Dzień z życia gladiatora

Aby pokonać „pogańskich” herosów potrzebna jest kanonada satyryczna.

(opublikowane 28.12.2011 na niepoprawnych)

Parlamentaryzmem interesuję się nie od dziś; dlatego chcąc wiedzieć co dzieje się w naszym Sejmie, poświęciłem kilka godzin na analizę gry parlamentarnej, toczącej się pierwszego dnia obrad – 8 listopada – na podstawie zapisu dostępnego na stronie obradysejmu.pl. W czasach staropolskich pierwszy dzień obrad pokazywał często pod jakim znakiem upłynie całe sejmowanie; dzisiaj pierwszy dzień obrad definiuje raczej pierwsze trzy-cztery miesiące kadencji, stąd warto zapoznać się z jego przebiegiem. Do analizy załączam na koniec noworoczne życzenia dla posłów Prawa i Sprawiedliwości.

Słyszałem, że te dwa miesiące temu tematyka obrad zdominowana została przez żądanie Janusza Palikota usunięcia krzyża z sali plenarnej (27.10). Po obejrzeniu archiwalnego nagrania stwierdziłem, że rzeczywistość jest bardziej przygnębiająca. Przebieg obrad utwierdził mnie w przekonaniu, że Sejm odgrywa rolę cyrku gladiatorów, a wyborcy sprowadzeni są do roli żądnych krwi obywateli rzymskich zasiadających na trybunach w koloseum. Ponieważ mainstreamowe media bezczelnie nazywają ten cyrk demokracją – i to bez żadnych cudzysłowów – ja również pozwolę sobie całkiem serio i bez cudzysłowu nazwać ten cyrk demokracją totalitarną. Pojęcie to zdefiniowałem kilka miesięcy temu przy innej okazji (tutaj); ogólnie rzecz biorąc sprowadza się ono do tego, że środowiska władzy udostępniają obywatelom starannie wyselekcjonowane i kontrolowane narzędzia, przy użyciu których pozwalają obywatelom uczestniczyć w sukcesach władzy (nigdy w porażkach) oraz aktywnie angażować emocje w niszczeniu przeciwników politycznych, szczególnie zaś posłów Prawa i Sprawiedliwości.

Tyle ogólna definicja – w szczegółach zapewne za chwilę poróżnię się z czytelnikami. Albowiem sądzę, że sprawa katastrofy smoleńskiej to sprawa pierwszorzędnej wagi dla państwa, natomiast sprawa krzyża – to otwarcie walk gladiatorów na arenie cyrkowej. Jak to stwierdziła pani Kwaśniewska po obejrzeniu filmu Quo vadis: szczególnie poruszyły ją sceny „pożerania chrześcijan przez lwów”. Otóż te sceny oczami pani Kwaśniewskiej zobaczyłem również 8.11.2012.

Do rzeczy. Obrady w formie na ogół kulturalnej, choć nieco nieporadnej, prowadził marszałek-senior Zych. Mówię „nieporadnej”, gdyż jak się zdaje nie był on przyzwyczajony do nowej formy polskiego parlamentaryzmu, w ramach której likwiduje się wszelkie zwyczaje parlamentarne, ograniczając postępowanie wyłącznie do norm zapisanych w regulaminie Sejmu. Nawet jeśli weźmie się pod uwagę praktykę parlamentarną Zycha w czasach Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej…

Pierwsze posiedzenie Sejmu poprzedziła seria prowokacji. Palikot zażądał usunięcia krzyża. Marszałek Schetyna unieważnił mandaty dwóm posłom PiS: Dariuszowi Barskiemu i Bogdanowi Świączkowskiemu. Szczytem lekceważenia wobec izby był fakt, że po raz pierwszy w historii III RP ustępujący premier rządu Donald Tusk złożył dymisję w formie pisemnej, a nie ustnej, co choć zgodne z literą prawa, łamało dotychczas obowiązujący zwyczaj. Sprawę tę wytknął premierowi poseł Iwiński z SLD. Nie przeszkodziło to posłom SLD głosować za kandydaturą Ewy Kopacz (PO) na marszałka Sejmu.

Wystąpienie posła Iwińskiego i buńczuczne wystąpienie posła Kalisza ośmieliły Ludwika Dorna do sprawdzenia, czy zgłoszona kandydatura Ewy Kopacz na marszałka Sejmu ma stabilną większość parlamentarną, a gdyby ten test okazał się dla niej pomyślny – zadania jej serii trudnych pytań. Dorn stwierdził, że koalicja wokół kandydatury Kopacz jest niepewna, wobec tego unieważnienie mandatów dwóch posłów PiS-u może być zrozumiane jako próba manipulowania wynikiem głosowania. Złożył wniosek o przerwę w obradach aż do czasu rozstrzygnięcia sprawy przez sąd najwyższy. Wniosek przepadł przytłaczającą większością głosów, co oznaczało, że wybór Ewy Kopacz jest już pewny. Nie dziwi zatem, że pytania do tej kandydatki zadawali wyłącznie posłowie PiS. Ale wcześniejsze wystąpienia posłów Iwińskiego i Kalisza powinny były uzmysłowić posłom prawicowej opozycji, że gra jest rozpisana na role i trzeba być ostrożnym.

Prezentacji kandydatki dokonał Sławomir Nowak, który przedstawił ją jako anioła w ludzkiej skórze i podkreślił, że jej istotnym walorem jest płeć, gdyż będzie to pierwsza w historii Sejmu marszałek-kobieta. Kandydata PiS, Marka Kuchcińskiego również w samych superlatywach przedstawił Mariusz Błaszczak. Następnie Ludwik Dorn zwrócił uwagę, że w wystąpieniu posła Nowaka jedyną zaletą Ewy Kopacz jest jej płeć, na co Janusz Palikot zaczął ze swej ławy poselskiej protestować przeciwko jak to określił „szowinistycznemu wystąpieniu” i „kabaretowi narodowo-katolickiemu”. Dorn przypomniał, że Ewa Kopacz nazwała posłów opozycji „hienami cmentarnymi”, co nie ułatwi odbudowania komunikacji między rządem a opozycją i między różnymi klubami parlamentu w czasie najbardziej dramatycznej kadencji parlamentu. Ostrzegł posłów lewicy, aby głosując teraz na Ewę Kopacz, w przyszłości nie żalili się z tego powodu. Inni posłowie PiS zarzucili Ewie Kopacz dezinformowanie krewnych ofiar tragedii smoleńskiej i opinii publicznej w sprawie przebiegu sekcji zwłok oraz szereg innych nieprawidłowości. Wśród tych wystąpień bez wątpienia wyróżniało się wystąpienie posła-debiutanta Andrzeja Dudy (godz. 13:40), który zwrócił Ewie Kopacz uwagę, że „ciała, które były przekazywane rodzinom do identyfikacji w początkowej fazie były w ogóle nieumyte. I dlatego ta identyfikacja tak trudno szła”. W odpowiedzi głos zabrał tylko Sławomir Nowak (PO), który oskarżył posłów PiS o czarną niewdzięczność wobec Ewy Kopacz, która w trudnych chwilach okazała tyle dobra rodzinom ofiar tragedii smoleńskiej i zaapelował: „proszę was, nie żerujcie więcej na tej tragedii. Proszę, pozwólcie odejść zmarłym i pozwólcie żyć żywym”. (godz. 13:58). Ewa Kopacz – mimo wołania opozycji – nie ustosunkowała się do żadnego z zadanych jej pytań. W wyniku głosowania przytłaczającą większością głosów Ewa Kopacz została marszałkiem Sejmu.

Po przerwie Sejm uchwalił, że wicemarszałków będzie pięciu – gdyż tyle partii wyborcy wybrali do parlamentu. Marszałek Kopacz ogłosiła przerwę. Po przerwie zgłoszono pięciu kandydatów na wicemarszałków: Cezarego Grabarczyka, Eugeniusza Grzeszczaka, Wandę Nowicką (prezentował ją poseł-debiutant Robert Biedroń), Marka Kuchcińskiego i Jerzego Wenderlicha. Artur Górski przypomniał o sprawie sądowej między Joanną Najfeld a Wandą Nowicką. Stwierdził, że Nowicka jest na liście płac przemysłu aborcyjnego. Jan Dziedziczak (PiS) przypomniał wypowiedź Nowickiej, że „kto nie był komunistą za młodu, ten nie będzie przyzwoitym człowiekiem”. W odpowiedzi o godz. 17:02 wystąpił znów Robert Biedroń. Jego wystąpienie wywoływało salwy śmiechu po prawej stronie sali, szczególnie, gdy zarzucił posłom PiS-u, że są „źle wyedukowani seksualnie”. Wyniki głosowania: Cezary Grabarczyk (za 445, przeciw 3, wstrzymało się 6), Eugeniusz Grzeszczak (454-0-0), Marek Kuchciński (439-2-14), Wanda Nowicka (192-178-77), Jerzy Wenderlich (436-3-12). Nowicka nie została wybrana (większość bezwzględna wynosiła 224 głosy). Ogłoszono przerwę.

No i w tym momencie otworzyła mi się w mózgu pewna ukryta klapka i zacząłem się zastanawiać jak ja postąpiłbym na miejscu posłów prawicowej opozycji w tej sytuacji. Zacznijmy od tego, że wszystkich czterech wicemarszałków wybrano niemal jednogłośnie. To bardzo ważny element budowania ich autorytetu. Piątego wicemarszałka nie wybrano. Wybór był następujący: można było zgłosić własnego kandydata (bez szans), kandydata niby nie-własnego, ale własnego (też bez szans) albo zaproponować którejś z pozostałych partii wytypowanie kompromisowego kandydata; ewentualnie samemu go wskazać. Rozmowy z Palikotem były nie tyle wykluczone, ile po prostu zbyt ryzykowne. Rozmowy z SLD nie miały sensu, bo mieli już swojego wicemarszałka. Ze względu na stosunkowo kulturalne prowadzenie obrad przez seniora Zycha, można było uczynić gest w stronę PSL. Można też było spróbować negocjacji z Platformą, żeby sama wyznaczyła jakiegoś znośnego kandydata, który uzyskałby jednogłośne poparcie. Gdyby Platforma odmówiła, można było całą sprawę obrócić w satyrę i zgłosić, dajmy na to, Jarosława Gowina lub Grzegorza Schetynę. I tak by odmówili, ale satyra jest zawsze lepszym mieczem bezsilnych, niż gniew. Mogłaby z tego powstać jeszcze i taka korzyść, że wskazano by w Platformie ewentualną linię przyszłego rozłamu.

Niestety wybrano wariant najgorszy z możliwych. Gdy o godzinie 18:30 wznowiono obrady, marszałek Kopacz ogłosiła, że na konwencie seniorów zaproponowała dodatkowe głosowanie nad wyborem piątego wicemarszałka, usłyszała jednak sprzeciw (czyżby Solidarnej Polski?) i wobec tego poddaje swój wniosek pod głosowanie. W wyniku głosowania Sejm zgodził się na wybór piątego wicemarszałka. Postawiono dwie kandydatury: Beaty Kempy i Wandy Nowickiej. Janusz Palikot (19:18) uprzejmie poprosił Sejm o poparcie kandydatury Nowickiej. Zaznaczył, że w rodzinie Nowickiej również byli ludzie, którzy zginęli w Katyniu (!!!). Posłowie opozycji żądali od obojga kandydatek jasnego ustosunkowania się do sprawy krzyża sejmowego – ma wisieć, czy nie? Andrzej Romanek (Solidarna Polska, 19:21) przypomniał, że Palikot żądał usunięcia krzyża, a teraz prosi o poparcie – co za przewrotność. Arkadiusz Mularczyk (Solidarna Polska, 19:22) zaznaczył, że krzyż sejmowy pochodzi od ks. Jerzego Popiełuszki. Anna Zalewska (PiS, 19:24) przypomniała posłom PO, że przysięgając dodawali „tak mi dopomóż Bóg”. Zbigniew Girzyński (PiS, 19:25) przypomniał Palikotowi, że blokował kandydaturę Antoniego Macierewicza do komisji ds. służb, co uderzało w autonomiczne prawa klubów (zwyczaj polegający na zachowaniu proporcji liczebnych – parytetów klubowych – w obsadzaniu różnych stanowisk i ciał parlamentarnych). Posłowie opozycji zażądali, aby Wanda Nowicka udzieliła odpowiedzi na pytania. Nowicka odmówiła, Kempa (19:29) w emocjonalnym wystąpieniu zadeklarowała, że jest za krzyżem i jest za wartościami chrześcijańskimi, za religią w szkołach i tradycyjnym modelem polskiej rodziny. „Czy krzyż pochodzący od matki bł. księdza Jerzego Popiełuszki ma wisieć w tym miejscu, czy nie: decydujcie!”.

Posłowie Platformy bezzwłocznie odpowiedzieli na ten apel. W wyniku głosowania Nowicka uzyskała 243 głosy, Kempa 154. Nowicka uzyskała wymaganą większość, choć nie uzyskała autorytetu pozostałych wicemarszałków.

Przyznam szczerze, że ręce mi opadły. Zwróćmy uwagę: w pierwszym głosowaniu nad kandydaturą Nowickiej, znacząca część posłów (zapewne PO i PSL) wstrzymała się od głosu, a część wręcz głosowała przeciwko jej kandydaturze. Sądzę, że ci posłowie chcieli pokazać swoim wyborcom (tym obywatelom rzymskim przed srebrnym ekranem), że są przeciwnikami nie tyle aborcji i ateizmu, ile przede wszystkim tak zwanych „skrajności”. Jeśli chciało się prawidłowo rozegrać cyrkowe przedstawienie, należało na gwałt zmontować z nich koalicję wokół jakiegoś kandydata z PO lub PSL. A co zrobiono? Wypuszczono na arenę Beatę Kempę.

Może się mylę. Może postawa części posłów PO i PSL była tylko jakąś pułapką, zastawioną na opozycję, by „wyżebrać” sobie drugiego wicemarszałka. Jeśli nawet – to można było – w drodze satyry – wykazać tę grę i wskazać wspomnianych wyżej niepoważnych kandydatów: Gowina i Schetynę. Ale lepiej pójść na łatwiznę i szukać taniej popularności wśród części wyborców, którzy na prawicę głosowali, głosują i będą głosować. „Ale im powiedziała” – mogli powiedzieć ci wyborcy zaciskający pięści przed srebrnym ekranem. A co pomyślała większość obywateli rzymskich? „Ta głupia prawica nigdy się niczego nie nauczy”.

Targają mną tutaj sprzeczne uczucia. Jako polityczny kibic miewam ochotę, aby zagrzewać swoich „gladiatorów” do walki. Krzyż, który dla Chrześcijan jest znakiem męki i zmartwychwstania, znakiem najwyższego poświęcenia dla dobra ludzi, dla mnie jest także częścią polskiej tradycji, nie jedyną, nie najważniejszą, ale istotną. Za tym znakiem idzie między innymi taka ważna polska wartość, jak dążenie do dobra wspólnego. Z tym krzyżem przodkowie nasi żyli i umierali, a więc niezależnie od tego, jaki jest mój prywatny stosunek do Chrześcijaństwa, mam świadomość, że ci przodkowie ciągle żyją wśród nas i należy ich szanować. W przeciwieństwie do posła Sławomira Nowaka uważam, że zmarli mogą odejść i spać w spokoju tylko wtedy, gdy żywi ich szanują. W przeciwnym wypadku Katyń będzie cykliczną zmorą, która stanie także przy łóżku Sławomira Nowaka i Wandy Nowickiej.

Z drugiej strony istnieje niebezpieczeństwo, że konkret, jakim jest katastrofa smoleńska, zostanie przesłonięty cyrkiem gladiatorów, w którym krzyż sejmowy  będzie sprowadzony do roli cyrkowego rekwizytu, zarówno w rękach Palikota i jego kompanii, jak i najbardziej prawicowej części polskiej prawicy. Pamiętajmy, że cyrk to nie jest demokracja. Na tej arenie nikt nie sprawdza prawdziwości intencji i uczuć, na tej scenie kreuje się mitologicznych herosów i morduje „chrześcijan pożeranych przez lwów” – że znów odwołam się do klasyka gatunku, pani Kwaśniewskiej.

Co zatem warto zrobić? Potrzebujemy kanonady satyrycznej, by wykazać co warci są „pogańscy” herosi. Tego humoru (choćby przez łzy) życzę przede wszystkim sobie, nam wszystkim i naszym uczciwym „gladiatorom” z Prawa i Sprawiedliwości – oby w Nowym Roku 2012 ostatecznie i w każdym calu ośmieszyli rządy „koalicji smoleńskiej”, obnażyli w imponderabiliach, ale i w najdrobniejszych szczegółach wszystkie ich niegodziwości i manipulacje, doprowadzając do bezapelacyjnej kompromitacji. Bo od tego jest już prosta droga do wymierzenia sprawiedliwej kary.

Jakub Brodacki

Otagowany .Dodaj do zakładek permalink.

Komentarze są wyłączone.