Między 4 czerwca a 11 listopada…

…pamiętajmy jednak o dniu 13 czerwca – rocznicy radosnej i ciągle aktualnej.

Narodowe Odrodzenie Polski – organizacja, którą zapamiętałem w roku 1999, gdy zorganizowałem pod ambasadą rosyjską skromną, kilkunastoosobową pikietę przeciw najazdowi wojsk rosyjskich na Czeczenię. Zjawiła się wtedy grupka ludzi o wyglądzie skinheadów, którzy zaczęli wykrzykiwać panslawistyczne hasła.

Dzisiaj młodzi ludzie o wyglądzie skinheadów (nazywa się ich „kibicami”) organizują antykomunistyczne demonstracje podczas wykładu Zygmunta Baumana we Wrocławiu. Okrzyki „Norymberga dla komuny”, „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”, „Dutkiewicz kogo zapraszasz” przypomniały mi czasy, gdy Liga Republikańska i NZS organizowały w latach 90. antykomunistyczne heppeningi i demonstracje. Chodziłem na te pochody bardzo chętnie i chętnie zdzierałem gardło. W Lidze dominowali byli działacze NZS oraz harcerze ZHR, nie zaś „łysi”. Działacze Ligi reprezentowali całą paletę poglądów: od konserwatywnych poprzez centrowe i chrześcijańsko-narodowe aż do socjalistycznych. Łączyło ich jednak wspólne obrzydzenie wobec postkomunistycznej rzeczywistości i wszechobecnego kłamstwa. Mimo wielkiej przewagi medialnej obozu postkomunistycznego nie udało się zepchnąć ani Ligi, ani NZS-u do narożnika „nacjonalizm = faszyzm”.

Obserwujemy więc obecnie wielką operację medialną, mającą już na zawsze zepchnąć wszystko co polskie, patriotyczne oraz konserwatywne i narodowe do tego właśnie narożnika: „nacjonalizm = faszyzm”. Operacji tej sprzyjają między innymi dwa procesy: wzrost nacjonalizmów w Unii Europejskiej (wywołany nieostrożną i zbyt pośpieszną akcją unifikacyjną euroentuzjastów) oraz załamanie morale części prawicy po katastrofie smoleńskiej. Najczęściej formułowanymi zarzutami wobec Prawa i Sprawiedliwości jest po pierwsze udział w „Republice Okrągłego Stołu”, po drugie – „łże-prawicowość” (socjalizm, rzekome związki z tzw. „NWO”), po trzecie – nieszczery patriotyzm (traktat lizboński). Za hasłami tymi kryją się trzy światopoglądy, które ciągle czują się zdradzone i oszukane, tzn. patriotyzm, prawicowy integryzm, oraz (paradoksalnie) – rusofilstwo. Tym sposobem idee, które w istocie są wobec siebie sprzeczne, w demagogiczny sposób wspólnie podmywają zaufanie do jedynej partii, w której realnie można jeszcze pokładać jakie takie nadzieje.

Kolejnym zjawiskiem, które układ postkomunistyczny chce wykorzystać przeciw prawicy, jest konflikt pokoleń („młodzi ideowcy” kontra „zepsuci staruszkowie”) oraz konflikt „klasowy”. Ten ostatni jest trudny do uchwycenia i generalizacji. Nie można zakładać, że w Ruchu Narodowym są wyłącznie „prowincjusze”, a w Prawie i Sprawiedliwości wyłącznie „warszawka” (czy raczej jej prawicowe alter ego). Ale coś jest na rzeczy. Robotnicy kontra inteligencja? „Polacy” kontra „Przechrzty”? „Chamy” kontra „Żydy”? W czasach PRL-u takie prowokowane konflikty opisuje się kolejnymi, mniej lub bardziej krwawymi datami. Czy i teraz kolejny rok przejdzie do historii II PRL jako rok kolejnej krwawej prowokacji?

Narastającym problemem jest też konflikt symboliczny. Dzień Niepodległości coraz częściej kojarzony jest z nacjonalizmem, a „nacjonalizm = faszyzm”. Dzień, który powinien nas wszystkich łączyć, staje się własnością Ruchu Narodowego i nieformalnej partii prezydenckiej. Pojawia się więc nowe święto – 4 czerwca – jako dzień bardziej uniwersalistycznego i pojemnego pojęcia Wolności. Prawo i Sprawiedliwość ma z tym nielichy problem, bo w końcu pojęcie Niepodległości mieści się w ogólniejszym pojęciu Wolności. Podgryzane z jednej strony przez Ruch Narodowy i oskarżane o fałszywy patriotyzm, jest z drugiej strony bombardowane medialną propagandą oskarżającą PiS o „nacjonalizm = faszyzm”.

Niedawno kolega z prowincji (takiej, jak moja) napisał do mnie list. Szczegółów nie podaję, gdyż nie wiem, czy by sobie tego życzył, ale ogólnie chodziło o to, że jako lokalny pasjonat historii czynił długotrwałe starania w celu upamiętnienia słynnej potyczki z Niemcami pewnego partyzanckiego oddziału. Udało mu się przekonać do tej inicjatywy jakieś towarzystwo przyjaciół ziemi takiej czy owakiej i jej prezeskę. Towarzystwo zdobyło pieniądze i ufundowało pomnik. I wszystko byłoby wspaniale, gdyby nie to, że w rok po odsłonięciu pomnika prezeska towarzystwa zorganizowała pod nim… I Rocznicę Upamiętnienia Potyczki!

Rocznica Upamiętnienia Potyczki to oczywiście doskonały pomysł na rozreklamowanie własnej organizacji. Partyzanci się nie liczą, liczy się organizacja, bo organizacja, Proszę Państwa, stawia pomniki (to się chyba nazywa „nowa świecka tradycja”). Można więc pod pomnikiem urządzić grilla, ognisko i upiec kiełbaski. Co więcej, tak się dziwnie złożyło, że Rocznica Upamiętnienia Potyczki przypada akurat 2 czerwca. Otóż biorąc pod uwagę to co się ostatnio dzieje wokół dnia 11 listopada i dnia 4 czerwca, pozwalam sobie wyrazić przypuszczenie, że łatwiej jest otrzymać dotacje od gminy czy powiatu na Rocznicę Upamiętnienia Potyczki przypadającą blisko 4 czerwca, niż na Rocznicę Samej Potyczki. Obojętne czy Rocznica Samej Potyczki przypada w czerwcu, czy w listopadzie – nieodmiennie kojarzyć się musi z Niepodległością, a Niepodległość to przecież „nacjonalizm = faszyzm”.

Istnieje jeszcze jeden proces, który odbywa się na naszych oczach, ale nie wszyscy go dostrzegamy. Problemem jest fałszywa partyjność. Gdy w latach 90. krystalizowały się większe obozy polityczne, politycy uznawani za „solidarnościowych” stawali w szranki wyborcze z funkcjonariuszami partii totalitarnej. To sprawiło, że miejsce lewicy zajęła „łże-lewica”, która z polską lewicą nie miała i nie ma nic wspólnego. Obecnie układ postkomunistyczny zmierza do tego, aby prawdziwą polską prawicę również zastąpić swoją „łże-prawicą”. Nie jest to proces łatwy, ani do końca przewidywalny, ale układ spodziewa się, że w najgorszym razie akcja ta przynajmniej odbierze PiS-owi kilka procent prawicowych wyborców i pozbawi go legitymacji dla przeprowadzenia sanacji państwa polskiego.

Ponieważ procesy te odbywają się głównie w naszych głowach i są wzmacniane przez massmedia, nasuwa się wniosek, że dzień 11 listopada prawdopodobnie nie jest najlepszą datą do świętowania dla polskiej prawicy. Znane hasło „Nie palmy komitetów, zakładajmy własne” sparafrazowałbym jako: „nie walczmy na stare symbole, kreujmy nowe”. Narzuca to nam rzeczywistość medialna. W przyszłym roku pamiętajmy o innym, niemniej patriotycznym, radosnym i ciągle aktualnym święcie – 13 czerwca. 13 czerwca 1611 roku był dniem powrotu Wolności na ziemie zawłaszczone przez tyranię.

Pamiętajmy więc o 13 czerwca jako o Dniu Powrotu Smoleńska do Obszaru Wolności! A przy okazji nie zapominajmy o ofiarach stalinowskiego ludobójstwa w ramach „operacji polskiej NKWD”. Oraz – oczywiście – o zamachu smoleńskim 10 kwietnia 2010 roku.

Jakub Brodacki

Otagowany .Dodaj do zakładek permalink.

Komentarze są wyłączone.