Druga młodość Andrzeja Gwiazdy

Studiuję właśnie mądrość naszych przodków, czytam diariusze sejmów dawnej Rzeczypospolitej. Z medytacji nad historią nagle wyrywa mnie zgarbiony Andrzej Gwiazda, który w stoczniowej sali BHP 1 września 2011 roku wchodzi na mównicę: http://www.youtube.com/watch?v=OlVD2xhc7s8&NR=1
Mówi z trudem, próbuje krótkimi słowami wyrazić to wszystko co myśli, a co krótkimi słowami ogarnąć się nie da, niekiedy gubi wątki, ale powoli nabiera swady, aż wreszcie dociera do mnie jego przesłanie.

(tekst pierwotnie opublikowany 3.09.2011 na niepoprawnych)

„Uważam, że Solidarność dała przykład i może być źródłem inspiracji, źródłem praktycznego wykorzystania w trudnych sytuacjach dla ludzi wszystkich ras, wszystkich narodowości, wszystkich języków”.

A więc Solidarność to idea uniwersalna, którą można zastosować wszędzie. Dlatego warto poznać jak Solidarność działała.

„Obecnie mija 31 lat. I przez ten czas w Polsce panuje usilny nurt deprecjonowania Solidarności, odbierania jej znaczenia, przeinaczania historii, przeinaczania faktów lub zatajania faktów”. Ten nurt odbiera „zjawisku Solidarności całą jego ważność i majestat”.

Kiwam głową. Ten sam nurt od co najmniej dwustu lat odbiera ważność i majestat naszym przodkom i najważniejszej instytucji przez nich stworzonej – Sejmowi Pierwszej Rzeczypospolitej.

Gwiazda mówi dalej. „Solidarność to nie był jakiś impuls, który ogarnął – no – takich ludzi, którzy nie bardzo wiedzą, gdzie żyją, co robią, co się dzieje i naraz postanowili być grzeczni, uprzejmi i uczciwi. Uczciwi względem siebie, uczciwi nawet wobec naszego przeciwnika”. I ktoś może powiedzieć: „no tak, ale przecież to nie mogło przetrwać, to musiało upaść. To się nie dało zrealizować na dłuższą metę. To był taki zryw naiwniaków”. Tymczasem, „jeżeli spojrzeć – nie modyfikując i nie eliminując historii – to Solidarność była niesłychanie prężnym, masowym” ruchem. „W tej chwili nie jest tajemnicą ilu mieliśmy wśród nas agentów. Że my – amatorzy – stanęliśmy do walki z profesjonalnym systemem, którego ludzie byli niemal od dziecka szkoleni w manipulacji i oszustwach. Szesnaście miesięcy cały ten aparat, naciskający nas z zewnątrz i próbujący nas rozsadzić od wewnątrz, okazał się bezradny”.

Gwiazda może słabo zna historię dawnej Polski, ale ma za sobą doświadczenie, którego ja nie posiadam. To doświadczenie, które starodawnej i szacownej idei Rzeczypospolitej zapewniło przepustkę do XXI wieku. Rzeczpospolita, jak i Solidarność działała na zasadzie otwartości, wierze w człowieka, uczciwości oraz – o czym Gwiazda nie mówi, bo mu się to wydaje oczywiste – według zasady otium i rytuału zgody. Republiki renesansowe oparte były na zasadzie otium – a więc wolnego czasu, który obywatele poświęcają nie na grilla, mecz, piwo czy oglądanie telewizji, lecz dla swojego państwa. W czasach Solidarności takim renesansowym otium był strajk, podczas którego obywatele – na tyle na ile pozwalała im ich świadomość i intelektualna kondycja – debatowali o sprawach państwa.

Gdy jednak słyszymy „rytuał”, to często kojarzymy go z jakimiś nudnymi i pozbawionymi znaczenia ceremoniami państwowymi, bo przecież (zdaniem prawników) prawdziwe znaczenie mają procedury prawa. Ale w okresie świetności Rzeczypospolitej i w czasach Pierwszej Solidarności, nie prawnicy i nie regulaminy decydowały o państwie, lecz właśnie ludzie i ich rytuały. Rytuał dochodzenia do zgody gwarantuje, że uchwalone prawo będzie przez wszystkich przestrzegane, gdyż ma sankcję zbliżoną do sakralnej. Rytuał dochodzenia do zgody obejmuje takie niespotykane dzisiaj zjawiska, jak szczera dyskusja, szczere wyrażanie poglądów (często nacechowane emocjami, ale nikt tego nie piętnuje), usilne przekonywanie i wreszcie dochodzenie do takiej konkluzji, która satysfakcjonuje wszystkich lub przynajmniej zdecydowaną większość, przez co mniejszość nie ośmiela się protestować. O zgrozo, satysfakcjonuje także obecnych wśród dyskutantów agentów. Ale – wsłuchajmy się raz jeszcze w słowa Gwiazdy – „my – amatorzy – stanęliśmy do walki z profesjonalnym systemem, którego ludzie byli niemal od dziecka szkoleni w manipulacji i oszustwach. Szesnaście miesięcy cały ten aparat, naciskający nas z zewnątrz i próbujący nas rozsadzić od wewnątrz, okazał się bezradny”. A więc nawet „profesjonaliści” muszą uznać swoją porażkę w starciu z siłami natury. Bo cham to jest cham i boi się sam.

Solidarność była ruchem całkowicie zgodnym z naturą. Uczciwość, instynktowna uprzejmość, grzeczność, ale i szczerość zdecydowanej większości członków Solidarności są zgodne z naturą. Intrygi nie omijają żadnego ruchu politycznego i również wpisane są w naturalny porządek rzeczy. Obywatele są różni: dobrzy i źli, roztropni i lekkomyślni. Ale wolny czas poświęcany dla państwa w formie rytuału strajkowego oraz rytuał dochodzenia do zgody to filary Nowego Państwa. To Nowe Państwo różni się od Pierwszej Rzeczypospolitej tylko tym, iż prawa obywatelskie przyznaje wszystkim, którzy tego pożądają. Do Nowego Państwa obywatele-szlachta Starego Państwa na pewno by się przyznali.

Czas, który poświęcałem rok temu na to, aby zapalić świeczkę pod Pałacem Prezydenckim, który poświęcałem na rozmowy, snucie domysłów i przebywanie razem w żywej świątyni naszego państwa był swego rodzaju zapowiedzią nowego solidarnościowego otium. Jak widać taka szansa zdarza się raz na 30 lat, a więc średnio dwa razy w życiu. Nie chciałbym, aby pierwsza taka szansa w moim życiu została zmarnowana. Bo następna będzie być może wtedy, gdy będę miał lat 66…

Andrzej Gwiazda nie musi startować do senatu. On już jest senatorem, najlepszym senatorem dawnej Rzeczypospolitej.

Jakub Brodacki

Otagowany .Dodaj do zakładek permalink.

Komentarze są wyłączone.