Druga twarz dobrej zmiany

Żałuję naprawdę, że ten człowiek tak późno wszedł do naszego życia politycznego, bo właśnie takich parlamentarzystów, jak on, było do tej pory w Sejmie tyle, co Prezesa kot napłakał. Nie dziwię się jednocześnie, że z łez kota nie wypłynął do tej pory Kornel Morawiecki, gdyż jego poglądy są całkowicie inne, niż poglądy liderów Prawa i Sprawiedliwości. Odbiegają one także od poglądów ruchu narodowego czy Pawła Kukiza. Mam nadzieję, że pojawienie się Kornela Morawieckiego w polskim parlamencie jest ważnym sygnałem owej dobrej zmiany dla Polski i piszę to jako wierny wyborca Prawa i Sprawiedliwości od chwili powołania tej partii do życia.

(blog-n-roll.pl, 13.11.2015)

Mówiąc wprost, Kornel Morawiecki prezentuje dawno wymarły w polskim życiu politycznym gatunek polityka sarmackiego, człowieka o dużym poziomie dobrej woli i niezależności. Spełnia on wręcz idealnie przekonania polityków sarmackich o tym, jak powinien wyglądać parlament. W wywiadzie udzielonym Katarzynie Gujskiej-Hejke już od pierwszych słów Kornel Morawiecki podkreśla zasadę dobrej woli i podkreśla to w sposób niedwuznacznie szczery i spontaniczny. A jest to wręcz podstawowa wartość sarmackiej Rzeczypospolitej z okresu jej świetności. Ujawnia się też jako zwolennik czegoś w rodzaju krajowej ordynacji preferencyjnej – jeśli dobrze rozumiem jego ciekawy, acz niestety przerwany przez dziennikarkę wywód o najlepszym sposobie wybierania posłów na Sejm.

Również poglądy Kornela Morawieckiego na kwestie dyscypliny partyjnej całkowicie odbiegają od obowiązującego od lat światopoglądu, w tym także od przekonań Jarosława Kaczyńskiego w tym zakresie. Kornel Morawiecki stwierdza niedwuznacznie, że „dyscyplina partyjna… jest niezgodna z konstytucją. Bo konstytucja mówi, że poseł jest reprezentantem Narodu i ma słuchać swojego sumienia w tym, co jest dobre dla Polski, a nie żadnych korzyści swoich grupowych, swojego przyjaciela, czy swojego lidera. Tak nie powinno być. To jest jakieś nieporozumienie…”. Pogląd ten idealnie wręcz odzwierciedla niechęć sarmackich statystów do wszelakich partii i podziałów w parlamencie. Panująca podczas obrad niezgoda, rozróżnienie miała poprzez szereg debat i rytuałów parlamentarnych doprowadzić do wspólnej konkluzji, nie zaś do mechanicznego przegłosowania oponentów.

Naturalnie zdajemy sobie sprawę, że nigdy ten ideał nie został w staropolskim parlamencie spełniony. Roiło się tam od rozmaitych grup interesów, magnackich fakcji mniejszych lub większych, a ideowy ruch egzekucyjny był w historii sarmackiego Sejmu zjawiskiem wręcz wyjątkowym. Niemniej jednak niepisane zasady ustrojowe nie legalizowały tego zjawiska i było ono spychane na margines życia politycznego; tolerowane, lecz nielubiane. Z drugiej zaś strony posłowie otrzymywali przecież instrukcje od swoich wyborców – rzecz często podkreślana przez zwolenników Ruchu Kukiza. Staropolscy politycy byli wbrew pozorom realistami, nie idealistami. Zdawali sobie sprawę, że posłowie muszą reprezentować konkretnych wyborców. By jednak nie doprowadzić do rozbicia parlamentu, przodkowie nasi wypracowali szereg instytucji, zwyczajów i rytuałów, które miały pogodzić napięcia i sprzeczności. Jedną z nich były sejmiki generalne. To na nich dokonywano „uśrednienia” instrukcji pomniejszych sejmików. Pomagało to w wypracowaniu wspólnego stanowiska izby poselskiej.

Morawiecki nie przesądza więc swojego poparcia dla rządu, ale stwierdza, że w najgorszym razie wstrzyma się od głosu. W klubie Pawła Kukiza jest nastrój, by nie wchodzić w konflikt z PiS, bo zmiana Konstytucji wymaga przecież odpowiedniej większości w parlamencie i PiS jest do tego procesu niezbędnie potrzebny. To jest właśnie kolejny przykład sarmackiego myślenia Marszałka-seniora. Nie deklaruje dyscypliny partyjnej, mówi o „nastroju” w klubie (mnie, jako pszczelarzowi-amatorowi przypomina to pojęcie „nastroju” rodziny pszczelej), nie wyklucza głosowania przeciw, ale w najgorszym razie skłania się do wstrzymania się od głosu.

Kornel Morawiecki ma świadomość, że przewaga zwolenników naprawy Rzeczypospolitej jest w społeczeństwie ciągle bardzo niewielka. Można mieć świetne pomysły na naprawę, ale trzeba mieć poparcie społeczne.

Jeśli Marszałek-senior będzie miał okazję zapoznać się z moją ad hoc dokonaną analizą jego światopoglądu, zapewne trochę się zdziwi tymi sarmackimi porównaniami. Zapewne bliższe mu jest odwoływanie się do ideałów Solidarności, także tych parlamentarnych, które na swój sposób próbowałem opisać w tekście Otium dla mas. Te ideały Solidarności nie są jednak sprzeczne z ideałami sarmackimi. Zrozumienie, że tradycje Solidarności są znacznie dłuższe i głębsze, niż się samym solidarnościowcom wydaje, przyjdzie zapewne z czasem. Teraz zaś cieszę się, że te ideały nagle wypłynęły na wierzch, jak w piosence Kaczmarskiego Powrót sentymentalnej panny >S<”.

Kornel Morawiecki jest poza tym reprezentantem owego rzekomo „mitycznego” centrum. Wbrew pozorom owo centrum istnieje, jest trochę inne, niż się je na ogół przedstawia. A w każdym razie dla mnie ma ono twarz Kornela Morawieckiego. To centrum trochę miota się między ideałami a smutną rzeczywistością reżimu postkomunistycznego, próbuje przebić się gdzieś przez płyty eurokostki jak niesforne zielsko. I oby przedarło się na dobre.

Jakub Brodacki

Otagowany .Dodaj do zakładek permalink.

Komentarze są wyłączone.