Kocie łby

Inny świat Herlinga-Grudzińskiego. Oto pierwsze skojarzenie podczas lektury Listów z Rosji Markiza de Custine’a. Co gorsza, nie jest to tylko moje skojarzenie. George Kennan stwierdził wprost: „nawet jeżeli przyjmiemy, że książka Custine’a nie była zbyt dobrą książką o Rosji w roku 1839, pozostaje niepokojący fakt, że była książką znakomitą, chyba najlepszą ze wszystkich jakie napisano, o Rosji Stalina, a także książką zupełnie niezłą o Rosji Breżniewa i Kosygina”.

(blog-n-roll.pl, 4.08.2016)

A więc prorok! Uchwycił istotę rzeczy, choć popełnił wiele – jak wytykali mu rosyjscy krytycy w jego epoce – „błędów” faktograficznych, a nawet „oszczerstw”. To dla mnie wskazówka, aby nie przejmować się opiniami naszych „konserwatystów”. Jedno jest pewne – błądzą ci, którzy sądzą, że Rosja carska była jakościowo różna od Rosji sowieckiej. Bolszewicy powiedzieli: „my zrobimy to lepiej”. I udało się. Rurykowicze i Romanowowie byli za kiepscy. Bolszewicy zrealizowali zamiar diabła w sposób bliski doskonałości.

Do dzisiaj jakoś omijała mnie lektura Listów de Custine’a. Może to i dobrze, bo warto chłonąć to dzieło krytycznym umysłem. Przez cały czas towarzyszy mi wrażenie, że de Custine gra emocjami czytelnika – może tego nauczył się w Rosji? Kokieteryjnie stwierdza, że celem jego podróży było poszukiwanie argumentów przeciwko rządom reprezentacyjnym, jednak od początku wyczuwa się ukrytą tezę wprost przeciwną, której całe dzieło jest podporządkowane. Sam przecież przyznaje: „niewiele zobaczyłem, lecz wiele odgadłem”.

Jeszcze przed zaokrętowaniem się na statek płynący do Petersburga de Custine niby to przypadkiem spotyka karczmarza, który tłumaczy mu, że Rosjanie mają dwie twarze: wesołą, gdy opuszczają swój kraj, i smutną, gdy do niego wracają. Tu trzeba jeszcze dodać, że ponure te twarze srożą się jeszcze bardziej, gdy wygłaszają pogróżki na forum międzynarodowym, lecz rozweselają, gdy gardło ich wchłonie butelkowego ducha. Ale ten fakt znany jest nam dzisiaj – a czy znany był w wieku XIX? Być może więc powtarzając do znudzenia te same refleksje, choć w różnej formie, francuski gaduła próbuje przełamać nasze opory i ugruntować wnioski. Stary, schorowany Rosjanin, książę K, uświadamia nas więc o tym, że z chwilą opuszczenia Rosji Rosjanie stają się kosmopolitami. Bo też na obszarze światowym tak wypada i jest to lepiej przyjmowane, a przecież Rosja chce być dosłownie: imperium światowym. Dowiadujemy się, że Rosja jest naturalnym sojusznikiem wszelkich antyklerykałów, gdyż z zasady jest antykatolicka. Rosja pogardza honorem; jeśli Rosjanie bohatersko walczą na wojnie, to nie dla osobistego honoru, lecz z poczucia obowiązku. Wreszcie już na samym początku de Custine prorokuje nadchodzący upadek… Unii Europejskiej! Trzymajcie się mocno fotela, bo zacytuję dosłownie:

Kiedy nasza kosmopolityczna demokracja rodząc swe ostatnie owoce zohydzi wojnę licznym ludom; kiedy narody rzekomo najbardziej cywilizowane na ziemi przestaną wreszcie szarpać sobie nerwy w politycznej rozpuście; kiedy upadając coraz niżej popadną w sen wewnątrz i w pogardę na zewnątrz, a wszelki związek z tymi społeczeństwami pogrążonymi w egoizmie zostanie uznany za niemożliwy, wówczas śluzy Północy znów otworzą się ku nam, wówczas doznamy ostatniej inwazji, już nie ze strony ciemnych barbarzyńców, lecz mistrzów przebiegłych, roztropnych, bardziej doświadczonych niż my, bo się nauczą z naszych własnych nadużyć, jak można i jak trzeba nami rządzić”.

Słowa te dopiero w roku 2016 stają się w pełni zrozumiałe i aktualne. I jeszcze to:

Na próżno wtedy przerażona równość wezwie starą arystokrację na ratunek wolności: broń chwycona za późno, dźwigana przez ręce za długo bezczynne, będzie bezsilna. Społeczeństwo zginie, bo zaufało słowom pozbawionym sensu lub sprzecznym – a wówczas zwodnicze echa opinii, dzienniki, chcąc za wszelką cenę utrzymać czytelników, popchną do przewrotu, choćby po to, by mieć coś do opowiadania jeszcze przez miesiąc – zabiją społeczeństwo, żeby żywić się jego trupem”.

Szczera prawda o wieku XXI.

Jednak to nie koniec (nie)przyjemnych niespodzianek w tej relacji z podróży po Rosji Putina. 10 lipca… 2016 roku de Custine zastanawia się, po co Rosji flota, skoro jest państwem kontynentalnym. Przecież w pobliżu Petersburga morze nadaje się do żeglugi tylko trzy miesiące w roku. Najwyraźniej de Custine nie przewidział rosyjskiej inwazji na Syrię, do czego flota okazała się niezbędna.

Ponieważ Rosja jest państwem urzędniczym, de Custine wiele uwagi poświęca opisowi działania rosyjskiej administracji. Jest ona mianowicie drobiazgowa i sumienna. Rewizje przeprowadzane przez celników trwają wiele godzin, cudzoziemiec brany jest na spytki wiele razy przez kolejnych urzędników, którzy ponawiają znów rewizje, jak gdyby zapominając o tym, że poprzednia grupa celników już je przeprowadziła. Tu de Custine’a zawodzi wyobraźnia, sądzi po prostu, że „w rosyjskiej administracji drobiazgowość nie wyklucza nieładu”. Nie dostrzega jednak – lub nie chce widzieć – tego, że ów nieład jest pozorny. Pisanie życiorysów – jednego po drugim – i szukanie dziury w całym – to przecież ulubiona taktyka rosyjskich śledczych. Dostrzega natomiast – choć nie wprost – że taka drobiazgowość to rodzaj rabowania podróżnych. Nie pisze jednak wprost o łapówkach – dlaczego? Nie rozumie też, czemu celnicy w Kronsztadzie zabierają mu zegar ścienny, ale może my już to wiemy i Putin – wielki kolekcjoner zegarków – też to wie.

Potem opisy Petersburga i jego mieszkańców – przepyszne. De Custine postrzega to miasto jako gigantyczną i kosztowną makietę zbudowaną głównie po to, by Rosjanie uczyli się europejskich manier w swoistym Matrixie, gdzie wszystko przypomina Europę, ale nią nie jest, to bowiem byłoby zbyt niebezpieczne dla ich wiary w Rosję. Społeczeństwo Petersburga jest zmilitaryzowane i szykuje się do wojny; musi więc dobrze poznać przeciwnika w swoistym laboratorium, nie tracąc jednak swego patriotyzmu. Nowa stolica jest więc położona tak daleko na północy jak to tylko możliwe, aby udowodnić Rosjanom, że to jednak nie jest Europa… Tutaj mrozy straszliwe niszczą budynki tak bardzo, że co roku trzeba je odnawiać. W tym punkcie naszła mnie refleksja, czy zobaczę kiedyś ruiny Petersburga i ciekawość, jak one będą wyglądały…

Mimo że Rosjanie podzieleni na klasy są społeczeństwem skrajnie shierarchizowanym, wszyscy są też równi wobec cesarza, który zastępuje im Boga. Przyjmując na audiencji chłopów, cesarz wymierza w ten sposób policzek arystokracji, co nie przeszkadza ludziom z klas wyższych bić i znęcać się nad ludźmi z klas niższych. Zsyłka na Syberię osób ze ścisłej elity to inny przykład tej „równości”, a raczej urawniłowki.

Każdy wypadek uważany tu jest za sprawę państwową. Wszystko ma być przypudrowane. Śmierć zgwałconej dziewczyny jest przez policję petersburską starannie skrywana, by nie psuła wrażenia porządku. Najważniejsze, by władza miała dobre samopoczucie. Ujawnienie tego mordu naraziłoby policję na zarzut, że działa nieskutecznie i spotkałyby policjantów za to surowe kary – a tego przecież chcą uniknąć. Dlatego w państwie rosyjskim przestępczość „nie istnieje”. Co więcej jednak, na zwłokach można przecież dobrze zarobić. Za kilka rubli policjanci sprzedają je do prosektorium. Nie dość zatem, że unikają kary, to jeszcze na tym zarabiają. Przypomina się handel zwłokami podczas ostatniej wojny czeczeńskiej, notorycznie uprawiany przez oficerów rosyjskiej armii…

Scena bójki pomiędzy marynarzami i interwencja policji przypomina wprost sceny z sowieckich łagrów. Równość, która nie prowadzi do demokracji, lecz do urawniłowki, zbydlęcenia. Awans, który w hierarchii zdobywa się nie poprzez zasługi, lecz poprzez intrygi. Permanentna inwigilacja; cudzoziemiec nie może tu niczego obejrzeć bez ugrzecznionego przewodnika. Grzeczność, która jest pozorem grzeczności, podstępem.

Brak nauki religii, który prowadzi do powstawania sekt o wyraźnym zabarwieniu komunistycznym (kolektywizacja kobiet). Sekty te są starannie ukrywane, a gdy już nie można im zaradzić – wszystkich sekciarzy zsyła się na Syberię. Ludzie, którzy ośmielają się dostrzegać wybawienie dla Rosji w katolicyźmie zostają uznani za szaleńców i poddani pod opiekę lekarzy, w wyniku której po trzech latach wpadają w obłęd.

Największą przyjemność lud znajduje w pijaństwie, dzięki któremu może zapomnieć i marzyć. Winę za wszelkie trudności ponoszą oczywiście Polacy, bo to oni właśnie podburzają poczciwy lud rosyjski do buntów… Kraj, w którym ludzie nigdy nie zachowują się naturalnie.

Ale są oczywiście „inni Rosjanie”, bardziej naturalni. Zawstydzeni uciskiem twardego ustroju, szukają wolności w obliczu wroga – udają się na wojnę na Kaukaz, by „odpocząć od jarzma dźwiganego u siebie”. Szkoda tylko, że wtedy Czeczeni i inne ludy Kaukazu nie mogą odpocząć od jarzma, które przychodzi z Północy!

Zesłańcy francuscy, którzy uwolnieni z Syberii nawet we Francji boją się głośno mówić o tym, co ich spotkało. De Custine konstatuje: „jestem bardzo szczęśliwy, że spędziłem w Rosji tylko parę miesięcy, bo spostrzegam, że ludzie najszczersi, umysły najbardziej niezależne, po spędzeniu wielu lat w tym osobliwym kraju myślą przez całą resztę życia, że jeszcze tam są, albo że są narażeni na powrót tam”. I na to wszystko Rosjanie odpowiedzą przewrotnie: „Trzy miesiące podróży, niewiele zobaczył”. Zostałby tam minimum dwa lata i wróciłby Rosjaninem. We francuskim przebraniu.

Obserwacje de Custine’a są dalekie od powierzchowności. Doświadczenie rewolucji we Francji każe mu się zastanawiać, czy rewolucja nie jest równie tyrańska w Paryżu, jak samowładztwo w Petersburgu. Do tego punktu pozostaje więc naiwnym konserwatystą, idealną wprost ofiarą rosyjskiej propagandy. Zaraz jednak robi istotne zastrzeżenie: „We Francji rewolucyjna tyrania jest złem przejściowym, w Rosji tyrania despotyzmu jest permanentną Rewolucją”. To przecież opis państwa bolszewickiego! Wyobraź sobie namiętności republikańskie (gdyż raz jeszcze powtarzam, za panowanie cesarza Rosji panuje fikcyjna równość) kipiące w ciszy despotyzmu. Jest to straszliwa kombinacja, zwłaszcza z powodu przyszłości, jaką wróży światu. Rosja jest kotłem wrzącej wody, dokładnie zamkniętym, lecz umieszczonym na coraz silniejszym ogniu: istnieje obawa eksplozji”.

Wspomina nasz francuski gaduła, że mapy rosyjskiego sztabu generalnego są najdokładniejsze i najbardziej szczegółowe na świecie. Jako że mam okazję pracować z tymi mapami, potwierdzam, że istotnie są dosyć dobre. Z tym tylko, że i tu zaznacza się idiotyzm tyranii, swoisty rosyjski „porządek”. Ilustracją jest fragment większej całości – arkusz mapy trójwiorstowej, obejmującej większość terenów zabranych Rzeczypospolitej (i nie tylko). W każdym normalnym kraju byłby on upstrzony rzekami, pagórkami, napisami. W Rosji akurat ten arkusz jest niemal pusty. I mylił by się ten, kto by sądził, że puste miejsce zawiera jakieś niezwykłe tajemnice – te mapy i tak były utajnione, a baz atomowych jeszcze wtedy nie było. Nie: znakomitym kartografom najwyraźniej kazano zrobić mapę określonego terytorium i nic więcej. Rozkaz ślepo wykonali, bo rozkazy się wykonuje. Zrobić coś lepiej, niż każe władza? O, nie! To może sprowadzić kłopoty…

Najzabawniejsze są jednak refleksje de Custine’a dotyczące stanu rosyjskich bruków i dróg. Pomstuje tu nad tym rodzajem bruku, który w Polsce nazywamy kocimi łbami. Na kocich łbach pojazdy trzęsą się jak galareta, a osie pękają. Nie rozumie tego i na pierwszy rzut oka można na tym poprzestać. Ale przecież po chwili namysłu sprawa jest zupełnie jasna. Jeśli czytelnik miał w ręku kamień zwany kocim łbem, łatwo zauważy, że jest on zwykle ścięty u dołu. Chodzi o to, by stabilnie leżał w gruncie. Nie jest to byle jaka robota; większość dróg pokrytych kocimi łbami jest nadal w dobrym stanie (jechałem taką drogą kilkukilometrowym odcinkiem na Podlasiu). Kluczowe pytanie: skoro rzemieślnik zadał sobie trud ociosania kamienia tak, by nie zapadał się w gruncie, to czemu nie ociosał go również od góry, by droga była bardziej równa? Odpowiedź nasuwa się sama: bo to nie jest droga dla cywilów. To jest droga dla żołnierzy. Nawet jeśli podkowy będą się łamały u końskich nóg, wojsko zawsze ma kowala i innych rzemieślników, którzy wszystko naprawią. Najważniejsze, by armaty nie utonęły w błocie. Nic innego się nie liczy.

Jakub Brodacki

Aurea dicta Markiza de Custine’a

Rosja to kraj, gdzie można robić największe rzeczy dla najmniejszego rezultatu”.

Nie mówię, że ich system polityczny nie wytwarza nic dobrego, mówię tylko, że to, co wytwarza, za drogo kosztuje”

O Rosjanach wielkich i małych można powiedzieć, że są pijani niewolą”.

Zamiłowanie do rewii jest w Rosji po prostu maniackie”.

Dla Rosjan nazwy są wszystkim”.

Mam wrażenie, jakby cień śmierci unosił się nad tą częścią kuli ziemskiej”.

Ludzie w Rosji milczą, kamienie natomiast mówią i to w rozpaczliwy sposób”.

To człowiek szczery – myślą Rosjanie – a więc może być niebezpieczny”.

I coś jeszcze dla naszych blogowych antysemitów:

Potrzeba trzech Żydów, żeby oszukać jednego Rosjanina”.

Jeden Rosjanin może zwieść trzech Żydów”.

(te dwa ostatnie dicta są przypisywane carowi Piotrowi).

Otagowany .Dodaj do zakładek permalink.

Komentarze są wyłączone.