Część Pierwsza – Zasada zgody

W tej części zastanawiam się, jak to się stało, że w XX-wiecznej instytucji, jaką był I KZD narodziła się XVI-wieczna zasada zgody. Poruszone tematy: prawa regionów, instrukcje wyborcze, pierwsze precedensy, przewodniczący zjazdu, liczenie głosów, jawne głosowania, regulamin obrad.

Prawa regionów. Otwórzmy stenogramy I KZD na stronie 68. Widzimy tam schemat przedstawiający rozmieszczenie delegatów i mikrofonów na sali obrad. Delegaci posadzeni są według miejsc swojego wyboru. W każdym sektorze siedzi jedna lub więcej delegacji regionalnych. Czy tak dzisiaj rozmieszczeni są posłowie w Sejmie II czy III RP? NIE! Na Sejmie II i III RP posłowie zasiadają według przynależności partyjno-klubowej. Natomiast posłowie izby poselskiej Pierwszej Rzeczypospolitej siedzieli według terytoriów, które reprezentowali1.

Mogłoby się wydawać, że terytorialne rozmieszczenie delegatów na I KZD wynika z natury zjazdów organizacji pozarządowych – łatwiej jest delegatów zorganizować w grupy, bo łatwiej wtedy zorganizować budżet, transport, wydawać posiłki, materiały zjazdowe; trudno zaś te same czynności logistyczne robić dla klubów ogólnokrajowych, bo to wymagałoby powołania już stałego zaplecza logistycznego itp. To prawda, ale w tym wypadku wynikało to z czegoś innego, a mianowicie ze statutowo zapisanych „praw regionów”. Tymczasowa naczelna władza związku – Krajowa Komisja Porozumiewawcza – składała się (po licznych komasacjach) z przewodniczących 38 regionalnych MKZ-ów (międzyzakładowych komitetów założycielskich). Zazwyczaj na zjazdy KKP wraz z przewodniczącymi MKZ-ów przyjeżdżały liczne grupy działaczy z różnych regionów. Pilnie broniono praw poszczególnych MKZ-ów do samostanowienia. Gdy w kwietniu 1981 roku na zjeździe KKP podjęta została próba „odgórnego” skomasowania mniejszych regionów w większe, rozległy się gorące protesty, które nie ucichły przez kolejne miesiące2. Bo przecież to nie był „niezależny samorządny związek zawodowy”, ale „niezależne samorządne związki zawodowe”, czyli swego rodzaju federacja lub unia związków regionalnych. A więc posadzenie delegatów I KZD według przynależności regionalnej było ściśle związane z rozwojem struktury związku3 i bezsprzecznie może być porównywane z terytorialnym rozmieszczeniem w izbie poselskiej reprezentacji poszczególnych sejmików. Warto zaznaczyć, że w izbie poselskiej za Jagiellonów obowiązywała zasada zgody posłów ziem, która dopiero później przerodziła się w zasadę zgody wszystkich posłów4.

Istnienie „praw regionów” w sposób istotny utrudniało działanie w Związku oficjalnym „partiom politycznym”. Uniemożliwiało też „domyślną” dominację większości nad mniejszością. Podczas debaty statutowej 7 września Henryk Bąk zwrócił uwagę, że zasada proporcjonalnej (uzależnionej od liczby członków) reprezentacji regionów w komisji krajowej może mieć zastosowanie tam, „gdzie są jakieś rywalizujące ze sobą grupy. Natomiast związek nasz na pewno nie zawiera rywalizujących ze sobą grup. I regiony mają przede wszystkim współdziałać harmonijnie i dlatego też przy zasadzie proporcjonalności wydaje mi się, że byłyby nieco pokrzywdzone słabsze regiony”5. W tej wypowiedzi ujawnia się kolejny sekret ustrojowy Pierwszej Solidarności: równouprawnienie regionów mniejszych i większych wymuszało dążenie do zgody i konsensusu. Ale – jak wiadomo – regiony silniejsze liczebnie cieszyły się większym autorytetem i ciągnęły za sobą mniejsze. Tę szczególną cechę ustrojową można porównać do autorytetu reprezentacji „górnych województw” (krakowskiego, sandomierskiego, poznańskiego, kaliskiego i wileńskiego) w staropolskiej izbie poselskiej. Różnica polegała na tym, że autorytet „województw górnych” wynikał nie z ich liczebności (jak w epoce mas), ale z długotrwałej tradycji6.

Prawa regionów gwarantował, jak wspomniałem, statut Związku. Paragraf 18 pkt. 5 stanowił, że uchwały o zmianie statutu i o likwidacji związku stają się prawomocne z chwilą ich zatwierdzenia przez co najmniej połowę zarządów regionalnych, grupujących nie mniej niż połowę członków związku7. Nie było to dosłownie odesłanie do decyzji „sejmików”8, ale na tym przykładzie widzimy jaką pozycją ustrojową regiony dysponowały. Były one traktowane jako „członkowie-założyciele” związku o znaczeniu równorzędnym. Równouprawnienia regionów bronił Jan Brodzki9 i wielu innych. Podczas głosowań nad poprawkami do statutu Włodzimierz Blajerski zwrócił uwagę, że Związek funkcjonował na zasadzie federacyjnej. W związku z proponowanymi poprawkami do statutu mówca obawiał się, że związek zmierza „do układu centralizacyjnego, takiego, jaki ma Biuro Polityczne i Komitet Centralny rządzącej partii”10.

Instrukcje wyborcze dla delegatów. Z prawami regionów ściśle wiążą się pełnomocnictwa i instrukcje wyborców dla delegatów. I tak na przykład tenże Włodzimierz Blajerski poddał w wątpliwość prawo Karola Modzelewskiego do reprezentowania organizacji zakładowych Dolnego Sląska11. Władysław Biernat oświadczył, że reprezentuje stanowisko swoich wyborców z regionu12; Stanisław Alot referował natomiast stanowisko delegatów regionu rzeszowskiego13. Zjawisko to obserwujemy w wielu innych wystąpieniach. Ze szczególną mocą widzimy to 8 września, gdy trzy regiony zbuntowały się przeciw działaniom prezydium, a w uzasadnieniu oświadczenia czytamy, że jeśli ich żądania nie zostaną uwzględnione, „nie będziemy mieli z czym wracać do naszych wyborców”14. Gdy 8 września jeden z delegatów zaproponował, aby uchwalić wstępną wersję tez programowych Związku, uzasadniono to tym, „abyśmy mogli rozpocząć dyskusję programową w regionach między turami zjazdu i uwzględnić opinię rzesz członkowskich”15. Inny delegat narzekał: „nie mogę wrócić do swoich wyborców z kilkoma hasłami, że wspólnie z Lechem Wałęsą zbudujemy drugą Japonię”16.

Sprawa jest tym ciekawsza, że 9 września Marek Janas zgłosił poprawkę do paragrafu 11 podpunkt 3 statutu, mówiącego, że „Członek związku ma prawo uczestniczyć w ustalaniu instrukcji dla wybranych delegatów”. Janas proponował, aby odejść od „systemu instrukcji sejmikowych”, bo ten system „odrzuciła Konstytucja 3 maja”. Apelował, by nie nie tworzyć podstaw do wiązania delegatom rąk i przymuszania do „ślepego” głosowania zgodnie z instrukcją. Nowe brzmienie artykułu miało brzmieć: „członek związku ma prawo uczestniczyć w ustalaniu zaleceń dla wybranych delegatów”17. Poprawkę tę delegaci włączyli do zestawu poprawek poddanych pod głosowanie18, a następnie przegłosowali19. Świadczy to o świadomości roli precedensów w tworzeniu „solidarnościowego” prawa oraz o silnym zakorzenieniu umysłów w historii. Nie oznaczało to jednak całkowitego zerwania z systemem instrukcji; zmieniono bowiem tylko ich nazwę, aby nie kojarzyły się z instrukcjami sejmikowymi20, które w II połowie XVII wieku coraz częściej były dla posłów obligatoryjne. Warto tu wspomnieć, że mimo licznych zaklinań, przysiąg, nadawania ograniczonych pełnomocnictw (limitata potestas) instrukcje sejmikowe jeszcze w pierwszej połowie XVII wieku nie ograniczały możliwości konsensusu i nigdy nie były dostatecznym pretekstem do rozerwania Sejmu21. Były one jednak istotnym zabezpieczeniem przed narodzinami systemu partyjnego.

Pierwsze precedensy: zasada zgody. Przejdźmy do analizy stenogramów I KZD na stronie 77. Za stołem prezydialnym tymczasowo prowadzi obrady Marek Janas – przewodniczący Komisji Zjazdowej. Przeprowadza on en bloc głosowanie nad składem siedemnastoosobowego prezydium Zjazdu (każdy sektor zjazdowy ma mieć jednego członka prezydium). W pierwszej chwili Janas chce, aby delegaci liczący głosy w sektorach policzyli wyniki głosowania, ale po chwili orientuje się, że przytłaczająca większość jest „za”, więc oświadcza: „Ponieważ jest znaczna większość >za<, rozumiem, że wybraliśmy prezydium obrad”. Nie odzywają się żadne protesty przeciw tej tak wolnej „procedurze” głosowania. W rezultacie powstaje precedens, który utrzymuje się do końca pierwszej tury Zjazdu. I znów – czytelnik ma prawo zwrócić uwagę, że podobną procedurę stosuje się na wielu walnych zebraniach organizacji pozarządowych. To prawda, ale takiej procedury wyboru prezydium nie ma w Sejmie III RP. Tu głosy liczy maszyna licząca. Nie liczy się ich „na oko”. A tymczasem Janas – niczym w angielskim parlamencie – podaje wynik według oceny wzrokowej.

A co oznacza głosowanie en bloc? Wybór nie jest efektem otwartej konkurencji, lecz zawartego konsensusu. A w dodatku wybór dokonany jest przy zaledwie 10 głosach przeciwnych. Musimy mieć świadomość, że wszystko to razem jest swego rodzaju modernizacją staropolskiej definicji jednogłośności tak jak ją rozumiano przed pierwszym liberum veto w 1652 roku. Chodziło nie o jednogłośność idealną (jednomyślność). Jeśli w ostatnim czytaniu ustawa nie wywoływała sprzeciwów, uznawano ją za przyjętą. Sprzeciw musiał być albo merytorycznie uzasadniony albo poparty przez liczącą się grupę posłów, np reprezentację ważnej w hierarchii reprezentacji terytorialnej22. Pod słowem en bloc „kryje się” więc staropolska zasada zgody. Dążenie do jednogłośności było wyraźne przez cały okres trwania I tury Zjazdu23, a podjęta nachalnie próba „przykrycia czapkami” przeciwników doprowadziła do kryzysu parlamentarnego i buntu wobec przewodniczącego Zjazdu Tadeusza Syryjczyka24.

Dokonując wyboru en bloc całego zespołu prezydialnego, Zjazd de facto jednogłośnie wybrał kolektywnego marszałka obrad. Dlaczego kolektywnego? Oczywiste było, że jedna osoba nie podoła przewodniczeniu tak licznemu zgromadzeniu, a co więcej jego wybór i konkurencja kandydatów już na wstępie mogły wywołać niedobre emocje i zarzuty o manipulowanie obradami. Staropolska izba poselska nie znała instytucji wicemarszałka25; niewiele też wiadomo o instytucji prezydium26. A więc kompromis wokół osoby marszałka był niesłychanie ważnym rytuałem parlamentarnym. Teoretycznie dążono do tego, aby kierujący obradami był wybrany zgodnie; w praktyce często przeprowadzano głosowanie, które post factum bywało uznawane za sondażowe, gdyż kontrkandydaci wybranego marszałka „odstępowali” mu swoje głosy, aby wytworzyć atmosferę zgody i zaufania. W zasadzie jednak marszałek nosił na sobie niepodzielny autorytet całej izby poselskiej27. Ale gdy w izbie poselskiej panowała niezgoda, powstawał z tego powodu czasem kilkudniowy impas. I Krajowy Zjazd Delegatów zręcznie ominął tę rafę. Zasadę głosowania en bloc (czyli zgodnie) utrzymano również przy wyborze Komisji Mandatowo-Wyborczej28 oraz komisji do głosowań tajnych29 (wybranej zresztą niepotrzebnie, gdyż żadne głosowanie tajne podczas I tury Zjazdu się nie odbyło!). En bloc (zgodnie) wybrano także komisję uchwał i wniosków. Stało się tak na wniosek jednego z delegatów, który podkreślił, że „regiony najlepiej wiedzą kogo do tej komisji wytypować”30. Mimo, że 5 września większość delegatów opowiadała się w ogóle przeciwko powołaniu komisji programowej, wyborów tych 6 września dokonano, en bloc (zgodnie) akceptując cały skład komisji31. En bloc (zgodnie) wybrano również komisję statutową32. Co prawda początkowo nie było pewne czy delegaci zgodzą się na głosowanie en bloc, gdyż ocena wzrokowa nie wykazała wyraźnego wyniku i trzeba było liczyć głosy, przez co ujawniono istniejące podziały (346 głosów opowiedziało się za głosowaniem en bloc, 248 było przeciwnych, a 79 się wstrzymało)33. Sprawy statutu wiązały się ściśle z rozpoczynającą się kampanią wyborczą na przewodniczącego Związku. Tym bardziej należy więc docenić, że mimo wszystko tę ważną komisję wybrano zgodnie.

Nie ulega wątpliwości, że demonstracyjna zgoda delegatów podczas pierwszych dni obrad podyktowana była względami propagandowymi. Zjazdowi przyglądał się bowiem reprezentant wroga – Stanisław Ciosek, a także liczne grono reżimowych dziennikarzy oraz przedstawiciele związków zawodowych świata zachodniego. A więc Związek na zewnątrz – podobnie jak Pierwsza Rzeczpospolita – maskował wewnętrzne podziały. Bez wątpienia uniknięto w ten sposób sporów personalnych na samym początku Zjazdu i nadano mu odpowiedni rozpęd. Potem sprawy nieco się skomplikowały.

Przewodniczący Zjazdu i jego zastępca; trójki prowadzące. Kolejnym istotnym precedensem był wybór przewodniczącego Zjazdu. Po zgodnym wyborze prezydium, z jego składu zgłoszono dwóch kandydatów na przewodniczących, starając się zaspokoić ambicje obu zgłoszonych kandydatów. Gdy w głosowaniu jawnym większością 2/3 głosów przewodniczącym został Tadeusz Syryjczyk, a konkurent – Stanisław Kocjan – uzyskał 1/3 głosów, członek komisji zjazdowej Tadeusz Matuszyk ogłosił: „zastępcą w takim razie przewodniczącego będzie pan Stanisław Kocjan”34. Rozwiązanie to miało znaczenie precedensowe, gdyż nie uchwalono wówczas jeszcze regulaminu obrad. Tym sposobem przezornie zabezpieczono dzieło Zjazdu na wypadek buntu delegatów wobec przewodniczącego obrad. I jak się okaże nie była to troska bezpodstawna35.

Warto tu także wspomnieć o jeszcze jednym istotnym ulepszeniu: prowadzeniu obrad tak licznego zgromadzenia nie podołałoby dwóch przewodniczących, których obowiązki były zresztą znacznie szersze niż tylko porządkowanie obrad, toteż powołano trzyosobowe rotacyjne zespoły prowadzących spośród prezydium36. Trzeciego dnia obrad prezydium ustaliło, że zespoły te nie mogą prowadzić obrad dłużej niż 1,5 godziny, co pozwoli uniknąć znużenia i konfliktów z delegatami37.

Liczenie głosów: ocena wzrokowa a zliczanie głosów. Prowadzący w pierwszej kolejności Antoni Fijałkowski podtrzymał zwyczaj oceny wzrokowej jako podstawowy sposób obliczania wyników głosowania, co znacząco usprawniło przebieg obrad tak licznego i zarazem tak rozgadanego zgromadzenia. W gruncie rzeczy przetransponowano w ten sposób reguły wiecu strajkowego (a więc demokracji bezpośredniej) na reguły obrad parlamentarnych, odpowiednio je modyfikując. Fijałkowski stwierdził bowiem: „proponujemy następujące rozwiązanie: wyniki głosowania ustala Prezydium Komisji Skrutacyjnej na podstawie oceny wzrokowej. Musi być jednoznaczna decyzja Prezydium Komisji Skrutacyjnej (…). Dopiero w chwili powstania wątpliwości jakiejkolwiek z ich strony, będzie zarządzone zliczanie w sektorach”38. Wniosek ten poddał pod głosowanie, a wynik ocenił również na zasadzie oceny wzrokowej. Tym sposobem zręcznie zalegalizowano i uporządkowano pożyteczny dla sprawności obrad usus, choć nie było to rozwiązanie całkiem bezpieczne; komisja skrutacyjna mogła bowiem oceniać wynik głosowania niezgodnie ze stanem faktycznym i chyba skorzystała z tej prerogatywy przy okazji obalania przewodniczącego Tadeusza Syryjczyka39.

Interesująco przedstawia się również sprawa głosowań nad poprawkami do statutu 9 września. Cechą charakterystyczną tych głosowań było, że liczono wyłącznie głosy „za”40. Jeśli było ich minimum 449 (większość kwalifikowana), nie pytano ani „kto jest przeciw”, ani „kto się wstrzymał”. Ten trick niewątpliwie sprzyjał budowaniu atmosfery jedności. Mniejszość nie czuła się upokorzona i obnażona.

Zasada zgody a głosowania jawne. Zauważmy tu ex silentio jeszcze pewien aspekt praktyczny. Delegaci siedzieli w sektorach ustawionych jeden obok drugiego. Krzesła były ustawione na jednym poziomie. Głosowano prawie nad każdą sprawą, bez ustanku, na ogół w trybie zwykłej większości głosów. Siedząc w krzesłach na tym samym poziomie delegaci nie mogli zbyt precyzyjnie widzieć kto za czym głosuje, chyba że ktoś wstał i rozglądał się po sali lub jakaś reprezentacja regionalna zajmowała jednogłośne stanowisko albo jeśli wynik oceny wzrokowej nie był jednoznaczny i trzeba było liczyć głosy. Na siedząco żaden delegat nie mógł ocenić wzrokowo wyników wielu głosowań i był to dodatkowy czynnik chroniący całe zgromadzenie przed cyrkowo-sportowymi emocjami związanymi z upokarzaniem przegranych przeciwników, tak bardzo żenującymi w Sejmie III RP. Delegaci na ogół „nie wiedzieli” jaką i „czyją” większością podejmują uchwały. Ale doskonale widzieli, gdy od czasu do czasu las rąk oznaczał podjęcie uchwały niemal jednogłośnie. To z początku podtrzymywało atmosferę zgody.

Po kilku dniach obrad delegaci zorientowali się już kto jak głosuje, a debata statutowa ujawniła podziały personalne. Stąd też pojawiła się inicjatywa wprowadzenia głosowań tajnych, jednak nie znalazła ona powszechnego uznania41; wszystko miało się odbywać przy otwartej kurtynie, jak w czasach staropolskich42. Wobec otwarcia kampanii wyborczej Tadeusz Syryjczyk jawnie popierał decyzje większościowej koalicji. Doprowadziło to do kryzysu, który opisuję w punkcie oskarżenia o manipulacje.

Regulamin obrad: celebracja wolności. Staropolska izba poselska działała w zasadzie bez regulaminu, bardziej na zasadzie „obyczaju regulaminowego”, choć na niektórych sejmach taki regulamin doraźnie uchwalano43. I KZD taki uchwalił regulamin i stosował go zgodnie z zasadami metasarmackiego ustroju. Pierwszego dnia obrad Stanisław Kocjan ogłosił, że chętni do wypowiedzi w sprawie konkretnych punktów porządku obrad zgłaszają się na piśmie do sekretariatu Zjazdu, z podaniem nazwiska, imienia, numeru mandatu i regionu oraz którego punktu obrad względnie tematu sprawa ma dotyczyć44. Kocjan poprosił także, aby treść wystąpień mówionych była w formie pisemnej zgłaszana do sekretariatu Zjazdu, co umożliwi ich dokładne zaprotokołowanie45. Nie przyjmowano wniosków anonimowych46.

Właściwa dyskusja nad regulaminem odbyła się 5 września wieczorem. Rozpatrywano go nie w całości, ale rozdział po rozdziale, dopuszczano i przegłosowywano poprawki47. Na skutek rosnącego znużenia delegatów, sala zaczęła pustoszeć. Świadczyło to również o tym, że regulamin obrad nie jest dla delegatów sprawą najważniejszą. Prowadzący obrady Jerzy Buzek spotkał się z objawami buntu. Stanisław Łakomy zwrócił uwagę, że delegaci „żywcem śpią” bo jechali całą noc pociągiem i „jutro od nowa będziemy przerabiać, co dzisiaj robimy, bo pan przewodniczący tam jedzie jak elektrycznym pociągiem i nikt się nie zdąży nawet zastanowić, czy to jest dobre, czy niedobre”48. Inny delegat zarzucił prezydium, że chce delegatów doprowadzić do krańcowego wyczerpania i zażądał określenia czasu trwania poszczególnych obrad: „nie można paść na nos pierwszego czy drugiego dnia obrad i później wszystkiego głosować automatycznie, byle prędzej”49. Te reakcje delegatów żywo przypominają podobne reakcje posłów staropolskich, którzy zazwyczaj unikali obradowania po zmierzchu, obawiając się manipulacji50. 6 września Tadeusz Syryjczyk zadeklarował, że w miarę możliwości prezydium będzie unikać obrad dłuższych niż 10 godzin51.

Co więcej, delegaci obalili regułę umożliwiającą odebranie delegatowi głosu. Maciej Jankowski zaproponował, aby delegat, który przekroczy ustalony czas wypowiedzi, miał prawo mówić dalej jeśli delegaci się na to zgodzą (padł też wniosek, który rodzi podejrzenia o prowokację, mianowicie aby delegat miał prawo mówić dalej, jeśli pozostali dyskutanci się na to zgodzą)52. Buzek bez głosowania przyjął zasadę zgody pozostałych delegatów na przedłużanie wystąpień, których czas minął53. O regule tej przypomniał delegatom 7 września prowadzący Lesław Buczkowski54. Wprowadzono też jej odwrotność: podczas debaty programowej 6 września Jerzy Milewski zaproponował, aby „nie ograniczać formalnie, natomiast wprowadzić zwyczaj że jeśli gremium uważa, że jest za długo, to będziemy podnosili mandaty i nimi kiwali”. Syryjczyk skontrował, że „nie jest to najbardziej demokratyczny obyczaj przerywania wystąpień, bo jak ktoś akurat mówi gorzej, to mu przerywają wtedy wcześniej po prostu, bez względu na treść”55. Ale zwyczaj „kiwania mandatami” zaproponowany przez Milewskiego się utrzymał w głosowaniu 6 września, większością 314 delegatów przeciw 22556, a sam twórca zwyczaju skrócił swoje wystąpienie 7 września na widok podniesionych mandatów57 i z całą pewnością wiemy, że zwyczaj był dalej kontynuowany58. Z jednym tylko wyjątkiem – gdy na mocy decyzji większości dopuszczono do głosu Jana Olszewskiego i część delegatów próbowała odebrać mu głos poprzez podnoszenie mandatów, prowadzący Kocjan oświadczył: „przypomnijmy sobie elementarną zasadę demokracji, która mówi, że wolę większości należy szanować. Eksperta poprosiliśmy do głosu w wyniku głosowania i jest to wola większości, więc mandatów w górze ja nie zauważam”59. 8 września Janusz Pałubicki sam poprosił delegatów, aby podnosili mandaty, gdyby odczytany przez niego pewien tekst był nużący, z czego delegaci ochoczo skorzystali60. Nie ulega wątpliwości, że stworzono nowoczesną formę spontanicznego głosowania. Reguła ta zarówno w trybie zgody Jankowskiego, jak i w trybie niezgody Milewskiego jest swoistym ulepszeniem występującej w staropolskiej izbie poselskiej zasady, że marszałek poselski udziela głosu, ale nie ma prawa go odebrać; poseł może mówić dopóki nie zostanie „zakrzyczany” przez znudzoną lub oburzoną większość, ale też większość może go utrzymać przy głosie w razie próby zagłuszania przez mniejszość61.

W sprawach wniosków formalnych delegaci wykazali się czujną nieufnością. Z jednej strony obawiano się, że zgłaszanie wniosków na piśmie umożliwi prezydium przetrzymywanie wniosków i niepoddawanie ich pod głosowanie. Sugerowano, aby wnioski formalne zgłaszać do mikrofonu (w każdym sektorze ustawiony był jeden mikrofon). Z drugiej strony obawiano się zgłaszania wniosków formalnych w nieskończoność. Dopuszczono zgłaszanie wniosków formalnych zarówno na piśmie jak i przez mikrofon62, ale zasada ta 6 września była kwestionowana przez Waldemara Bana, który stwierdził, że „wpadliśmy w straszną matnię”63. Obawiano się obstrukcji parlamentarnej w postaci zgłaszania niezliczonej ilości wniosków formalnych. Antoni Fijałkowski zaproponował, aby wnioski merytoryczne sekretariat Zjazdu przekazywał do komisji wnioskowej, która będzie je przygotowywać w pewien pakiet i zgłaszać zbiorczo. Pozwoliłoby to na uniknięcie rozkładu obrad. Natomiast wnioski formalne zgłaszano by dopiero po konsultacji z szefem reprezentacji regionalnej, a prezydium uwzględniałoby je tylko na podstawie „parafy” tegoż szefa. Wniosek Fijałkowskiego został przyjęty64. Próba obalenia tej zasady (jako niezgodnej z regulaminem obrad) nie powiodła się, gdyż uchwała zjazdu miała z regulaminem równorzędny charakter65. Argumenty Krzysztofa Jagielskiego za tym, aby nie zmieniać regulaminu tylnymi drzwiami66 były raczej demonstracją bezsiły wobec huraganu wolności67.

Problemy z regulaminem obrad były zresztą wynikiem nazbyt „ambitnego” prowadzenia obrad w dniu 5 września przez Jerzego Buzka, w wyniku czego doszło do omyłkowego przegłosowania zapisów niezgodnych ze statutem. Czesław Kujszczyk zgłosił wniosek o zamknięcie dyskusji nad rozdziałem IV regulaminu, bo „pan dusi, dusi, no i jeszcze pan wydusi następną godzinę czasu”68. Stanisław Krukowski zakwestionował zapis regulaminu, stanowiący iż zmiana uchwały podjętej przez zjazd wymaga 2/3 głosów, gdyż był on sprzeczny ze statutem69. Inny delegat oskarżył Buzka o to, że „zajeżdża zebranie. Nie można robić takiego tempa (…). Nie takie tempo, jest 22:36”70. Wniosek o zakończenie obrad zgłosił między innymi Jan Jędrzejewski, bo „nie wymusimy na chama pewnych rzeczy, które pan chce przeprowadzić”71. Mimo to prezydium próbowało realizować z góry narzucony program. Wreszcie Krzysztof Szeglowski stwierdził: „Szanowne Prezydium (…) cały czas próbujecie manipulować salą (…). Był wniosek formalny o zakończenie obrad. Proszę poddać ten wniosek pod głosowanie”. Na koniec zaś Stanisław Krukowski po raz drugi zwrócił uwagę, że w regulaminie znalazł się zapis sprzeczny ze statutem72. Zdesperowany tym Jerzy Buzek przeprowadził głosowanie i obrady zostały 5 września zakończone. Nazajutrz zaś za radą ekspertów obalono wspomniany zapis że zmiany uchwał dokonuje się większością 2/3 delegatów73. Oczywistym jest, że było to kolejne wzmocnienie wolności debaty, bowiem na tej zasadzie można było zmienić każdą podjętą wcześniej uchwałę – i jak pokazały dalsze obrady – z możliwości tej skwapliwie korzystano, co przywodzi na myśl czasy staropolskie. Mało tego, 8 września przegłosowano zasadę, że podczas drugiego czytania uchwały, obok referenta z komisji uchwał i wniosków może się pojawić osoba, która brała udział w pracy i ma odmienne zdanie na temat tekstu uchwały74.

Chcę tu wspomnieć o jeszcze jednym ważnym zwyczaju regulaminowym, by pokazać zasadniczą różnicę między I KZD a izbą poselską. Otóż delegaci robili przerwy na posiłki, co bez wątpienia nieco dezorganizowało obrady. W stenogramach często czytamy o wezwaniach do powrotu na salę z przerwy obiadowej i o tym, że wielu delegatów chętniej przebywa w kuluarach, niż na sali obrad. Trzeba powiedzieć, że posłowie staropolscy byli pod tym względem nieporównanie bardziej zdyscyplinowani. Obradowano od świtu do zmierzchu bez przerw na posiłki, a w razie konieczności obradowano też w nocy75, choć bardzo tego nie lubiano. Obradowanie bez jedzenia to proceder, odkryty również na I KZD, ale dopiero ostatniego dnia obrad, gdy na wikt i opierunek nie starczyło już środków. Zdaje się, że głód znacząco przyśpieszył obrady, ale i poprawił działanie umysłów, gdyż wygłodzeni delegaci uważniej czytali projekty uchwał i wychwycili liczne błędy i braki.

1Stefania Ochmann-Staniszewska, Zdzisław Staniszewski, Sejm Rzeczypospolitej za panowania Jana Kazimierza Wazy. Prawo-doktryna-praktyka, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 2000, t. 2, s. 68-70. Dalej cytuję jako Ochmann Sejm.

2Solidarność w ruchu, s. 24-28.

3Prawa regionów podkreślano zresztą na każdym kroku. Por. chociażby I KZD 1, s. 158, 175, 183, 221 i 234 (sprawa wniosków formalnych)

4Wacław Uruszczak, In Polonia lex est rex. Niektóre cechy ustroju Rzeczypospolitej w XVI-XVII w., w: Polska na tle Europy, s. 20.

5I KZD 1, s. 333.

6Kriegseisen Sejmiki, s. 27; Opaliński Sejm s. 29; Przemysław Paradowski, W obliczu „nagłych potrzeb” Rzeczypospolitej. Sejmy ekstraordynaryjne za panowania Władysława IV Wazy, wyd. Adam Marszałek, Toruń 2005, s. 128-129 (dalej cytuję jako Paradowski W obliczu).

7I KZD 1, s. 335, 971.

😯 sejmikach posejmowych oraz generalnych i ich roli ustrojowej czytaj w Opaliński Sejm s. 40-48, 64, 103-105.

9I KZD 1, s. 335.

10I KZD 1, s. 674.

11I KZD 1, s. 338-339.

12I KZD 1, s. 340.

13I KZD 1, s. 345.

14I KZD 1, s. 461.

15I KZD 1, s. 489.

16I KZD 1, s. 491. Nota bene próbowano instrukcje poselskie pisać posłom na sejm PRL, por. Solidarność w ruchu s. 84-85.

17I KZD 1, s. 618.

18I KZD 1, s. 631.

19I KZD 1, s. 662-663.

20O instrukcjach i ich stosowaniu przed 1652 rokiem czytaj Malec Sejm, s. 143-153.

21Opaliński Sejm s. 159-161 (także s. 38-39); Malec Sejm, s. 150-153.

22Opaliński Sejm, s. 162-166; Malec Sejm s. 477, 482-488, 534-535.

23„Uważam, że zjazd powinien przegłosować niemalże jednomyślnie…” (Patrycjusz Kosmowski, I KZD 1, s. 141).

24I KZD 1, s. 769.

25Ochmann Sejm, t. 2, s. 303-307; Malec Sejm s. 233.

26Marszałkowi pomagali niekiedy dobrani przez niego doświadczeni parlamentarzyści, ale zdarzało się, że marszałek korzystał tylko z pomocy własnego pachołka, por. Malec Sejm s. 168.

27O roli marszałka i trybie jego wyboru czytaj w Opaliński Sejm s. 124-139; Paradowski W obliczu s. 97-105.

28I KZD 1, s. 87-89.

29I KZD 1, s. 683 i 738.

30I KZD 1, s. 158.

31I KZD 1, s. 273.

32I KZD 1, s. 218.

33I KZD 1, s. 218.

34I KZD 1, s. 84.

35I KZD 1, s. 769.

36I KZD 1, s. 84.

37I KZD 1, s. 308.

38I KZD 1, s. 85-86.

39I KZD 1, s. 766-769.

40I KZD 1, s. 603 (wyjaśnienie Stanisława Kocjana).

41I KZD 1, s. 602, 734, 790, 876.

42Malec Sejm, s. 232.

43Opaliński Sejm s. 147-150.

44 I KZD 1, s. 101.

45 I KZD 1, s. 103-104, por. I KZD 1, s. 85.

46 I KZD 1, s. 159.

47 I KZD 1, s. 161-189.

48 I KZD 1, s. 172.

49 I KZD 1, s. 173.

50O nocnych konkluzjach czytaj Opaliński Sejm s. 224, 235.

51 I KZD 1, s. 221.

52 I KZD 1, s. 175

53 I KZD 1, s. 175. Natomiast wniosek w sprawie zgody pozostałych dyskutantów został obalony w głosowaniu, por. I KZD 1, s. 184.

54 I KZD 1, s. 347.

55 I KZD 1, s. 267-269.

56 I KZD 1, s. 277 i 281.

57 I KZD 1, s. 422.

58 I KZD 1, s. 277, 281, 428, 434, 565.

59 I KZD 1, s. 437.

60 I KZD 1, s. 552.

61O rytuale zakrzykiwania patrz Opaliński Sejm s. 158, 164, 234; Malec Sejm, s. 481-483 (także s. 195-198).

62 I KZD 1, s. 182.

63 I KZD 1, s. 215.

64 I KZD 1, s. 221-222.

65 I KZD 1, s. 269.

66 I KZD 1, s. 280-281.

67 Nota bene tryb uchwalania poprawek do regulaminu obrad jako odrębnych uchwał przypominał troszkę amerykański tryb poprawek do ustaw przemycanych w innych ustawach. W Sejmie III RP jest to rzeczą zupełnie nie do pomyślenia, choć podobno zdarzało się to czasem za sprawą posłów PSL, natomiast w Sejmie I RP zdarzało się właściwie nagminnie, gdyż nikt nie panował nad ogólną konstrukcją prawa (brak ustawy zasadniczej).

68 I KZD 1, s. 185.

69 I KZD 1, s. 187.

70 I KZD 1, s. 192.

71 I KZD 1, s. 193.

72 I KZD 1, s. 195.

73 I KZD 1, s. 209.

74 I KZD 1, s. 540.

75Opaliński Sejm s. 154.

Otagowany , , , , , , , , , , , , , , , , , , .Dodaj do zakładek permalink.

Komentarze są wyłączone.