Chwast czyli terrorysta

Ponieważ D. Tusk ogłosił I stopień zagrożenia terrorystycznego, powinienem bezlitośnie tępić wszystkie chwasty.

(tekst pierwotnie opublikowany na niepoprawnych)

Zanim stałem się współużytkownikiem małego ogródka, gromadziłem i z zainteresowaniem czytałem różne książki o ekologicznym rolnictwie i ogrodnictwie, licznie tłumaczone z niemieckiego i ukazujące się w Polsce na początku lat 90. Niestety, na „mój” pierwszy ogród czekałem tak długo, że książki najpierw obrosły kurzem, a potem bez żalu rozdałem je przyjaciołom, którym zapewne służą do tej pory. Gdy więc doczekałem się możliwości grzebania w ziemi, musiałem znów szukać starych poradników. W pierwszym rzędzie zakupiłem w antykwariacie Ogród biodynamiczny Merckensa. Książka to wprawdzie mocno zideologizowana w duchu steinerowskim, ale dzięki niej nauczyłem się robić grządki podwyższane, drewniane kompostowniki; zacząłem stosować płodozmian oraz wprowadzać liczne gatunki roślin jadalnych całkowicie niedostępnych w handlu (biała rzepa, rzodkiew czarna zwana czarną rzepą, trybula, ogórecznik, burak liściowy, roszponka, endywia, cykorie i dynie mniej znanych odmian itp), często ignorując apele mojej Rodziny o pospolite ziemniaczki, sałatę, ogórki, pomidory czy marchewkę, które przecież można tanio kupić w sklepie, a na które – jak mi sie zdawało – w moim ogródku nie było miejsca. Potem również dzięki Merckensowi odkryłem, że istnieją też przedplony, międzyplony, środplony i poplony, dzięki czemu można ilość plonów znacznie zwiększyć. Ale że klimat u nas ostry, więc przedplon musiał być pod folią i eksperyment powiódł się tylko częściowo; słoneczna i sucha wiosna zachęciła białą rzodkiew do kwitnienia, natomiast rzepa udała się wyśmienicie; sałata wprawdzie nie chciała kiełkować, ale za to wykiełkowała na dziko w kompostowniku, skąd ku rozkoszy moich Bliskich przesadziłem ją na grządkę. W rozpaczliwej próbie zaoszczędzenia miejsca, dyni w tym roku nie sadziłem na grządkach, tylko na kompostownikach, gdzie pod szybą doskonale wykiełkowały już w kwietniu i przetrzymały przymrozki. Traktuję to jako wskazówkę gdzie w naszym klimacie hodować przedplony i sadzonki (co najmniej pół metra nad gruntem i w ciepłym kompoście). W tym roku także zabudowałem południowe okna regałami, na których cierpliwie hodowałem sadzonki i to już od lutego. Nie żałuję, bo wysadzone z doniczek rośliny są już zdrowe i silne, podczas gdy siane w maju dopiero nabierają sił. A – i byłbym zapomniał – obornik! Bez całego rozrzutnika aromatycznego, parującego obornika, bez zbierania końskich odchodów na ścieżkach dla kawalerzystów wiele by się nie udało na tym piaszczystym i zupełnie pozbawionym dżdżownic terenie. A skoro już mowa o dżdżownicach, to zbierałem je na szosie i wrzucałem do kompostowników – teraz są ich tysiące, dziesiątki tysięcy, setki tysięcy, miliony! Dżdżownica – mój największy przyjaciel.

Niestety, jak wspomniałem, sałata nie chciała kiełkować. Nie kiełkowały też zachwalane nasiona mieszańcowe (tak zwane f1); ledwo dwa krzaczki dyni udało mi się z trudem wyhodować, a cukiniowe mieszańce zawiodły na całej linii; takoż marnieje w oczach kalarepa mieszańcowa. Zacząłem więc szukać w internecie informacji jak samemu produkować nasiona, natrafiłem na stronę internetową Zbigniewa Przybylaka i od razu zrozumiałem, że to człowiek niebezpieczny; rychło też zamówiłem u niego „pakiet ogrodnika” (cztey broszurki o ekologicznym ogrodnictwie) i przeskoczyłem o cztery stopnie wtajemniczenia w górę.

Bo muszą Państwo wiedziec, że traktuję ogród jako mały zakątek, mini-ołtarzyk wielkiej świątyni Przyrody. Hoduję głównie warzywa, ale pomiędzy nimi pozostawiam zarośnięte ścieżki, a na nich pasy tak zwanych „chwastów”. Ponieważ D. Tusk ogłosił ostatnio I stopień zagrożenia terrorystycznego, a żołnierze jednostek antyterrorystycznych nazywają terrorystów „chwastami”, powinienem właściwie dostosować się do tej terminologii i tępić bezlitośnie krwawnik, babkę lancetowatą, babkę wielką, bylicę, kilkanaście gatunków traw, dziko rosnące zboża, kilkanaście gatunków polnych kwiatów, dziewannę, czosnaczki nie czosnaczki i innych bandytów, którzy bezczelnie opanowali ogród jeszcze przed moim przybyciem. Zaiste, ci czerwonoskórzy koczownicy zasługują na całkowite wytępienie, a jednak z jakichś powodów postanowiłem opuścić gwiaździsty sztandar, oskubałem na łyso dwugłowego orła i inne mutanty i zawarłem z chwastami przymierze.

Okazało się, że na polu ogrodnictwa pan Przybylak w pełni popiera moje stanowisko i jak by tego było mało, podpowiada mi jak w moim bezprzykładnym szaleństwie pójść jeszcze dalej, ustanawiając w miejsce monokultur uprawy pasowe, płodozmian oparty na rodzinach roślin, połączony z uprawą współrzędną, podpowiadając rozmaite sposoby robienia kompostu i ochrony roślin przed szkodnikami (w razie gdyby się ponad miarę rozmnożyły, bo przecież kilka mszyc niczemu nie szkodzi). Przybylak radzi jak hodować własne nasiona i ostro sprzeciwia się roślinom mieszańcowym, które nazywa „małym GMO”, ba, zachęca do siania nasion starych odmian warzyw (bank genów).

Zbigniew Przybylak jest ogrodnikiem-praktykiem od co najmniej 30 lat. Niechętnie odnosi się do szybko rozwijającego się agrobiznesu ekologicznego, gdyż – jak sam pisze – „agrozbiznesowa ekologia już niewiele ma wspólnego z tradycyjnym ogrodnictwem i rolnictwem ekologicznym, które w swej istocie najwierniejsze jest pierwotnej idei rolnictwa i ogrodnictwa ekologicznego, które z grupą pionierów zaczęliśmy propagować w latach osiedziesiątych XX wieku”. Często o tym zapominamy. Smakoszom porannej kawy oraz twarożku na śniadanie polecam dwa teksty Zbigniewa Przybylaka, które kiedyś pozyskałem dla strony klio w kuchni, są to: O śmietance do kawy i zalewajce śmietankopodobnej oraz O serze najbardziej polskim. Teksty te powinny nam uświadomić jak bardzo daleko odeszliśmy od normalności i zachęcić do prowadzenia własnego ogrodu i pastwiska.

Pakiet ogrodnika – cztery rzetelne, arcyciekawe, inspirujące broszurki o normalnym życiu, które powinno być udziałem każdego z nas, każdego miłośnika Przyrody. Serdecznie polecam!

Jakub Brodacki

 

UWAGA! 3 lipca Państwo Magdalena i Karol Przybylak wysłali do mnie list z informacją o śmierci Ojca, Zbigniewa Przybylaka., która miała miejsce 1 lipca wieczorem. Bardzo mi smutno.

Otagowany .Dodaj do zakładek permalink.

Komentarze są wyłączone.