Białoruskie listy proskrypcyjne

„Standardy białoruskie” – tak profesor Gliński podsumował przebieg referendum w Warszawie. Z kolei Jarosław Kaczyński zwrócił uwagę na faktyczną jawność referendum, które z zasady powinno być przecież tajne. Mariusz Kamiński wspominał o licznych nieprawidłowościach i o zniechęcaniu do głosowania.

Ponieważ ci panowie wygłosili swoje opinie poniekąd przez zaciśnięte z wściekłości zęby, przeciętny nawet dobrze wykształcony obywatel może mieć poważne trudności ze zrozumieniem o co chodzi. Postaram się więc przetłumaczyć to z polskiego na nasze w krótkich, żołnierskich słowach.

Pełniący funkcje publiczne Hanna G-W, Donald T. oraz Bronisław K. zniechęcali do udziału w referendum. Miejska Komisja Wyborcza nie podawała raportów frekwencyjnych objętych jakoby ciszą wyborczą. W rezultacie nikt z urzędników państwowych nie zachęcał obywateli do udziału w głosowaniu. Efektów łatwo się było domyślić. Do urn poszli niemal wyłącznie przeciwnicy Hanny G-W., a ci którzy w tym referendum udzielili jej poparcia, zrobili to chyba przez pomyłkę (zakreślając NIE zapewne sądzili, że głosują PRZECIW Hannie G.-W.). Z tego wynika, że ci, którzy podpisali się na listach wyborców są w zasadzie bez wyjątku przeciwnikami Hanny G.-W. W skrócie: to są PISIORY.

Jeśli o mnie chodzi, to tak się złożyło, że byłem delegowany do komisji referendalnej z ramienia Warszawskiej Wspólnoty Samorządowej, z którą nie mam literalnie nic wspólnego. Po prostu na blogu Ewy Stankiewicz pojawiło się ogłoszenie w tej sprawie, zgłosiłem się gdzie trzeba i zostałem członkiem komisji referendalnej, ot co. Ale dla Hanny G.-W., Donalda T. i Bronisława K. jestem ex definitione PISIOREM, ponieważ moje nazwisko znajduje się na liście głosujących – podpis własnoręczny, dobrze czytelny i w odpowiedniej rubryczce.

Ci spośród blogerów, którzy mają wykształcenie klasyczne mogą pouczyć innych czytelników o tym co oznacza termin „listy proskrypcyjne”. Głosowanie przeciw Hannie G.-W. można wybaczyć słabowidzącym emerytom, czyli tym wszystkim, którzy prawdopodobnie głosowali na „NIE”, naiwnie sądząc, że głosują PRZECIW Hannie G.-W. Pozostali wyborcy są jednak grupą o charakterze antypaństwowym, a przecież państwo ma monopol na przemoc.

Wszystko to sprawia, że przebieg tego referendum należy uznać za w gruncie rzeczy nielegalny. Nasuwa się jednak pytanie, czy legalne byłoby powtórzenie referendum, bowiem wezwanie do pójścia na grzybobranie pozostanie przecież w mocy. I nawet gdyby Hanna G.-W. ze swoim rozkosznym uśmieszkiem solennie wzywała wszystkich do udziału w referendum, to przecież pozostanie to pierwsze wezwanie, i pamięć o tym, że grzyby są ważniejsze, niż Wolność.

Muszę powiedzieć, że głęboko Was podziwiam, WŁADZO, za Wasz białoruski geniusz. Dzięki Wam niedługo wszystkie wybory w Polsce staną się nielegalne, obywatele na każde wezwanie będą gremialnie chodzić na grzyby, a legalna pozostanie tylko władza wykonawcza – niezmienna, trwała i usłużna wobec wszystkich potęg tego świata. Tak już kiedyś było, choć w zupełnie innym kostiumie i scenografii. Sejmy się co prawda zbierały, ale żaden z nich nie dochodził do skutku. Nie było absolutum dominium, ale przecież August III wielkim Polakiem był.

Jakub Brodacki

Otagowany .Dodaj do zakładek permalink.

Komentarze są wyłączone.