Kilka wskazówek dla opozycji

Gdybym miał napisać program dla opozycji, rozpisałbym go na lata. Obecna opozycja jest rozbita, skłócona i impotentna intelektualnie. Lata ścisłej zależności od obcej „inteligencji” i obcych pieniędzy wypróżniły mózgi mainstreamowych (j)elit. Poza paradami równości (j)elita ma niewiele do zaproponowania wyborcom w Polsce i tak będzie dopóty, dopóki nie stworzy programu, który miałby choć kilka elementów korespondujących z rzeczywistymi potrzebami.  Nie pomoże też małpowanie obozu rządzącego.

(blog-n-roll.pl, 21.08.2016)
Chciałbym jednak udzielić opozycji kilka wskazówek, pokazać kilka nisz, w których szeroko rozumiana prawica porusza się jak pijany we mgle.
Pierwszą niszą jest oczywiście Ukraina. Tę niszę opozycja od dawna próbuje wypełnić, ale robi to jak zwykle – czyli byle jak i po sowiecku. Są granty, są pieniądze, to powołuje się jakieś tam instytucje niby-to-proukraińskie w rodzaju „Ukraińskiego Świata” w Warszawie, ale robi się to głównie dla swoich, nie przyciąga się ludzi o bardziej konserwatywnym usposobieniu. Bujak coś tam plótł swego czasu o udzieleniu pomocy wojskowej Ukrainie i takie tam ecie-pecie. Nie ma żadnej próby realnego doinformowania polskiego obywatela co się właściwie na Ukrainie dzieje, a przydałoby się, bo osób znających rosyjski jest mało, a ukraiński – jeszcze mniej (w końcu po co prawicowiec ma się uczyć języka banderowców, lepiej zostawić to księdzu Isakowiczowi-Zaleskiemu). Lepiej, żeby obywatel „za dużo nie wiedział”, bo jak będzie wiedział zbyt wiele, to na ogół wyłowi te informacje, które potwierdzają jego „święte przekonanie” o żydo-banderowcach czających się na każdym kroku. Więc lepiej już, żeby nie wiedział nic, a wielcy tego świata niech urządzą Ukrainę po swojemu. W końcu taka Merkel czy taki Hollande jest mądrzejszy od przeciętnego Polaka…

Druga nisza, którą opozycja mogłaby wprost fantastycznie wypełnić, to szeroko rozumiany świat islamu. Ale znowu: polityczna poprawność każe lewicowym idiotom skupiać się na problemie uchodźców, podczas gdy kluczem do serc jest zawsze i przede wszystkim doinformowanie obywateli o tym co naprawdę się dzieje w Syrii. Prawicowe media epatują prawicową publiczność opisami niekończącej się serii zamachów i molestowania seksualnego w Niemczech i Francji, podczas gdy zdecydowanie więcej jest zamachów i więcej ludzi ginie w świecie islamskim. Świat ten nie jest tak jednorodny, jak się na ogół wydaje. Muzułmanie w Aleppo błogosławią Allacha, że zrzucił z nich jarzmo ISIS, golą przymusowo zapuszczane brody, kobiety zrzucają burki – taką relację przekazał mi muzułmanin, stale obserwujący te wydarzenia. Czy tak jest naprawdę tego nie wiem, ale chciałbym się dowiedzieć. Jak mógłbym porównać dostępne informacje? Chyba tylko nauczywszy się Arabskiego, Perskiego i kilku innych języków. Niestety nie mam na to żadnych szans. I ty też, prawicowcu, nie masz skąd czerpać informacji.

Gdy etno-nacjonalistyczna ideologia i historiozofia Konecznego zastępuje rzetelną informację, w mózgu każdego człowieka, pojawiają się „białe plamy” i stajemy się ciemni, nieświadomi, podatni na manipulacje. To dotyczy oczywiście w jeszcze większym stopniu szeroko rozumianej opozycji, ale prawica mogłaby od siebie więcej wymagać. Ponieważ to właśnie szeroko rozumiana prawica w Polsce ma jako jedyna napęd i energię do tworzenia samodzielnej i niepodległej Polski. Niestety bez rzetelnych informacji, jej szanse na sukces maleją. Każdy prawicowy rząd staje się automatycznie zakładnikiem wyborców, których jedynym źródłem wiedzy jest ideologia, nie informacja.

Opozycja mogłaby wręcz skompromitować prawicowe umysły i prawicowy sposób myślenia, gdyby podjęła trud rzetelnego informowania obywatela w tych dziedzinach, w których prawicowe myślenie jest zwyczajnie nieprawdziwe, oparte niemal wyłącznie o ideologię i wybiórcze fakty do niej pasujące. Fałsz prawicowego myślenia ujawnia na przykład program Jana Pospieszalskiego z udziałem szerokiej publiczności, w tym także muzułmanów (dostępny tutaj). Niby zachowując zasadę proporcji i równości szans w debacie, Pospieszalski tradycyjnie ustawił przeciwników do kąta. Co więcej, sprowadził na debatę wręcz wymarzone kozły ofiarne, na przykład głupiutką muzułmankę (zapewne wahabitkę), okutaną od stóp do głów i mającą obawy przed podaniem ręki prowadzącemu. Chwilami odnosiłem wrażenie, że Pospieszalski chce cały problem sprowadzić po prostu do emocjonalnego sporu religijno-cywilizacyjnego, gdzie Civitas Christiana walczy z napaścią Cywilizacji Islamu. Myślę, że tak zwane „niuanse” (czytaj: fakty z codziennego życia ludzi na Bliskim Wschodzie) nie są dla niego w ogóle istotne, skoro Koneczny i tak wszystko już dawno rozstrzygnął.

Opozycja mogłaby wiele zyskać, ale tego nie zrobi, gdyż nie jest autentyczna. Nie po to mataczyli w sprawie Smoleńska, żeby kogokolwiek o czymkolwiek informować. Prawica mogłaby wiedzieć więcej, ale będzie wiedzieć mniej, więc sukcesy będzie odnosić mniejsze. Kwadratura koła, z której wyjścia jak na razie nie widzę.

Jakub Brodacki

Otagowany .Dodaj do zakładek permalink.

Komentarze są wyłączone.