Ani w lewo, ani w prawo. Konfederacja.

ani w lewo ani w prawoDyskusje w środkach przekazu, w naszym imieniu toczą lewacy, liberałowie, konserwatyści, euroentuzjaści plus eurosceptycy, endecy – wszystko kompletnie obce polskiej tradycji, nie mieszczące się w naszym tradycyjnym pojmowaniu świata. (Kilka myśli nieuczesanych o modnych ideologiach i ich złym wpływie na polską prawicę).

(pierwotna publikacja: blog-n-roll.pl, 3.02.2015)

Liberalizm i konserwatyzm to mądrości narodów Zachodu. Polakom najbardziej podoba się konserwatyzm i liberalizm w wersji anglosaskiej. Myślę, że wynika to z pozornego podobieństwa amerykańskiego kultu wolności i sarmackiej Złotej Wolności. A jednak my nie jesteśmy krajem kupców i żeglarzy. Jesteśmy krajem kontynentalnym, który w przeciwieństwie do narodów morskich ma zawsze trudności w zgromadzeniu kapitału i do tego celu potrzebuje jednak czegoś w rodzaju „opresyjnego” państwa. Tworzy się więc tu sprzeczność, która dzieli 2/3 polskich wyborców na dwie grupy: socjal-konserwatywnych moherów (którzy w nomenklaturze Marka Chodakiewicza mogliby zostać określeni jako „narodowi socjaliści”) oraz liberał-konserwatywnych lemingów, którzy z pozoru bliżsi są ideałom liberalizmu i konserwatyzmu anglosaskiego, nienawidzą wysokich podatków, administracji, biurokracji i wszystkich tych okropieństw, które państwa kontynentalne tworzą po to, aby skupić siły do inwestowania i rozwoju.

Wśród lemingów liberał-konserwatywnych będzie zarówno część wyborców PO, jak i wyborcy KNP, Ruchu Narodowego oraz partii Rozenka. Cechą „wolnościowców” jest bowiem swingowanie między konserwatyzmem a permisywizmem, między rozpasaniem a dewocją. Ten typ Polaka dobrze oddają rozmaite gawędy sarmackie z wieku XIX, których lekturę serdecznie polecam (zwłaszcza Rzewuskiego Kto lepiej wypije skan 71). Także dla „dzieci komuny” liberalizm jest wygodny, bo ułatwia zaakceptowanie prawicowego światopoglądu bez konieczności wyznania winy rodziców i uznania, że ich rodzice uczestniczyli w tworzeniu nieludzkiego ustroju. Bo ponad tym wszystkim jest przecież wolność, która jednoczy nas wszystkich. „Wolność tylko rozumiem, wolności oddać nie umiem”. Gdy spotka się dwóch liberałów, mogą się kłócić we wszystkim, ale w jednym są zgodni: wszystko im wolno. „Robta co chceta”.

Socjal-konserwatywne mohery mają – w przeciwieństwie do lemingów – lepsze zrozumienie i więcej narzędzi do tworzenia polskiej historiozofii, gdyż wytworzone i pielęgnowane w toku dziejów stereotypy lepiej im w tym pomagają i porządkują ich ogląd rzeczywistości. Dlatego to na nas – moherach – spoczywa obowiązek zrozumienia, dlaczego lemingi z uporem godnym lepszej sprawy dryfują stale na skraj przepaści.

Kluczem jest zrozumienie, z czego wynika pozorne podobieństwo anglosaskiego liberalizmu i konserwatyzmu z sarmacką Złotą Wolnością.

Intuicja podpowiada mi takie rozwiązanie: jako naród położony między dwoma kamieniami młyńskimi (Niemcami i Rosją), Polacy nauczyli się, że tworzenie struktur państwowych na wzór państw Zachodu (Francji, Niemiec) i Rosji jest – delikatnie mówiąc – wysiłkiem ponad konieczną potrzebę. Kluczowy jest tutaj kult Świętego Stanisława, który w istocie sprzeciwił się tworzeniu „nowoczesnego, scentralizowanego państwa”. Nieprzypadkowo jest więc Święty Stanisław starym patronem Polski. Lemingi o wieleset lat późniejsze – to znaczy lemingi sarmackie z XVIII wieku – sądziły, że Polska powinna być słaba, ponieważ jako państwo słabe, nie będzie dla nikogo stanowić zagrożenia i nikt jej nie napadnie. Głosiły więc potrzebę „taniego państwa”. Obciążenia podatkowe traktowały jako wysiłek nadmierny i niepotrzebny. Struktury państwa zredukowane zostały do minimum. Gdy mimo wszystko najeźdźcy się pojawiali i traktowali Polskę jak karczmę zajezdną, lemingi się „moheryzowały” i zawiązywały konfederacje w obronie „wiary i wolności”.

Wiara i wolność – brzmi paradoksalnie, prawda? Moher i leming toczy wspólną walkę… To mniej więcej taka sama zbitka jak „liberalno-konserwatywny”…

Pewnego rodzaju przełomem była próba reformy państwa w oparciu o Rosją podjęta przez familię Czartoryskich i kontynuowana przez skonfederowany Sejm Czteroletni. Ujawniła się wówczas grupa „państwowców”, która chciała utworzenia sprawnej, polskiej biurokracji. Próbę tę kontynuowano w czasach Księstwa Warszawskiego i Królestwa Kongresowego oraz za rządów sanacji.

Moim zdaniem te próby nie mogły się udać. XVIII-wieczne lemingi w pewnym sensie „miały rację”, choć same nie do końca wiedziały dlaczego. Państwa ościenne ze wszystkiego najbardziej obawiają się powstania niezależnej i patriotycznej, polskiej biurokracji. W tym, naturalnie, biurokracji gospodarczej, która umożliwia kreowanie kapitału. Gdy pojawiają się zalążki takowych struktur, zaborcy podejmują wszelkie działania, aby te struktury a) jak najszybciej rozwiązać; b) jeśli nie da się ich rozwiązać – zdemoralizować, zagenturyzować i przejąć na własny użytek. De facto struktury Księstwa Warszawskiego przejęła Rosja. Również sporo struktur II RP padło ofiarą wrogiego przejęcia. Podobne zjawisko spotkało struktury tworzone przez III RP, w tym przede wszystkim służby specjalne, takie jak CBA.

I tu jest – UWAGA! – clou programu. Gdy tylko bracia Kaczyńscy podjęli próbę powołania do życia polskiej biurokracji (lata 2005-2007), zaktywizowały się państwa ościenne. Finałem tych działań był 10.04.2010 r.

Stoi więc przed nami stały problem: czy opłaca się tworzyć struktury biurokratyczne, skoro państwa ościenne mają tak potężne środki, aby te struktury zniszczyć lub zdemoralizować? Lemingi odpowiadają: nie, nie opłaca się. Jest to wysiłek ponad potrzebę, który prowadzi do wojny z Rosją. A poza tym biurokracja to obrzydliwość. Pragniemy Złotej Wolności. Mohery odpowiadają jednak inaczej. To prawda, że biurokracja to obrzydliwość. My też kochamy Złotą Wolność, tak bardzo zakorzenioną w polskiej tradycji. Ale trzeba podjąć jakiś wysiłek dla wspólnego przetrwania. Na przykład bez minimalnej choćby biurokracji przemysłowej (górnictwo, energetyka), utracimy szanse na niezależność gospodarczą, a zatem i na liberalną gospodarkę oraz drobną i średnią przedsiębiorczość. Jeśli nie ma innego pomysłu, przyłączmy się do tych, którzy głoszą program budowy państwowej biurokracji, do tych wstrętnych „socjalistów”. Co prawda biurokracji typu zachodniego i tak nie zbudujemy, bo kopiowanie obcych wzorców idzie nam kiepsko, ale przynajmniej dzięki tym próbom się skonfederujemy i może dzięki temu obronimy się przed obcymi. Ideą rządów Marszałka Piłsudskiego nie było stworzenie mocarstwa – bo po traktacie ryskim Polska na to szans nie miała – lecz uchronienie narodu przed zagładą. Konfederacja.

Trzeba wytłumaczyć liberalnym i konserwatywnym lemingom – i ten obowiązek spoczywa na nas, na moherach – że w istocie nie chcemy budować biurokracji na wzór francuski czy niemiecki. Żyjemy w regionie instytucjonalnej niestabilności i ciągłych kryzysów, więc kamienie młyńskie nam każdą taką próbę zniweczą. Obojętnie jaką ideologię wybierzemy, czy będzie ona prawicowa, czy lewicowa – cel jest jeden. Przetrwanie i odnalezienie utraconych przyjaciół, aby obszar wolności rozszerzyć na dorzecze Dniepru, Niemna i Dźwiny. Gdy będziemy więksi – nasze szanse wzrosną. „Litwo, Ojczyzno moja!”.

Andrzej Lepper nigdy nie był moim bohaterem. Ale i głupek powie czasem coś mądrego. Podczas jednej z kampanii wyborczych pan Andrzej przekonywał, że nie trzeba iść „ani w lewo, ani w prawo, tylko prosto do przodu”. Myślę, że choć użył tych słów czysto instrumentalnie, to w istocie sam nie wiedział, jak bardzo ma rację. Ideologie lewicowe i prawicowe zostały wymyślone na Zachodzie, a nam tylko mieszają w głowach, przekształcają nasz tradycyjny język polityczny, dzielą nas, nie przynosząc nam zgoła żadnej korzyści. Popatrzcie: przemeblowano nam prawie wszystko, cały świat naszych, polskich wartości. Dyskusje w środkach przekazu, w naszym imieniu toczą lewacy, liberałowie, konserwatyści, euroentuzjaści plus eurosceptycy, endecy – wszystko kompletnie obce polskiej tradycji, nie mieszczące się w naszym tradycyjnym pojmowaniu świata.

Ani w lewo, ani w prawo. Rzeczpospolita. Konfederacja.

Jakub Brodacki

Na zdjęciu od lewej w pierwszym rzędzie: 1. człowiek, który nie był socjalistą, choć za takiego go uważano, 2. człowiek, który nie był monarchistą, chociaż proponował rządy monarchiczne 3. po prawej człowiek, który nie był piłsudczykiem, choć za takiego go uważano. A to Polska właśnie.

Otagowany .Dodaj do zakładek permalink.

Komentarze są wyłączone.