Dokąd idziesz, Polsko?

Sztuka rządzenia polega na tym, żeby wykorzystać dostępne zasoby intelektualne wszystkich cywilizacji dla przetrwania Państwa Polskiego.

Pewnego dnia w wakacje jeździłem sobie po krakowskim rynku rowerem. Ponieważ czynność ta dość szybko mnie znudziła, zjechałem pod Wawel nad Wisłę i przez chwilę przyglądałem się ziejącemu ogniem smokowi wawelskiemu. Nagle wychwyciłem uchem, że gdzieś na Podgórzu przemawia Andrzej Lepper.

Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale ja ten charakterystyczny głos rozpoznałem z odległości chyba trzech kilometrów – rzecz do sprawdzenia. Na opuszczonym stadionie na Podgórzu odbywał się wiec, na którym Lepper wcielał się raz w postać błazna, raz w postać konferansjera, a licznie zgromadzone ubóstwo biło mu brawo. W ogóle sądzę, że kariera komika względnie impresario to jego stracona szansa, bowiem z wielką swadą i humorem zachwalał mający wystąpić na scenie zespół „Ich Troje”, z najnowszym przebojem: „Dokąd idziesz Polsko?” . „Ten utwór to nie dzieło, lecz arcydzieło” – stwierdził ś. p. Lepper ze swadą.

Dokąd idziesz Polsko? Od co najmniej kilku tygodni obserwuję „przygotowanie artyleryjskie” przed frontalnym atakiem na Archipelag Polskości. Ponieważ rozpoznanie zawodzi, wiemy tylko, że armaty grzmocą w nas z inicjatywy układu postkomunistycznego i czarnych orłów, które zorientowały się, że sytuacja wymyka im się spod kontroli, a więc trzeba w Archipelagu wywołać maksimum zamieszania. Nie wiemy jednak kto konkretnie z tych armat strzela. Po każdym bombardowaniu kolejna zbombardowana wysepka archipelagu nie może znaleźć sprawcy zamieszania. Kieszonkowe pancerniki wroga rozpływają się we mgle, a rozwścieczeni wyspiarze strzelają ze swoich armatek do sąsiedniej wyspy, podejrzewając zdradę; ci z kolei odpowiadają swoim ogniem i tak to się kręci.

Kłócą się już niemal wszyscy, których lubię lub których przynajmniej mógłbym polubić. Nie chcę wchodzić w ocenę szczegółów, bo to wywołałoby tylko dalsze kłótnie, zresztą moje rozpoznanie jest mizerne. Zamiast rzetelnego rozpoznania faktów widzę piętrzące się plotki. A jednak poprzez szum informacyjny przebija się głos Roberta Winnickiego, który w publikowanym także i tutaj wywiadzie stwierdza: „Ruch Narodowy nie angażuje się w obchody tragedii smoleńskiej, ponieważ są one upartyjnione. Kwestia Smoleńska jest związana z gloryfikacją Lecha Kaczyńskiego, wobec którego my jesteśmy krytyczni.”.

Te dwa zdania można oczywiście uznać za wyrwane z kontekstu, więc kto chce się zapoznać z tym wywiadem, niech sam sobie wyrobi opinię. Można powiedzieć gówno-prawdę tak, żeby brzmiała uczciwie, nieprawdaż? Nie twierdzę, że Winnicki kłamie. Jako rasowy polityk i w sumie uczciwy człowiek pan Robert stara się każdemu mówić to samo, ale trochę innym językiem, dostosowanym do emocji i intelektu rozmówcy. Nie musi wcale ukrywać swoich poglądów. Wystarczy nieco „uspokoić” niepokój moralny tych, dla których oferta RN jest tak bardzo pociągająca, że aż podejrzana.

Nie twierdzę też, że pan Robert jest narzędziem Układu Postkomunistycznego. Twierdzę natomiast, że Układ Postkomunistyczny dzięki Ruchowi Narodowemu może reaktywować dawno wygaszony spór między prawicą światopoglądową, a prawicą polityczną; między integrystami, a pragmatykami. A że ten spór będzie dla polskiej prawicy zabójczy, o tym chyba nie muszę przekonywać. Kto pamięta początek lat 90., ten musi mi przyznać rację.

Globalizm i rozkład państwowości polskiej sprawił, że wielu ludzi przestało wierzyć w Polskę. Szczególnie po 10.04 niektórzy prawicowcy myślą i postępują tak, jakby państwo polskie miało nie przetrwać bieżącego dwudziestolecia. O ile lewicowa „warszawka” i tzw. elita uspokaja swoje sumienie pewną odmianą wallenrodyzmu, nazywaną „pracą organiczną” (inna nazwa: „przyzwoitość bezobjawowa”), o tyle rzesza prawicowych liderów średniego szczebla – owych liderów opinii – uważa, że trzeba się skoncentrować przede wszystkim na obronie cywilizacji łacińskiej. Z mojego punktu widzenia ludzie ci w pewnym sensie przeciwstawiają Krzyż Orłowi Białemu (nieważne, czy Polska będzie czy nie, ważne, żeby była katolicka). A przecież Państwo Polskie i Cywilizacja Łacińska to nie są wartości sprzeczne!

W XV wieku Polacy byli na tyle mądrzy, by dzięki Jagiellonom stworzyć imperium, które było konglomeratem co najmniej kilku cywilizacji: łacińskiej, bizantyjskiej, żydowskiej i turańskiej. Duchem przewodnim była oczywiście cywilizacja łacińska. W przeciwieństwie do sąsiadów Polacy nie wybrali kombinacji dwóch cywilizacji (jak Moskwa czy Niemcy), ale na swój polski rozum zaczerpnęli i zaadaptowali te wzorce, które dawały się lokalnie zastosować i były korzystne dla przetrwania. Dotyczy to także cywilizacji łacińskiej, którą jednak traktowali jako najbliższą Polskiemu Duchowi Wolności.

Odejście od umiejętnego adaptowania i wykorzystywania zasobów różnych cywilizacji dla własnej korzyści przyczyniło się do upadku państwowości polsko-litewskiej. Jeszcze w początkach panowania Zygmunta III, Rzeczpospolita skutecznie wykorzystywała zasoby cywilizacji żydowskiej dla własnej korzyści (słynna afera z wpompowaniem trojaków litewskich na rynek śląski i wyparciem lokalnej monety – inaczej mówiąc „opodatkowanie” poddanych innego kraju). Jeszcze podczas wojny moskiewskiej Rzeczpospolita (dzięki Zygmuntowi III) potrafiła skutecznie korzystać z zasobów cywilizacji turańskiej i bizantyjskiej dla własnej korzyści, odwracając wszystkie niebezpieczeństwa do góry ogonem. Trudności mieliśmy z cywilizacją islamu, ale był to niezbędny koszt zabezpieczenia granicy z Habsburgami. Natomiast prawdziwy kryzys talentu nastąpił w czasach Władysława IV, gdy król w nieformalnym sojuszu z Moskwą i Wenecją, bez poparcia Habsburgów i bez zgody Sejmu postanowił rozpętać wojnę z Turcją.

Do lekcji, którą odebraliśmy w 1648 roku wracamy zazwyczaj bezrefleksyjnie i mitotwórczo. Przyczynił się do tego wielki nasz pisarz Henryk Sienkiewicz. W rezultacie idea „przedmurza” zamienia się często w „przedmurzyństwo” i to w dwóch odmianach: lewicowej i prawicowej, ateistycznej i religijnej. W imię tego przedmurzyństwa mamy na przykład fetować Dalaj-Lamę, podczas gdy kraje zachodnie robią z Chinami swoje interesy. W imię tego przedmurzyństwa mamy sobie konsekwentnie psuć relacje ze wszystkimi pomniejszymi sąsiadami (Litwa, Ukraina), od których moglibyśmy się czasem spodziewać pomocy. W imię tego przedmurzyństwa pogardzamy światem Islamu, którego osłabienie w XVIII wieku było dla nas katastrofalne w skutkach. Wolimy nie wyciągać żadnych wniosków z przeszłości, a cywilizację zachodnią traktujemy jak fetysz, wyłączając rozum. Ponosimy z tego powodu tylko szkody.

A przecież sztuka rządzenia nie polega na obronie jednej cywilizacji przeciw innym. Sztuka rządzenia polega na tym, żeby wykorzystać dostępne zasoby intelektualne wszystkich cywilizacji dla przetrwania Państwa Polskiego. Żyjemy w świecie globalnym i intelektualne skarby świata stoją przed nami otworem. Państwo Polskie jest najważniejsze. „Podczas kryzysów – powtarzam – strzeżcie się agentur. Idźcie swoją drogą, służąc jedynie Polsce, miłując tylko Polskę i nienawidząc tych, co służą obcym.” Czy jeszcze o tym pamiętacie?

 

Jakub Brodacki

Otagowany .Dodaj do zakładek permalink.

Komentarze są wyłączone.