcy planowali zawrzeć z Austro-Węgrami unię celną. Chciał tego niemiecki przemysł, który już wtedy uzależnił się od eksportu i szukał dla siebie łatwych rynków zbytu. Koszty pracy w Niemczech były wyższe, niż w Anglii, przeto o konkurencji na morzach nie było co marzyć. Pozostawała więc ekspansja na południowy wschód. W zamian Węgry miały zaopatrywać Niemcy w tanie zboże, jednak sprzeciwiali się temu junkrzy pruscy, którzy siłą rzeczy musieliby na tym bardzo stracić. A ponieważ junkrzy byli ostoją monarchii niemieckiej, projekt utknął w martwym punkcie.

W latach 80. XIX wieku Niemcy coraz bardziej dostrzegali, że trudno im będzie doszlusować do peletonu prawdziwych imperiów światowych bez własnych kolonii. Stany Zjednoczone coraz mocniej sadowiły się na obu kontynentach amerykańskich, Wielka Brytania była u szczytu swojej potęgi, Rosja była największym państwem na świecie. Nawet przed Francuzami i Chińczykami stały lepsze perspektywy, niż przed Niemcami. Do podobnych wniosków powoli zaczęli dojrzewać Austriacy. Już w latach 90. planowali oni zawiązanie związku gospodarczego Niemiec, Austro-Węgier, państw bałkańskich (Serbii, Bułgarii i Rumunii) i Turcji. W projektach tych pod koniec stulecia Niemcy szli jeszcze dalej, projektując związek obejmujący także państwa skandynawskie, Belgię i Szwajcarię. W ten sposób pod przewodem Niemiec zjednoczyłoby się 170 milionów ludzi przeciw 108 milionom Amerykanów, 105 milionom Rosjan i 313 milionom Brytyjczyków. Już wtedy za najniebezpieczniejszego przeciwnika czy też konkurenta uznano Stany Zjednoczone. Planowano ekspansję przez Austrię, Turcję aż na Bliski Wschód, sięgając Zatoki Perskiej, przewidywano nieuchronny konflikt z Rosją i sojusz z Anglią. Wtedy to dopiero zaczęto snuć projekty zagarnięcia również ziem zachodnich Imperium Rosyjskiego na potrzeby niemieckiego osadnictwa, dla zaspokojenia głodu ziemi.

Problem główny: co z tą Polską?

Planów tych nie snuto jednak zbyt konsekwentnie, gdyż wybuch Wojny Światowej postawił taką alternatywę: skupić wysiłek wojenny na Francji, czy na Rosji? Wszystkie więc dotychczasowe koncepcje runęły. Od tej pory głównym wrogiem Niemiec miała być Anglia oraz Francja, nie Rosja. Minister spraw wewnętrznych Fryderyk Wilhelm von Loebell był przekonany, że Niemcy muszą przede wszystkim przejąć okręgi węglowe i żelazne we Francji, położone blisko granicy. Można oczekiwać drobnych korekt granicznych na granicy wschodniej na korzyść Prus. Nie wolno natomiast dopuścić do odbudowy państwa polskiego, gdyż Polska będzie się skłaniała ku Rosji. Podobnie niekorzystna byłaby unia odrodzonej Polski z Austrią, gdyż Austria stałaby się wtedy państwem prawie całkowicie słowiańskim, a jej interesy byłyby odległe od niemieckich. Należy dążyć do pokoju odrębnego z Rosją.

Część polityków niemieckich chciała realizować program rozbicia Rosji, wręcz odrzucenia jej do granic sprzed panowania Piotra I. Zdobyte obszary miały być zasiedlone przez osadników Niemieckich, a ludność miejscowa miała stanowić rezerwuar taniej siły roboczej. Jednakże w owym czasie nie istniał w Niemczech głód ziemi. Od 30 lat Niemcy już nie emigrowali za chlebem, przeciwnie, co roku ponad milion robotników przybywał do Niemiec z zagranicy, w znacznej mierze z Polski. Były to więc tylko hasła i nie myślano wcale o ich realizacji.

W 1915 roku po raz pierwszy pojawiły się głosy sympatii do Polaków i sprawy polskiej, gdyż 5 sierpnia zdobyta została Warszawa, a 18 września – Wilno. Trzeba było jakoś odnieść się do sprawy polskiej, czego unikano najdłużej jak się tylko da. Początkowo głos sympatii wobec Polski wygłosił jeszcze w marcu socjaldemokrata Jerzy Ledebour, jednakże jego wystąpienie przerywały śmiechy posłów z prawej strony Reichstagu. Jednak okupacja niemiecka nie spotykała się bynajmniej z oznakami sympatii wśród Polaków. Kanclerz Bethman-Hollweg stwierdził trzeźwo:

Naturalnych sympatii spotkaliśmy niewiele – Niemiec nie ma ani skłonności, ani zdolności, aby stać się lubianym – blokada nieprzyjacielska zmuszała nas do gnębienia także i Polski rekwizycjami różnego rodzaju…Ostatecznie trzeba było, aby Polacy wiedzieli, czy stale uważać ich będziemy za wrogów… Najznośniejszym dla nas wyjściem z sytuacji byłaby Polska niezależna, ale tak ściśle z nami związana, że utrzymując z Niemcami ożywione stosunki gospodarcze nie byłaby dla nas niebezpiecznym sąsiadem…”.

Publicyści niemieccy snuli rozważania nad reaktywowaniem unii sasko-polskiej, czyli swoistego „stowarzyszenia” Królestwa Polskiego z Rzeszą Niemiecką, jednak bez pełnoprawnego członkostwa. Inni dopuszczali powołanie takiego państwa tylko przy jednoczesnej likwidacji żywiołu polskiego w zaborze pruskim. Max Weber postulował, aby na obszarze odrodzonych państewek polskiego, małoruskiego (ukraińskiego), litewskiego i łotewskiego mocarstwa centralne miały własne fortece i strategiczne linie kolejowe. Adalbert Bezzenberger wykluczał możliwość odnowienia unii polsko-litewskiej; na obszarze dawnej RP miało powstać kilka państw odrębnych. Przeciwnie Jerzy Gothein – dopuszczał powołanie państwa polsko-litewsko-kurlandzkiego, składającego się z trzech odrębnych prowincji, na czele którego miał stać monarcha. Inni niepokoili się znowuż ewentualnym przyłączeniem Polski do Austro-Węgier.

Nauman i jego Mitteeuropa

W październiku niemieccy katolicy z południa zasugerowali utworzenie buforowego państwa polskiego pomiędzy Niemcami a Rosją. W tymże miesiącu ukazała się praca protestanckiego pastora Fryderyka Naumana pt. Mitteleuropa. W kolejnych latach miała ona jeszcze dwa wydania, co świadczy o tym, że koncepcja cieszyła się dużym zainteresowaniem. Już zimą 1914/1915 Nauman doszedł do wniosku, że wojna skończy się bez zwycięzców i bez zwyciężonych. Niemcy zajęli wprawdzie rozległe ziemie francuskie, belgijskie i rosyjskie, jednak Ententa zajęła niemieckie kolonie. Nauman uważał, że należy zrezygnować z programu kolonialnego i skoncentrować się na budowaniu kontynentalnego związku Niemiec z Austro-Węgrami po to, by przyciągnąć doń kolejne państwa. Potencjalny obszar Mitteleuropy obejmował terytorium między Morzem Północnym, Bałtykiem i Adriatykiem. Ponieważ istniał zakaz debatowania o celach wojennych, Nauman nie mówił wprost o tym, że do związku powinna należeć także Polska, jednakże nadmieniał tajemniczo: „bardzo być może, iż wskrzeszenie Polski będzie najsilniejszym bodźcem do utworzenia >Mitteleuropy<”. Nauman zdaje sobie sprawę, że Niemcy nie mają siły atrakcyjnej dla Polaków; szanse zjednoczenia upatrywał natomiast w czymś, co nazywał „narodem gospodarczym” (das mitteleuropäische Wirtschaftvolk). Chodziło o to, że niemiecki „typ gospodarczy” miał w przyszłości zapanować w Mitteleuropie i przesądzić o jej charakterze. Miała to być państwowa gospodarka planowa, wszystkie gospodarki państw związkowych miały być jej podporządkowane, choć ich formalna suwerenność miała być zachowana. Mitteleuropa miała być więc czymś w rodzaju „nadpaństwa” (Oberstaat). Dzisiejszemu czytelnikowi może się zdawać, że Nauman planował coś, co sumować miało nieistniejące jeszcze doświadczenia Niemiec hitlerowskich i UE. W rzeczywistości jednak projekt Naumana miał oparcie w doświadczeniach Rzeszy Niemieckiej. Jak pisał Ryszard Hennig, ustrój Rzeszy ma dodatnie właściwości, zapewniając narodowi niemieckiemu jedność i siłę, nie naruszając jednak w niczym jego tradycji i właściwości partykularnych. Ustrój Rzeszy po raz pierwszy w dziejach miał jakoby realizować zasadę, że można kierować, nie panując (Führung ohne Herrschaft). W ramach Mitteleuropy Niemcy miały być jedynie pierwszym spośród równych.

Program Mitteleuropy był programem poważnym, lecz zgłoszonym zbyt późno, jako doraźna odpowiedź na pasmo sukcesów operacyjnych na froncie wschodnim; inni autorzy i politycy nie snuli wizji aż tak daleko idących. Generalnie rzecz biorąc każdy z niemieckich wizjonerów zmagał się i potykał o podstawowy problem: jak uchronić ziemie zaboru pruskiego przed polonizacją i rewindykacją ze strony odrodzonej Polski? Żaden z autorów nie znajdował dobrej odpowiedzi na to pytanie. Szukano pretekstu do gospodarczej eksploatacji Intermarium i do pozyskania rekruta. Ponieważ nikt tutaj Niemców nie lubił, starano się kupić przychylność poprzez reaktywowanie państwa polskiego. To z kolei otwierało znów problem Polaków w Wielkopolsce – i tak bez końca. W tym świetle śmieszyć musi stwierdzenie konserwatysty Adolfa Grabowsky’ego, że Polacy odznaczają się „niejasnością w rozumowaniu, łatwowiernością i brakiem politycznego rozsądku”. Prawda była wręcz przeciwna. To Niemieccy publicyści i politycy tkwili w błędnym kole własnych urojeń i projekcji rzucanych na sąsiada, którego znali równie słabo, jak dzisiejsi Polacy Ukrainę. Przeczuwano, że odrodzenie Polski jest nieuchronne, jednak umysł niemiecki wzdrygał się przed tą myślą jak diabeł przed wodą święconą. Naiwnie zakładano, że Niemcy mają przewagę nad Polakami, jednak po cichu obawiano się, że tak nie jest – bano się tylko do tego przyznać. W niemieckim parlamencie krążył złośliwy dowcip: „Kto przegra wojnę, otrzyma Polskę”.

Akt 5 listopada

W tych warunkach ogłoszono pod koniec 1916 roku desperacki manifest cesarzy Niemiec i Austrii, tzw. Akt 5 listopada, proklamujący Królestwo Polskie niezależne od Rosji, z nieokreślonymi granicami. Mentalnie Niemcy już ogłosiły kapitulację. Wkrótce stawkę podbiła Rada Delegatów Robotniczych i Żołnierskich w Petersburgu, ogłaszają 27 marca 1917 roku, że „Polska ma prawo do całkowitej niepodległości pod względem państwowomiędzynarodowym”. Rosyjski rząd tymczasowy uściślił to stanowisko, mówiąc o tym, że państwo polskie ma powstać „ze wszystkich ziem zaludnionych w większości przez naród polski”. W elitach niemieckich zapanowała rozterka i niepokój, zdawano sobie bowiem sprawę, że nie będzie już tak łatwo uzależnić Polski od Niemiec. Nikt nie miał jednak dobrego pomysłu co robić dalej. Zanikł zapał do pozyskania polskiego rekruta, nasiliły się lęki (skądinąd słuszne), że żołnierz polski może się obrócić przeciw Niemcom.

Nauman w dalszym ciągu był entuzjastą. Uważał, że Królestwo Kongresowe należy ściśle połączyć z Rzeszą. Co prawda sympatii Polaków nie budził „wysoki idealizm” administracji niemieckiej, która jakoby tak bardzo przyczyniła się do podniesienia poziomu życia w Królestwie, a zwłaszcza w dziedzinie higieny i komunikacji, ale trzeba pamiętać, że i w Niemczech nie cieszył się popularnością zarząd francuski w Nadrenii w latach 1806-1812, choć zdziałał dla kraju wiele dobrego. Jednak jego „życzliwy” stosunek do Polaków pozostawał w mniejszości. Wpływowa większość zażądała odwołania Aktu 5 listopada.

Ukraina, Litwa i Państwo Kawalerów Mieczowych

Jakob Schaffner postulował w marcu 1917 roku, by „narody zachodniorosyjskie” zostały wyzwolone z „systemu atlantycko-moskiewskiego” (czyli sojuszu angielsko-rosyjskiego). Z Polakami Niemcom nie szło, płonne nadzieje budziła natomiast Ukraina. Zapowiadała się kolejna ofensywa niemiecka na wschodzie, gdy w listopadzie władzę w Rosji przejęli bolszewicy. Dwa tygodnie później komisarz ludowy Krylenko zaproponował Niemcom bezzwłoczne rokowania o pokój, którą to propozycję Niemcy ochoczo przyjęli…

Podpisanie rozejmu nastąpiło 15 grudnia, a 3 marca 1918 roku podpisano w Brześciu z bolszewikami pokój. Nie oznaczało to jednak rezygnacji z planów zajęcia Ukrainy. Równolegle z bolszewikami, Niemcy negocjowali bowiem z przedstawicielami Centralnej Rady Ukraińskiej, która co prawda nie władała obszarem Ukrainy, ale dawała istotny pretekst do kolejnej inwazji, która stopniowo rozlewała się na obszarze wschodniego Intermarium. 18 lutego wojska Niemieckie uderzyły na Białoruś, a armia imperialna poszła w rozsypkę. Psków znalazł się pod niemiecką okupacją, zajęto także Mohylew. Druga ofensywa poszła na Ukrainę i 2 marca Niemcy wkroczyli do Kijowa, wyzwalając go z rąk bolszewickich. W kwietniu byli już w Charkowie, a 28 kwietnia Niemcy i Austriacy zajęli Łuhańsk. W maju Krym i Rostów były już niemieckie. Mimo że w marcu w traktacie brzeskim ustalono odpowiednią linię demarkacyjną, Niemcy nie zamierzali jej wcale przestrzegać i przesunęli swój stan posiadania daleko na wschód.

W traktacie z de facto nie istniejącym państwem ukraińskim ustalono, że Zbrucz pozostanie granicą pomiędzy Austro-Węgrami a Ukrainą, za to do państwa ukraińskiego ma być przyłączona Ziemia Chełmska i część Podlasia, w zamian Ukraińcy mieli dostarczyć państwom centralnym żywność. Jak widać projekt Mitteleuropy nigdy nie był brany zupełnie poważnie. Tak jak poprzednio chodziło o łudzenie miejscowej ludności wizją świetlanej przyszłości, chodziło zaś głównie o rabunek. W kraju panował jednak chaos i anarchia. Nie wiedziano w jaki sposób wydobyć od chłopów żywność. Pojawiły się dzikie pomysły, by traktować ich nieomal jak amerykańskich Indian lub Chińczyków, to znaczy zachęcać do sprzedaży zboża w zamian za wódkę i opium. W teorii zwyciężył zdrowy rozsądek i okupanci zaczęli zachęcać dawnych właścicieli ziemskich do powrotu. Z wyegzekwowaniem tego postulatu był jednak kłopot. Siły okupacyjne były zbyt szczupłe, aby zapewnić ziemianom bezpieczeństwo; w terenie działała partyzantka. Ustalono zatem, że ziemię ma prawo uprawiać ten, kto ją aktualnie zasiał. Gdyby chłop nie zdołał obrobić ziemi, którą zajął, miała ona wrócić w posiadanie ziemianina. Następnie Niemcy przy pomocy generała Pawła Skoropadskiego obalili Centralną Radę i ustanowili go hetmanem Ukrainy.

Kolejnym zwariowanym pomysłem niemieckim był projekt ustanowienia na Krymie i na Taurydzie niemieckiego państewka kolonialnego, może nawet z niemieckim książęciem na tronie. Ludność mieli zapewnić niemieccy koloniści z Rosji południowej. Sewastopol miał być bazą niemieckiej floty wojennej. Ukraina miała być niemieckim pomostem do Azji, z pominięciem drogi przez Austro-Węgry. Projekt Mitteleuropy przybrał więc kształt zupełnie karykaturalny. Bez Polski nie miał szans powodzenia, ale niemieccy fantaści nie ustawali w produkowaniu coraz to nowych wizji.

Te projekty i działania przyniosły gorzkie rozczarowania. Niewiele tylko żywności udało się wywieźć z Ukrainy, na której rosła w siłę partyzantka. Lepiej szło Niemcom na Litwie, gdzie Taryba ogłosiła niepodległość, i w Kurlandii, gdzie rada krajowa w Mitawie uchwaliła przyłączenie kraju do Rzeszy. 12 kwietnia w Rydze zebrały się zjednoczone rady krajowe Inflant, Estonii, Rygi i Ozylii i jednomyślnie uchwaliły, by prosić cesarza niemieckiego o wzięcie ich pod ochronę wojskową. Wyraziły też życzenie, by Kurlandia, Inflanty i Estonia oraz wyspy w Zatoce Ryskiej utworzyły jednolitą monarchię konstytucyjną z królem pruskim jako władcą. Również w kwietniu wojska niemieckie dokonały desantu w Hangö, w południowej Finlandii i wdarły się do Helsinek.

Śmierć Mitteleuropy

Następnym krokiem miało być obalenie rządów bolszewickich w Rosji, jednakże Niemcy ciągle się wahali, próbując nawiązać z bolszewikami taktyczną współpracę. Oficjalnie już w kwietniu doszło do wymiany przedstawicielstw dyplomatycznych – na dawnej carskiej ambasadzie w Berlinie zawisła czerwona flaga z sierpem i młotem. W sierpniu bolszewicy za cenę 6 miliardów marek uzyskali od Niemców kolejne potwierdzenie legalności swej władzy – zawarto dodatkowe układy niemiecko-rosyjskie. Był to jednak ostatni „sukces” niemiecki, gdyż w sierpniu wojna na froncie zachodnim była już przegrana. 3 września ambasada sowiecka powiadomiła niemiecki Urząd Spraw Zagranicznych, że Rosja uznaje za nieważne i wypowiada wszystkich 13 traktatów (1772, 1793, 1795, 1796, 1797, 1815, 1817, 1823, 1833) zawartych przez dawne cesarstwo rosyjskie z królestwem pruskim i cesarstwem austriackim w sprawie podziałów Polski. Traktaty rozbiorowe Rosja wypowiedziała jako sprzeczne z zasadą samostanowienia narodów i prawem narodu polskiego do niepodległości.

Zła macocha umarła. Następowała pauza strategiczna dla Międzymorza, które przez kilka lat próbowało wyrwać się z obcej przemocy i częściowo odniosło sukces.

* * *

Lektura dzieła Pajewskiego narzuca krytyczną refleksję, na ile nasze plany Intermarium są własnym pomysłem, a na ile nieudolnym kopiowaniem pomysłów Niemiec. Wyświetla nam także możliwe zagrożenia dla Intermarium. Rozważmy to w punktach:

1. Idea „primus inter pares” – Polski jako państwa wiodącego w Intermarium, swoistego princepsa, wydaje się być lustrzanym odbiciem pomysłów niemieckich. Różnica polega na tym, że Polska jest państwem znacznie słabszym od Niemiec, przeto przez długi czas jeszcze nie będzie zdolna do gospodarczego zdominowania Intermarium, przynajmniej w wersji najszerszej (ABC).

2. Przewaga kulturowa – ta myśl nieustannie towarzyszy polskim nacjonalistom w stosunku do Białorusinów i Ukraińców. Przypomina ona stosunek Niemców do Turków, którzy wg niemieckich koncepcji też mieli wejść w skład Mitteleuropy. Walther Reinhardt pisał, że „Niemiec, który w misji urzędowej przybywa na wschód, uważa się początkowo za rodzaj półboga. >W niczym nie możecie być dla mnie wzorem<, to jego stała reservatio mentalis. Półbożek ku swemu wielkiemu zdziwieniu spotyka się z bardzo zimnym przyjęciem, przeżywa jedno rozczarowanie po drugim, oburzony odsuwa się od tych, w których chciał widzieć swych przyjaciół i stara się o odwołanie do ojczyzny”. Podobnie nietaktowne podejście Polaków wobec naszych najbliższych wschodnich sąsiadów może całkowicie zniweczyć ideę Intermarium. Nie chodzi tu tylko o grubiaństwo, lecz także o niezdolność do uczenia się od tych, których uważa się za gorszych i „młodszych”. Idąc na wschód Polacy zawsze muszą się liczyć z tym, że konieczne będzie przyswojenie wielu elementów kultury wschodniej, a to dla wielu naszych rodaków jest wprost nie do przyjęcia.

3. Nieufność wobec Polaków i ich „spisków” – podsycana przez Rosję jest i będzie stale obecna, szczególnie wśród elit rządzących Ukrainą i Białorusią. Jeśli rzeczywiście kultura polska jest w naturalny sposób atrakcyjna przede wszystkim dla Ukraińców i Białorusinów, to elity tych krajów będą odbierać Polskę jako zagrożenie wręcz egzystencjalne. Tylko zagrożenie rosyjskie będzie skłaniać wszystkich przyszłych „poroszenków” i „łukaszenków” do szukania pomocy w Polsce. To oznacza, że Polska jako lider regionalny musiałaby w znacznej mierze wyrzec się marzeń o gospodarczej eksploatacji Intermarium, gdyż taka polityka byłaby finalnie samobójcza. Powstaje więc od razu pytanie: jakie korzyści miałby więc polski biznes i polskie banki z Intermarium, przy założeniu, że politykę wobec regionu prowadzi się w sposób etycznie odpowiedzialny?

Wszystko to skłania mnie do przyjęcia tytułowego założenia, że Mitteleuropa to jak najgorszy wzorzec i trzeba się go z całą starannością wystrzegać. Jaka droga jest właściwa, to już inny temat, który moim zdaniem prawidłowo nakreślił Marek Chodakiewicz w pracy, która omawiałem poprzednio. Nie tylko jednak on prezentuje trzeźwe spojrzenie na ideę Intermarium. Koncepcje uzupełniające, pochodzące z różnych środowisk światopoglądowych i politycznych, spróbuję omówić już niedługo.

Jakub Brodacki

Otagowany .Dodaj do zakładek permalink.

Komentarze są wyłączone.